Sezon przeziębień w pełnym rozkwicie. Także redakcję Gazeta.pl nawiedziła fala przeziębień. Codziennie, gdy przychodzę do pracy, widzę kilka nowych pustych miejsc. Wszyscy dookoła kaszlą, wycierają nosy, przesyłają kolejne L4.
W naszym cyklu "A jak jest naprawdę" przy pomocy specjalistów obalamy mity dotyczące różnych dziedzin życia. Zanim sam pójdę do lekarza, postanowiłem wypytać więc eksperta w tej dziedzinie o słyszane przez lata teorie na temat leczenia przeziębień.
Dr Paweł Grzesiowski, dyrektor Fundacji Instytut Profilaktyki Zakażeń w Warszawie: - Wyleczyć? Nie. Wyleczyć przeziębienie to znaczy zabić wirusa, który go spowodował lub też błyskawicznie wyleczyć tkanki, które on uszkodził. Co więc robią te leki? Usuwają nieprzyjemne objawy lub je łagodzą: obniżają gorączkę, pomogą usunąć wydzielinę z nosa. Ale to wszystko są działania wyłącznie na pokaz. Nie mają nic wspólnego z leczeniem tej choroby.
- Badania naukowe mówią, że witamina C wzięta we wczesnej fazie infekcji ma pewne działanie przyspieszające eliminację wirusa. Pod warunkiem, że weźmiemy ją w pierwszej dobie infekcji w dawce ok. jeden gram dziennie. To może oznaczać np. połknięcie 10 tabletek rutinoscorbinu.
- Zależy, na co ma pomóc. Jeżeli chodzi o zabijanie wirusów, to środki domowe nie mają udowodnionych działań. Ostatnio pojawiły się ciekawe prace naukowe na temat wyciągu z bzu czarnego, który wykazuje działanie przeciwwirusowe w odniesieniu do grypy. Podobnie jest z czosnkiem, który zawiera przeciwdziałający wirusowi olejek eteryczny. Te substancje jednak nie działają profilaktycznie. Nie można ich brać na zapas. W trakcie infekcji natomiast mogą przynieść efekt - pamiętajmy jednak, że musi to być podawane w pierwszych dwóch dniach infekcji.
- Generalnie tak jest w odniesieniu do leków mających zwalczać objawy; czy je weźmiemy, czy nie, infekcja będzie trwała około pięciu-siedmiu dni. Może być tak, że część objawów nie ustąpi właśnie ze względu na to, że zaniedbaliśmy leczenie objawowe. Jeżeli nie rozrzedzamy wydzieliny, tylko ona będzie gęsta i trudno nam będzie ją odkrztusić, po zwykłym przeziębieniu może dojść do zapalenia oskrzeli.
Jeżeli będziemy mieli zatkany nos i go sobie nie udrożnimy, możemy dostać zapalenia ucha środkowego. Część z tych leków objawowych pomaga nam nie tylko pod względem "przyjemności chorowania", ale pomaga nam uniknąć powikłań. Jeżeli mamy bardzo duży katar, to płuczemy sobie nos i żeby się w nocy można było normalnie położyć, to stosujemy środki, które zmniejszą ilość wydzieliny.
Jeżeli mamy kaszel suchy, to stosujemy leki, który będą działać wykrztuśnie i zwilżą drogi oddechowe. Także leczenie objawowe za pomocą leków wykrztuśnych, przeciwzapalnych, przeciwkaszlowych czy przeciwobrzękowych ma swoje miejsce przy przeziębieniu, chociaż go nie leczy, a zapobiega powikłaniom.
- Żeby była infekcja, to zawsze musi być czynnik infekcyjny. Samo zmoczenie głowy czy zmarznięcie nie wystarczy. Muszą być te dwa elementy spełnione, czyli wyziębienie organizmu plus kontakt z wirusem lub bakterią.
- Tak naprawdę powinniśmy wtedy zostać na dwa, trzy dni w domu. Dać czas organizmowi na walkę z infekcją. Przyjmować duże ilości ciepłych płynów, jeżeli dostępny jest jakiś środek przeciwwirusowy, to powinniśmy go jak najszybciej zastosować. Jeżeli chcemy sobie szybko pomóc, to powinniśmy wypić witaminę C z wyciągiem z bzu czy z jeżówki amerykańskiej, która też jest "oskarżana" o działanie pobudzające do walki z wirusem.
W drugim etapie powinniśmy zastosować leki, które pomogą nam zmniejszyć dolegliwości. Jeżeli mamy wysoką gorączkę, to obniżmy ją paracetamolem. Jeżeli mamy duży obrzęk w nosie, to płuczemy sobie solą fizjologiczną, żeby ten obrzęk zminimalizować. To powinno wystarczyć. W większości przypadków dwu-, trzydniowe leczenie powinno przynieść efekt, a jeśli poprawy nie ma, trzeba odwiedzić lekarza.
Chcesz na bieżąco dowiadywać się o kolejnych odsłonach cyklu "A jak jest naprawdę?"? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!