Miller o komisji Macierewicza: "Zloty wampirów z Polski i zagranicy"

- Dwie główne partie ścierają się nie o bezrobocie czy dostęp do edukacji, a o stosunek do sprawy smoleńskiej. Smoleńsk czyni z Polski dziwoląga na skalę europejską - powiedział w RMF FM szef SLD Leszek Miller. Dodał, że jednak jest przeciwko likwidacji komisji sejmowej prowadzonej przez Antoniego Macierewicza.

Mówiąc o rozkładzie sił na polskiej scenie politycznej związanym z katastrofą smoleńską, szef SLD powiedział: - Jedynym czynnikiem, który może to zmienić, jest czas - chyba że Macierewicz, który co jakiś czas organizuje zloty rozmaitych wampirów z Polski i zagranicy, wpadnie jeszcze na jakiś nowy pomysł.

Szef SLD uważa, że likwidacja zespołu sejmowego Macierewicza jest złym pomysłem - przydzielenie arbitralnego prawa marszałkowi Sejmu do likwidacji sejmowych komisji może w kolejnych kadencjach zacząć być nadużywane. Jego zdaniem warto się natomiast zastanowić nad sprawozdaniami, które zespoły parlamentarne przedstawiałyby do Prezydium Sejmu - "żeby było wiadomo, czym zespoły się zajmują".

O wyborach w dolnośląskiej PO Miller powiedział: - Wygląda na to, że na Dolnym Śląsku wygrał ten, kto miał większą łatwość kupowania głosów - ocenił. Chodzi o ujawnione przez "Newsweek" nagranie, w którym poseł PO Norbert Wojnarowski obiecuje nieznanej osobie stanowisko w KGHM w zamian za poparcie dla Protasiewicza. Dodał, że "w takiej konkurencji większe szanse ma Grzegorz Schetyna, pamiętając choćby o szczegółach afery hazardowej". - Przez moment łudziłem się, że polskie standardy partyjne są wyższe, ale teraz wszystko wraca do normy - przyznał Miller.

Miller o Tadeuszu Mazowieckim

Były premier wspomniał też zmarłego wczoraj Tadeusza Mazowieckiego. - Widywaliśmy się przy różnych okazjach, uroczystościach rządowych. Powiem panu, kiedy było mi najbardziej przykro. To było dwa lata temu przed wyborami do PE i stałem na lotnisku za Mazowieckim w kolejce w Gdańsku, przechodząc przez bramki. Mazowieckiego poproszono, żeby zdjął pasek, i zwrócił się do mnie "wie pan, zaraz mi spodnie zdejmą" - powiedział Miller.

- Jak przeszedł przez bramkę, to kazano mu zdjąć buty i z dużym wysiłkiem on to zaczął robić. Podszedłem do tych młodych ludzi i powiedziałem: "Panowie, nie przesadzacie? Przecież to jest Tadeusz Mazowiecki". Oni się zimno na mnie spojrzeli i powiedzieli: "No i co z tego, takie są przepisy".

Chcesz na bieżąco otrzymywać najważniejsze informacje? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: