Wipler: "Zrobiłem badanie krwi. 1,4 promila to jest tyle, ile osoba stukilogramowa ma po wypiciu jednej butelki wina"

Na konferencji prasowej Przemysław Wipler potwierdził, że badanie krwi wykazało u niego 1,4 promila alkoholu. - Miałem tyle alkoholu we krwi, ile przy mojej wadze ma się po wypiciu jednego wina. Te 1,4 promila to jest tyle, ile osoba stukilogramowa ma po wypiciu jednej butelki wina - podkreślił poseł. Powiedział też, że "włączył się" do bójki mającej miejsce pod klubem. - Nie wiedziałem, kto bierze udział w awanturze. Próbowałem włączyć się tak, żeby ta sprawa się zakończyła - przyznał.

- Rano o godzinie szóstej dwóch policjantów przyszło do mojej żony i powiedziało, że zostałem pobity i jestem w szpitalu. W szpitalu dwóch policjantów, którzy ze mną tam byli, cały czas mi powtarzało: "To nie my to panu zrobiliśmy". Gdy policjanci zorientowali się, że jestem posłem, uruchomili narrację, wiedząc, że nie mogę zareagować - powiedział Przemysław Wipler, komentując działania policjantów.

"To było tylko jedno wino"

- Te 1,4 promila to jest tyle, ile osoba stukilogramowa ma po wypiciu jednej butelki wina - podkreślił. - Poszliśmy z kolegami na kolację z winem, potem na drinka do lokalu. Gdy wychodziliśmy, zauważyłem, że dzieją się niepokojące rzeczy, że jest awantura. Że dzieją się niedobre rzeczy. Nie wiedziałem, kto bierze udział w awanturze, czy to klienci, czy bramkarze, czy policja. Wiedziałem, że dzieją się niepokojące rzeczy, i jak zwykle w takich sytuacjach włączyłem się, próbowałem włączyć się tak, aby sprawa się zakończyła - przyznał.

Poseł zaznaczył, że od razu użyto wobec niego gazu, przewrócono go na ziemię, klęczano na nim, bito go, oblewano piekącą substancją, kopano w plecy, w krocze i po nerkach. Wzrok miał odzyskać dopiero w szpitalu, gdzie lekarze poinformowali, że ma uszkodzoną rogówkę. Podkreślił kilka razy, że "to nie są obrażenia od uderzenia o krawężnik".

"Złożę zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa"

- Zostałem brutalnie pobity, w tej sprawie złożę powiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Przepraszam, że tak późno ta konferencja, ale musiałem się jakoś pozbierać. O 17.30 idę na obdukcję - powiedział Wipler. Dodał też, że liczy na szybkie zabezpieczenie dokumentacji z kamer monitoringu. Gdy dziennikarze dopytywali, czemu włączył się do awantury, odparł, że "nie miał co czekać na policję, choć sytuacja była taka, że nie miał pewności, czy policja nie przekracza tam uprawnień".

Chcesz wiedzieć więcej o sprawie posła Wiplera? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: