"Brzoza ścięta 5 dni wcześniej". A "ekspert" tłumaczy: "Jest możliwość pomyłki". I grozi wyjściem ze studia

Brzoza smoleńska ścięta co najmniej 5 dni przed katastrofą? - Oczywiście, że jest możliwość pomyłki. Nawet wiele takich możliwości. Ale z praktycznego punktu widzenia jest to raczej niemożliwe - mówił w Polsat News Chris Cieszewski, jeden z uczestników Konferencji Smoleńskiej. Rozmowa była burzliwa, a Cieszewski kilka razy groził, że zaraz wyjdzie ze studia.

Na II Konferencji Smoleńskiej amerykański naukowiec stwierdził, że nie ma wątpliwości, że smoleńska brzoza została złamana nie podczas katastrofy, a 5 kwietnia albo - jak dodał, reagując na głosy z sali - wcześniej. Cieszewski tłumaczył, że takiej oceny dokonał na podstawie analizy zdjęć satelitarnych.

"Wynik może być nieważny"

Wczoraj wieczorem Cieszewski był gościem telewizji Polsat News. I przyznał, że nie można wykluczyć pomyłki ws. "wcześniejszego" ścięcia brzozy. - To nie jest teza. To jest wynik badań. Był sprawdzony. Wiele razy. Wydaje się bardzo pewny. Teoretycznie jest możliwość, że coś tam było złego. Coś, co spowoduje, że wynik będzie nieważny. To jest teoretycznie możliwe. Z praktycznego punktu widzenia jest to raczej niemożliwe - stwierdził.

Dlaczego zatem poseł Antoni Macierewicz powiedział ostatnio, że po badaniach Cieszewskiego sprawa brzozy jest zamknięta? - Pan Macierewicz jest dorosłym człowiekiem. Nie jest już dzieckiem. Nawet jakby był, to nie jest to moje dziecko, więc nie może mi pan mówić, że nie dopilnowałem pana Macierewicza, albo że nie mówił to, co ja chciałem - powiedział Cieszewski, przyznając, że sprawa brzozy nie jest zamknięta.

Współrzędne brzozy się nie pokrywają

Prowadzący program przypomniał, że współrzędne prawdziwej brzozy nie pokrywają się ze współrzędnymi, które pokazuje Chris Cieszewski. - Zgadza się. One się też nie pokrywają ze współrzędnymi, które podaje raport MAK i Wikipedia. Myśmy znaleźli czwarte miejsce - powiedział Cieszewski. Które współrzędne są więc wiarygodne? - Zależy to od tego, komu się chce wierzyć. Myśmy przedstawili dowody na to, że drzewo stało w miejscu, w którym myśmy określili - powiedział.

Jak to możliwe, że 5 kwietnia brzoza była złamana na wysokości 6 metrów? - Jest wiele możliwości. Jest możliwość, że wiatr złamał, albo śnieg czy lód - mówił Cieszewski. - A jakby pan chciał ją złamać, to jest możliwość, że się uderzy buldożerem w dolną część drzewa - zasugerował. - Buldożer jest duży, zostawiłby ślady - ripostował dziennikarz.

- Pan żartuje, że po tygodniu nie można ukryć śladów. A jak był na gąsienicach? Niech się pan zastanawia we własnym czasie, bo ja nie mam czasu. Nie jestem tu, żeby pan się dowiedział, jak buldożer może jeździć - mówił Cieszewski. I groził wyjściem ze studia. W trakcie programu robił to kilka razy. - W Polsce interpretuje się rzeczy, żeby służyć swoim interesom. Media, do których nie chciałem dawać wywiadu, specjalizują się w tym, żeby szkalować ludzi. Nie chciałby pan, żebym wstał i wyszedł. Obiecał mi pan, że będę w stanie skończyć zdanie i powiedzieć to, co chcę powiedzieć - mówił. Nie reagował na słowa prowadzącego, który powtarzał, że Cieszewski nie odpowiada na pytania.

Podcinanie gardła? "To z amerykańskich filmów"

Cieszewski tłumaczył się też, dlaczego ekipie "Faktów TVN" kilka dni temu pokazał gest podcinania gardła, co zarejestrowała kamera. - To jest z filmów amerykańskich. To oznacza, żeby przestać filmować. Jak np. jest wywiad, ze mną teraz, gdybym był w Ameryce i powiedział jakieś przekleństwo, to pan by pokazywał tak operatorowi, żeby przestał pracować - wyjaśniał.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: