Rekonstrukcja. Dlaczego tym razem zmiany w rządzie mogą nie być wyłącznie kosmetyczne? [KOLANKO DLA GAZETA.PL]

?Nie wykluczam zmian na półmetku 2 kadencji. A więc latem możliwa poważna zmiana? - napisał 31 grudnia 2012 r. Donald Tusk w twitterowym wywiadzie z Jarosławem Kuźniarem. Teraz temat rekonstrukcji rządu powraca. I tym razem modyfikacja składu gabinetu może być bardzo poważna. Wymusza to sytuacja, w której znalazł się Tusk i osłabiona licznymi kryzysami PO.
embed

Michał Kolanko* - dziennikarz polityczny, współzałożyciel serwisu 300polityka.pl - od wczoraj na stałe w Gazeta.pl! Michał będzie dla was pisał o polityce od kuchni, będzie relacjonował i komentował najciekawsze momenty nadchodzących kampanii wyborczych

Po ponad 10 miesiącach rozbudzania oczekiwań premier musi dokonać w rządzie poważnych zmian, aby nie narazić się na utratę wiarygodności. Dziś do takich zmian zachęca go nawet wicepremier Rostowski na łamach "Gazety Wyborczej", mówiąc, że to nowa ekipa ma "pociągnąć" PO w wyborach do Sejmu w 2015 r. 23 listopada ma odbyć się konwencja Platformy. Partia od miesięcy nie może przeskoczyć w sondażach PiS. Paweł Graś, jeden z najbliższych doradców premiera zapowiadał wielokrotnie, że to w listopadzie odbędzie się analiza działań ministrów i ewentualna rekonstrukcja.

To wszystko tworzy optymalne warunki do dużej korekty w składzie rządu.

Problemy rządu napędzają oczekiwania

Oczywiście, zmiany w rządzie to temat, który pojawiał się wielokrotnie w tym roku. Informacje o odejściu ministra Arabskiego w lutym 2013 roku wywołały natychmiast falę spekulacji, że tym razem dojdzie do poważnych zmian w rządzie. Arabski został ambasadorem RP w Hiszpanii, ale jego odejście doprowadziło tylko do korekty w składzie gabinetu, nie zaś do poważnych zmian, jakich oczekiwały wtedy media. Szefem KPRM został Jacek Cichocki, w MSW zastąpił go Bartłomiej Sienkiewicz, na wicepremiera awansował Jacek Rostowski.

Później kolejne kryzysy wywołały odejście ministrów Budzanowskiego i Gowina, ale rekonstrukcja nie następowała. Im gorsze były notowania Platformy i rządu, tym większe stawały się oczekiwania. Im głębszy był kryzys notowań rządu, premiera i Platformy, tym bardziej mówiło się o tym, że ministrów trzeba wymienić, by zmienił się sondażowy trend. Ten prosty mechanizm nakręca sytuację aż do dziś.

Przegląd działań ministrów w listopadzie. Piechociński o rekonstrukcji w styczniu

Rzecznik rządu Paweł Graś w maju zapowiedział, że premier jeszcze w tym roku dokona analizy działania wszystkich ministrów. "Jak pan premier zapowiedział już, jakiś czas temu, mniej więcej dokładnie w połowie obecnej kadencji pan premier dokona takiej analizy i oceny wszystkich resortów. Dokładnie wszystkich, każdego z osobna" - mówił w RMF FM.

Graś zapowiedział też: "Nie będzie to zabieg pijarowski. Nie będzie to zabieg taki, który będzie efektem wymuszenia czy przez opozycję, czy przez dziennikarzy. Będzie to efekt rzetelnej analizy, którą pan premier, jak powiedziałem, przeprowadzi dokładnie w połowie kadencji". Miało się to wydarzyć właśnie w listopadzie. W powiązaniu z konwencją Platformy 23 listopada może dokonać się "nowe otwarcie" rządu, i przedstawienie planu na najbliższe dwa lata.

Dlatego dzisiejsze słowa wicepremiera Piechocińskiego idą w poprzek zapowiadanej od wielu miesięcy strategii rządu. - Do rekonstrukcji rządu dojdzie dopiero w styczniu - stwierdził Piechociński w Trójce. Zapowiedział też, że rekonstrukcja pojawi się jako temat rozmów podczas wieczornego spotkania koalicyjnego, ale zostało ono odwołane.

Rostowski chce dużych zmian

Nowej dynamiki całej sytuacji dodał dzisiejszy wywiad Rostowskiego dla "GW". Rostowski deklaruje bowiem, że wymiana ministrów powinna być bardzo daleko idąca. - Chciałbym, żeby rekonstrukcja była daleko idąca. Powinna powstać nowa ekipa, która pociągnie PO w wyborach do Sejmu w 2015 r. Pokaże program nie tylko na te dwa lata do końca kadencji, ale także na pierwszą połowę następnej kadencji - stwierdził wicepremier i minister finansów. W najnowszym sondażu CBOS 24 proc. badanych twierdzi, że w rządzie potrzebne są tylko drobne korekty. 26 proc. jest zdania, że konieczna jest bardzo szeroka wymiana ministrów. 37 proc. chce zmiany całego rządu. Ten ostatni wariant - wymiany premiera - nie wchodzi oczywiście w grę.

Tusk zakładnikiem oczekiwań

Premier Tusk stał się zakładnikiem oczekiwań, które gromadziły się przez cały rok. Na dodatek, po sierpniowych plotkach o możliwej dymisji ministra Rostowskiego jego odejście z rządu w listopadzie nie będzie już dla komentatorów politycznych w Warszawie żadną niespodzianką. Tak samo jest z pozostałymi nazwiskami na giełdzie, które przewijały się w medialnych scenariuszach cały rok. Boni, Mucha, Szumilas, Arłukowicz - to ministrowie, którzy cały czas znajdują się na liście do wymiany.

Premier Tusk znajduje się w sytuacji, w której kluczowy komponent "nowego otwarcia" - czyli wymiana ministrów - jest już w dużej mierze "skonsumowany" w oczekiwaniach medialnych. Dlatego zmiany muszą być naprawdę głębokie, a nazwiska następców wymienianych na giełdzie ministrów naprawdę zaskakujące. Rozczarowanie drobną korektą w składzie rządu - jeśli taka zostanie przeprowadzona w listopadzie - może być w przeciwnym razie ogromne. Tym mniej prawdopodobny wydaje się scenariusz, który sygnalizował dziś minister Piechociński.

Listopadowy deadline wydaje się ostateczny, jeśli chodzi o wiarygodność Platformy i rządu.

Chcesz na bieżąco dowiadywać się o najnowszych wydarzeniach? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Tutaj znajdziesz wersję na telefony z Androidem >>> A tutaj wersję na Windows Phone >>>

Więcej o: