Polacy uciekają z kraju? "Exodus? Nadużycie. To nie masowy odpływ, a stabilizacja"

- To, że Polacy się przemieszczają, to nie tragedia narodowa. Są aktywni, mobilni i szukają swojego miejsca na świecie - mówi w rozmowie z Tokfm.pl dr Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami UW. "Rzeczpospolita" ujawniła dziś dane GUS o wzroście migracji. - To nie masowy odpływ. To stabilizacja. Przy dwóch milionach osób przebywających za granicą różnicą 70 tys. to nie jest dużo - zaznacza dr Kaczmarczyk.

W końcu 2012 roku za granicą przebywało 2,13 mln Polaków. To o 70 tys. więcej niż w 2011 r. - pisała w poniedziałek "Rzeczpospolita", powołując się na niepublikowane dane GUS. Według dziennika urząd od pewnego czasu dysponuje już liczbą emigrantów, ale "nie publikuje jej ze względu na sytuację polityczną". Chodzi o planowane na połowę października referendum ws. odwołania prezydent Warszawy.

Artur Satora, rzecznik GUS, jest zdziwiony zarzutami o chronienie rządu. - To absolutne nadużycie, które nie powinno mieć miejsca w rzetelnym dziennikarstwie - mówi w rozmowie z Tokfm.pl. Zwłokę przy publikacji danych o migracjach tłumaczy opracowywaniem wyników spisu powszechnego z 2011 roku. Czy podane przez "Rzeczpospolitą" liczby są zgodne ze stanem faktycznym? Początkowo rzecznik nie chciał tego potwierdzić, ostatecznie jednak wieczorem na stronach GUS pojawiły się dane, które pokrywają się z doniesieniami gazety.

"Mówienie o exodusie jest sporym nadużyciem"

Zdaniem dr. Pawła Kaczmarczyka, zastępcy dyrektora Ośrodka Badań nad Migracjami UW, ujawnione przez gazetę liczby brzmią przekonująco. Nasz rozmówca wskazuje, że wielu ekspertów prognozowało większą skalę powrotów do Polski. Te przewidywania jednak się nie sprawdziły. - Nie wydaje mi się, że to masowy odpływ. To raczej stabilizacja. Przy dwóch milionach osób przebywających za granicą różnica 70 tys. to nie jest dużo - podkreśla ekspert, zwracając uwagę na metodologię stosowaną przez GUS, która dopuszcza pewien margines błędu. - Błąd tego szacunku jest większy niż rzeczone 70 tys. osób. Mówienie o exodusie jest sporym nadużyciem - zaznacza.

"Rzeczpospolita" pisze, że liczba emigrantów może się w tym roku zbliżyć do rekordu z 2007 roku, kiedy było ich 2,27 mln. Jeśli doniesienia dziennika się potwierdzą, emigracja zwiększyła się w ubiegłym roku o 70 tys. osób. Jednak w roku 2005 wyniósł on 450 tys. osób , w 2006 500 tys. osób, a w 2007 320 tys. osób. W trzech kolejnych latach liczba emigrantów spadła o 270 tys. osób i teraz znów rośnie. W porównaniu jednak z latami 2002-2007 nieznacznie. Exodus mamy więc już za sobą.

"To, że Polacy się przemieszczają, to nie tragedia narodowa"

- Spełniają się najgorsze z możliwych scenariuszy - alarmuje jednak w "Rzeczpospolitej" prof. Krystyna Iglicka, rektor Uczelni Łazarskiego. Dr Kaczmarczyk nie zgadza się z podobnymi opiniami. - To, że Polacy się przemieszczają, to nie tragedia narodowa. Są aktywni, mobilni i szukają swojego miejsca na świecie. Nie dopatrywałbym się w tym wyłącznie negatywnych aspektów - mówi.

Ekspert podkreśla, że emigrują przede wszystkim osoby bezrobotne, które za granicą pracę znajdują. W Wielkiej Brytanii czy Irlandii odsetek zatrudnionych wśród emigrantów z Polski sięga 80-90 proc. W kraju jest on często nieosiągalny.

"Bodziec promigracyjny wcale nie zniknął"

Jednak czy Polska nie jest też pozbawiana bardziej aktywnych i wartościowych pracowników, którzy decydują się na emigrację? - Drenażem mózgów byłoby to, gdyby te osoby były z łatwością wchłaniane przez polską gospodarkę, a wiemy, że tak nie jest - zaznacza nasz rozmówca. I podkreśla, że w ostatnich latach intencją rządu nie było nakłanianie do powrotu do kraju. - Wszyscy byli przekonani, że migracja jest suwerennym wyborem każdego człowieka i nie rządowi wpływać na to, co dana osoba będzie robiła - tłumaczy.

- Jednym z powodów, dla których nie najgorzej wykształceni, młodzi ludzie wyjeżdżają z Polski, jest fakt, że nasz rynek pracy z przyczyn strukturalnych nie jest w stanie ich wchłonąć. Jednak z czysto ekonomicznego punktu widzenia koszt emigracji dla polskiej gospodarki nie jest aż tak duży. Chociaż są inne koszty, społeczne czy demograficzne - mówi dr Kaczmarczyk. - Polska przeszła całkiem nieźle przez fazę kryzysu, jednak różnice w dochodach wciąż są bardzo wyraźne. Bodziec promigracyjny wcale nie zniknął, co jednak nie przekreśla wcześniejszych doniesień o zielonej wyspie - wskazuje dr Kaczmarczyk.

Więcej o: