Marcin Przeciszewski: Gdyby ujawniono dane o pedofilii w Kościele, byłby dowód, że to zjawisko marginalne

- Szkoda, że media interesują się przypadkami pedofilii niemal wyłącznie w Kościele. Gdyby dane o skali pedofilii w Kościele w Polsce zostały ujawnione, byłby dowód, że to zjawisko ma charakter marginalny - mówi w wywiadzie dla ?Gazety Wyborczej? Marcin Przeciszewski, prezes KAI. Przytacza badania z USA, według których Kościoła dotyczyło 0,03 proc. wszystkich aktów pedofilskich w kraju. - Przypuszczam, że w Polsce jest ich jeszcze mniej - dodaje.

- Badania w USA w latach 1991-2000 wskazały, że najwięcej aktów pedofilii (40-60 proc.) dokonywanych było w patologicznych rodzinach, 10 proc. na terenie szkół publicznych, a zaledwie ułamek procentu przez księży - mówi Przeciszewski. Podkreśla, że przekonanie, że księża dopuszczają się czynów pedofilskich, aby zrekompensować sobie celibat, jest "niebezpiecznym mitem".

Przeciszewski przypomina, że gdy biskup dowie się o przypadku molestowania, musi wszcząć postępowanie kanoniczne, nie ma jednak obowiązku zgłosić tego organom ścigania. - Księża nie są wyjęci spod prawa, lecz mają takie prawa jak inni. Art. 304 kpk stanowi, że poinformowanie prokuratury o przypadku pedofilii jest "społecznym obowiązkiem", a nie bezwzględnym wymogiem - tłumaczy prezes KAI, zapewniając, że "Kościół traktuje przypadki pedofilii wśród duchownych jako jeden z najcięższych grzechów. Na równi z takimi jak złamanie tajemnicy spowiedzi czy świętokradztwo wobec Eucharystii".

Czy Kościół powinien płacić ofiarom molestowania odszkodowania? - W świetle polskiego prawa nie istnieje możliwość zasądzenia, aby odszkodowania płaciła diecezja. Kuria nie opłaca księdza, więc nie jest jego pracodawcą. A skoro nie ma żadnej zależności finansowej, to trudno od kurii domagać się odszkodowania - odpowiada Przeciszewski. Dodaje, że wyjątkiem powinna być sytuacja, gdy biskup lub kuria próbuje tuszować sprawę, groźbą lub szantażem odwodząc pokrzywdzonych od zgłoszenia sprawy do organów ścigania.

Cały wywiad w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

Więcej o: