"FAZ" przed szczytem klimatycznym w Warszawie: Nikogo on nie obchodzi. Nawet młodzież bardziej interesuje krytyka Kościoła i tematyka gender

Polska będzie gospodarzem konferencji klimatycznej ONZ, lecz tymczasem większą wagę przykłada do dobrobytu i bezpieczeństwa narodowego, niż polityki związanej ze zmniejszeniem własnych emisji - pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung".

Konrad Schuler stwierdza już w pierwszym zdaniu obszernego artykułu we "Frankfurter Allgemeine Zeitung" (FAZ), że "Polska hamuje europejską politykę klimatyczną". Obojętnie, o co chodzi, pisze autor, czy o ustalenia ambitnych celów redukcji emisji dwutlenku węgla czy też o ograniczenie certyfikowania emisji, zawsze słychać sprzeciw znad Wisły, i już trzy razy Warszawa założyła weto".

To, że Polska 11 listopada będzie gospodarzem konferencji klimatycznej ONZ (potrwa od 11 do 22 listopada), "nie powinno nikogo zmylić", zauważa. Schuler przypomina stwierdzenie polskiego ministra środowiska Marcina Korolca, że jako gospodarz zamierza wykorzystać konferencję przede wszystkim do przeforsowania "defensywnych interesów" Polski. W tej kwestii zgodne są wszystkie polskie ugrupowania polityczne i ma to swoje konkretne powody, zaznacza autor artykułu, wskazując w pierwszej kolejności na uzależnienie produkcji energii elektrycznej w Polsce w 90 procentach od węgla.

"Polska akceptuje węgiel, bo jest relatywnie uboga"

Dekarbonizacja produkcji energii elektrycznej, w Niemczech zapoczątkowana przed 40 laty, w Polsce dopiero się zaczyna, zauważa Schuler. Przeszkodą w przyspieszeniu tego procesu jest, jak pisze, wielkie kompleksowe lobby państwowych koncernów energetycznych, kopalń, które są własnością państwa i związków zawodowych.

Żadna "licząca się siła polityczna" nie chciała stawić czoła tej wpływowej sieci bliskich powiązań. Żadna partia ekologiczna nie ma szans na mandat w Sejmie, zaznacza autor artykułu w FAZ.

Fakt, że polskie społeczeństwo w dużej mierze akceptuje to ukierunkowanie na kluczową rolę węgla, Konrad Schuler tłumaczy "relatywnym ubóstwem w Polsce". Pokolenie, które nadaje dzisiaj ton, pisze, doświadczyło trudnego procesu transformacji. "Już dosyć poświęciło za lepszą przyszłość, a teraz - analogicznie do Republiki Federalnej lat sześćdziesiątych - chce cieszyć się rozkwitem. Kto rzuci okiem na marne warunki w polskich szpitalach, ten stwierdzi, że faza 'społeczeństwa dobrobytu', która w zachodniej części Niemiec wpłynęła w latach 70. na rozwój poglądów 'postmaterialistycznych' i na 'ekologiczne' myślenie, jest, co najwyżej, w powijakach".

Polska młodzież woli krytykować Kościół zamiast chronić środowisko

Nawet polską młodzież, pisze Schuler, bardziej od tematów ochrony środowiska interesuje krytyka Kościoła, tematyka gender i małżeństwa gejowskie. Wskazuje on też, że również stale obecne uczucie zagrożenia bezpieczeństwa wpływa na niewielkie znaczenie polityki klimatycznej w społeczeństwie. Ciągle żywa jest wśród dorosłych pamięć o okupacji sowieckiej, a wśród starszego pokolenia o okupacji niemieckiej, wyjaśnia Schuler. "Przede wszystkim Rosja nie uczyniła wiele, aby odzyskać utracone zaufanie. Dlatego siła gospodarcza jest wśród Polaków postrzegana, bardziej niż przez Niemców, jako warunek zdolności obronnej".

Wszystko, co może zahamować rozwój, pisze autor artykułu, jest rozumiane jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego. Dlatego silny przemysł węglowy stanowi dla Polski ochronę przed wojnami o gaz z Rosją. Ale ten argument, straci na znaczeniu, zaznacza Schuler, jeśli Polska uniezależni się przynajmniej częściowo od rosyjskiego gazu, budując terminal gazowy LNG w Świnoujściu.

W polityce klimatycznej Polski "rozpoznawalne są zaszłości historyczne"

Słabe zaangażowanie Polski w kwestie klimatyczne autor artykułu tłumaczy też "brakiem zaufania do międzynarodowych instytucji", do wspólnoty państw, która chce przeforsować ochronę atmosfery przed zanieczyszczeniami. Schuler zwraca uwagę na diametralnie różne doświadczenia Polaków i Niemców w tym względzie. Niemcy doświadczyli po 1945 roku pomocy sojuszników i integrując się w NATO, UE i ONZ stały się najbogatszym państwem europejskim.

Polacy natomiast, przypomina, doświadczali ciągle od swoich 'sojuszników' zawodu - albo nie przychodzili z pomocą, jak Brytyjczycy czy Francuzi po niemieckiej agresji w 1939 roku, albo zachowywali się jak władcy, jak w Polsce 1944 roku Rosjanie. W polityce klimatycznej Polski "wyraźnie rozpoznawalne są zaszłości historyczne", stwierdza autor artykułu. Polska prawica podejrzewa UE, że jej polityka "przełomu energetycznego" może służyć niemieckim interesom, na przykład skłonieniem słabszych krajów, jak Polska, do zakupu niemieckich turbin wiatrowych.

Wątpliwości Polaków, podkreśla Schuler, wzbudza też długofalowe planowanie, jak w przypadku harmonogramu osiągnięcia globalnego porozumienia klimatycznego. Polacy doświadczali, że państwo i społeczeństwo przeżywało zapaść przynajmniej raz na jedno pokolenie. "Kluczowa myśl polityki klimatycznej, że ten, kto nie chce, aby jutro deszcz zalał mu dom, musi już dzisiaj naprawić dach, obowiązuje jednakże tylko wtedy, jeśli założymy, że jego dom nie legnie wkrótce w gruzach za sprawą sąsiada z lewej lub prawej". Także w polityce klimatycznej, konkluduje, obowiązuje zasada, że "tylko ten, kto wierzy w przyszłość, złoży coś w ofierze".

embed
Zobacz wideo
Więcej o: