Kaczyński: Być może doszło do złamania prawa przez premiera. W sposób bezpardonowy i bezceremonialny...

- To było referendum, w którym trzeba było jawnie, pod nazwiskiem, zdeklarować się przeciwko władzy, bo tak to było ustawione - powiedział Jarosław Kaczyński, dziękując wszystkim, którzy zdecydowali się na wzięcie w nim udziału.

- Chciałbym spełnić miły obowiązek, czyli podziękować tym wszystkim, którzy wzięli udział w referendum. W referendum, które przebiegało w specyficznych warunkach można powiedzieć niekonstytucyjnych. To było referendum, w którym trzeba było jawnie, pod nazwiskiem, zdeklarować się przeciwko władzy, bo tak to było ustawione - powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości na konferencji prasowej.

- Tym bardziej chciałem pochylić głowę przed tymi, którzy w niełatwych czasach się na to zdecydowali. Z całego serca im dziękuję, jednocześnie w pełni szanując decyzję tych, którzy nie zechcieli wziąć udziału w tym przedsięwzięciu, w tej demokratycznej procedurze - dodał.

Raport dla Rady Europy? Możliwe

Jak podkreślił Jarosław Kaczyński, przed referendum mogło dojść do naruszenia prawa. PiS złożyło już do prokuratury doniesienie w związku z niewywiązaniem się z obowiązków prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Chodzi o problemy z niewłaściwym informowaniem mieszkańców za pomocą obwieszczeń o referendum i lokalizacji komisji wyborczych. Mariusz Kamiński wspomniał też o trudnościach, z jakimi musiały zmierzyć się osoby zainteresowane dopisaniem się do listy uprawnionych do głosowania.

Kamiński nie wykluczył, że PiS prześle raport o nieprawidłowościach do Rady Europy. - Chcemy tam pokazać, w jaki sposób wyglądało referendum w Polsce, w jaki sposób premier, prezydent naszego kraju ingerowali w przebieg referendum lokalnego. To jest sprzeczne ze standardami, jakie rekomenduje Rada Europy. Tego typu informacje są cały czas gromadzone - powiedział.

Premier łamał prawo?

- Premier w sposób bezpardonowy i bezceremonialny apelował do mieszkańców Warszawy, w tym do dużej grupy urzędników administracji publicznej, o niewzięcie udziału w wyborach. To w sposób oczywisty mogło wpływać na postawy ludzi związanych z sektorem publicznym i zniechęcać ich do wzięcia udziału w wyborach - powiedział Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem mogło tu dojść do złamania prawa, a tego typu apele w znaczący sposób wpłynęły na frekwencję.

- Listy wyborców, którzy wzięli udział w referendum, są z mocy prawa przekazywane prezydentowi miasta Warszawy. To jest dodatkowy element, który biorą pod uwagę urzędnicy. Bo sam akt wzięcia udziału w procedurze referendalnej sytuował jako przeciwnika rządu, przeciwnika prezydenta miasta. Naszym zdaniem była to bardzo silna presja, która zaważyła na wyniku - podsumował Kaczyński.

Chcesz wiedzieć więcej i szybciej? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: