"Adoracja Chrystusa". Prawica: Profanacja! Artysta: Na otwarciu wystawy był biskup

Nagi mężczyzna pieści i całuje figurę ukrzyżowanego Chrystusa. Ta instalacja, prezentowana w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej, oburzyła prawicowych polityków. Złożyli zawiadomienie do prokuratury, organizują manifestację przeciwko "profanacji krzyża". - Jest mi przykro, że moja praca została uwikłana w politykę - stwierdza w rozmowie z Tokfm.pl Jacek Markiewicz, twórca kontrowersyjnego dzieła.

Wystawiana w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej praca Jacka Markiewicza oburzyła prawicowych polityków . Mimo że praca powstała ponad 20 lat temu. "Adoracja Chrystusa" to film, na którym nagi artysta pieści leżący na podłodze średniowieczny krzyż z Chrystusem.

Posłowie PiS Stanisław Pięta i Anna Sobecka złożyli w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Pracę Markiewicza uznają za profanację. Andrzej Jaworski, szef Parlamentarnego Zespołu ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski, zaprasza w środę na manifestację przeciwko profanacji krzyża przed siedzibą CSW. Pikietę ma transmitować TV Trwam.

O zamieszaniu wokół "Adoracji Chrystusa" rozmawiamy z jej autorem Jackiem Markiewiczem, artystą sztuk wizualnych.

Krzysztof Lepczyński: Czuje pan satysfakcję?

Jacek Markiewicz: Jak to?

Udało się panu wzbudzić kontrowersje. Nie o to chodziło?

- Nigdy nie chodziło mi o to w pracach. Przynajmniej w okresie, kiedy my robiliśmy swój prace, nikt nie myślał o tym, żeby wzbudzać jakieś kontrowersje. To mylne twierdzenie, na pewno w tej pracy nie o to chodziło.

A o co?

- Każdy, jeżeli sobie obejrzy tę pracę, będzie dokładnie wiedział, o co chodzi.

Rozumiem, że poseł Pięta i posłanka Sobecka nie wiedzą, o co chodzi.

- Myślę, że tak.

Obraził pan uczucia katolików?

- Myślę, że nie. To zależy, co dana osoba sobie myśli. Ale na pewno nie było to celem.

Czuje się pan bojownikiem o wolność słowa jak Dorota Nieznalska?

- Ta praca nie miała takiego zadania.

"Adorację Chrystusa" przygotował pan w 1993 roku, a święte oburzenie mamy teraz. Nie odnosi pan wrażenia, że prawica ma tu nieco spóźniony zapłon?

- Praca była pokazywana nawet w 1992 roku na otwarciu Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie, gdzie był m.in. biskup, który święcił tę galerię. Potem ta praca była włączona do dyplomu i to był już 1993 rok. Trochę czasu minęło, wszyscy o tym wiemy.

W pana portfolio znajduje się wiele prac, które mogą być uznane za kontrowersyjne. A wyciągnięto tę jedną. Nie czuje się pan narzędziem walki politycznej?

- To na pewno. Takiego zamysłu nie miałem i jest mi przykro, że praca została uwikłana w politykę. Myślę, że żadnemu artyście nie chodzi o to, by jego praca stała się kawałkiem walki politycznej. Nie zależy mi na tym, żeby kogoś szokować, to jest na ostatnim miejscu. Staram się mówić o sobie, o tym, co widzę, a że używam mocnego języka? Taki jest mój wybór. Potrafię mocno wypowiadać swoje myśli, dlatego te prace są takie, a nie inne.

Tworząc "Adorację Chrystusa", pokazywał pan także sposób, w jaki ludzie reagują na sztukę. Minęły dwie dekady i chyba nic się nie zmieniło. Stoimy w miejscu?

- Część społeczeństwa tak. Jakby się zatrzymała. Ale pozostała bardzo się zmieniła, jeśli chodzi o postrzeganie sztuki. Nastąpiło pewne otwarcie na świat, myślę, że z czasem ta praca nie będzie uważana za coś kontrowersyjnego. Będzie żyła inaczej, tak jak powinna być odbierana. Zamiast się obrażać, pomyślimy o tym, co kryje się za tymi obrazami. Wtedy będę zadowolony.

Więcej o: