Sawicki: W wypolerowanych płytach nagrobnych widzimy siebie. Spotykają się trzy wymiary: wczoraj, dziś i jutro

- Większość z nas nie zastanawia się nad tym, co wydarza się podczas tych chwil nad grobami. A dzieje się rzecz ważna: oto nagle stajemy twarzą twarz wobec przyszłości i przeszłości, wobec perspektywy śmierci i życiowej historii - pisze na swoim blogu Konrad Sawicki.

Pierwsze dni listopadowe. Polskie cmentarne pospolite ruszenie. Jak kraj długi i szeroki, wszyscy wyruszają na pielgrzymki do grobów bliskich. To w pierwszym rzędzie nasz obowiązek i wyraz szacunku wobec zmarłych. Ale jest w tym coś większego. Coś, co sprawia, że stajemy się lepszymi ludźmi.

Zaczyna się od spraw przyziemnych. Ustalenie planu działania, trasy, marszruty między nagrobkami. Potem sprzątanie. Ci, którzy mają możliwość, robią to kilka dni wcześniej. Inni zanim zapalą znicze i postawią kwiaty, ogarniają marmury i lastryka, przecierają szmatką płyty z imionami bliskich. Gdy światła już zapalone, przychodzi czas na modlitwę. Krótką, prostą, wymowną. "Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie".

A potem stoimy w zadumie przez kilka chwil, wpatrując się to w płomienie kolorowych zniczy, to w tablice z imionami, nazwiskami i datami. Ten przeżył lat 74, ja mam 63, więc jeszcze trochę. Ta zmarła młodo, chorowała, mój Boże, biedaczka, tak bardzo się męczyła, uchowaj mnie, Boże. A ten zginął w wypadku samochodowym, zawsze jeździł za szybko, ech, trzeba zwolnić, na cmentarz nie ma co się spieszyć. Ach, ona miała 92 lata, gdy umierała, piękny wiek, chciałoby się dożyć, no tak, ale ona całe życie dbała o zdrowie i kondycję, a ja... A z nim tak strasznie się kłóciłam i po co to nam wtedy było? Jej do dziś nie mogę wybaczyć tego, co mi zrobiła, ciekawe, czy Bóg jej wybaczył.

I tak odprawiamy te nasze swoiste dziady. Przywołujemy obrazy z życia nieżywych, ożywiamy pamięć, stawiamy pytania. Samoistnie, czasem podświadomie w duchu nawiązujemy niesłyszalny dialog ze zmarłymi. Czujemy, że jest między nami jakaś ponadludzka więź. A potem wywiązują się zwykłe rozmowy. Najpierw jeszcze może dotyczące zmarłych, a potem bez skrępowania ktoś do kogoś rzuca zwyczajne "co słychać?" i schodzimy na ziemię.

Większość z nas nie zastanawia się nad tym, co wydarza się podczas tych chwil nad grobami. A dzieje się rzecz ważna: oto nagle stajemy twarzą twarz wobec przyszłości i przeszłości, wobec perspektywy śmierci i życiowej historii. Spotykają się trzy wymiary: wczoraj, dziś i jutro. Niby nic wielkiego, ale w pędzie codzienności rzadko dajmy sobie okazję do takiego spotkania. Tu, na cmentarzu, w święto Wszystkich Świętych i w Dzień Zaduszny, staje się to całkowicie naturalnie.

Te listopadowe rekolekcje narodowe niekoniecznie przynoszą życiowe rozwiązania, odpowiedzi. Ale zawsze odświeżają najważniejsze ludzkie pytania, które w ciągu roku nieco się przykurzają: Kim jestem? Dokąd zmierzam? Skąd pochodzę? W którym miejscu mojego życia stoję? Czy obrana droga jest dobra? Co dobrego jeszcze w tym życiu zdążę zrobić?

To jest drugi wymiar tych świąt. Przychodzimy do naszych bliskich zmarłych, ale patrząc na świeżo wypolerowane tablice z ich imionami, dostrzegamy tam swoje własne oblicza. Oblicza, które jeszcze są tu, po tej stronie życia. Lecz jak długo jeszcze?

Tekst pochodzi ze stron Laboratorium WIĘZI

Więcej o: