Zespół Laska: Nie będziemy się odnosić do absurdalnych eksperymentów, takich jak pękająca parówka [OŚWIADCZENIE]

?Zespół do spraw wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej nie będzie odnosił się do absurdalnych eksperymentów będących rzekomymi dowodami w kontekście katastrofy smoleńskiej, takich jak: zgniecione puszki po napojach, kadr z animacji RIA Novosti pokazujący wybuch samolotu czy parówka pękająca przy podgrzewaniu, która miała obrazować sposób, w jaki został zniszczony kadłub samolotu? - napisał w oświadczeniu zespół Macieja Laska.

Wczoraj zakończyła się II Konferencja Smoleńska, na której swoje referaty ws. przyczyn katastrofy smoleńskiej przedstawiali "eksperci" z różnych dziedzin. Do swoich tez przekonywali, powołując się m.in. na doświadczenia z pękającymi w trakcie gotowania parówkami czy zgniecionymi puszkami po napojach. Przeczytaj więcej >>

Dzisiaj zespół Macieja Laska postanowił się odnieść do części z przedstawionych w trakcie konferencji rewelacji. "Nie przedstawiono żadnych dowodów na prezentowane hipotezy dotyczące przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. Konsekwentnie lansowano na niej natomiast tezy przeczące zebranym i przeanalizowanym materiałom dowodowym przez Komisję Badań Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego (zwaną Komisją Millera)." - czytamy w oświadczeniu zespołu.

I dalej: "Nie wpływa to jednak w żaden sposób na ustalony przebieg i przyczynę katastrofy. Nie było to najwidoczniej także intencją uczestników konferencji, w przeciwnym razie powinni jak najszybciej przekazać swoje materiały do Prokuratury prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy - co jak wiemy nie nastąpiło."

"Żaden z ekspertów Macierewicza nie był w Smoleńsku"

Zespół zaznaczył także m.in., że nie ma wątpliwości, że brzoza została złamana w wyniku kolizji z samolotem w dniu 10 kwietnia 2010 roku, nie ma przesłanek do twierdzenia, że w samolocie doszło do wybuchu, a podawane na konferencji informacje o "sfałszowanych zapisach rejestratorów lotu", są nieprawdziwe.

"Powoływanie się w licznych referatach na urządzenia wspomagające pracę załogi takie jak TAWS i FMS jako źródła wiarygodnych danych jest błędem. Urządzenia te nie są rejestratorami parametrów lotu, tylko urządzeniami wspomagającymi pracę załogi. Informacje zawarte w pamięci tych urządzeń mogą co najwyżej służyć jako uzupełnienie danych uzyskanych z rejestratorów lotu, ale nie mogą zastąpić analizy zapisów tych rejestratorów" - czytamy.

W oświadczeniu zespół zaznacza także: "Przypominamy, że żaden z ekspertów posła A. Macierewicza nie był w Smoleńsku, nie widział miejsca katastrofy, nie badał wraku ani zapisów rejestratorów lotów. Członkowie naszego Zespołu wchodzący w skład tzw. Komisji Millera wszystkie te elementy przeanalizowali. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że przyczyną katastrofy samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, przy nadmiernej prędkości opadania, w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg".

Absurdalne eksperymenty niewarte komentarza

Na koniec zespół Laska stwierdza: "Zespół do spraw wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej nie będzie odnosił się do absurdalnych eksperymentów będących rzekomymi dowodami w kontekście katastrofy smoleńskiej, których wyniki były prezentowane podczas konferencji, takich jak: zgniecione puszki po napojach, kadr z animacji RIA Novosti pokazujący wybuch samolotu, czy parówka pękająca przy podgrzewaniu, która miała obrazować sposób, w jaki został zniszczony kadłub samolotu".

Przez dwa dni "niezależni badacze" dyskutowali w Warszawie na temat przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku i przedstawiali swoje referaty. Niektórzy z nich mieli bardzo zaskakujące i oryginalne wystąpienia. Możecie o nich przeczytać w naszej relacji na żywo z konferencji >>

Chcesz na bieżąco otrzymywać najważniejsze informacje? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: