Katolicka wieś kontra prawosławna dzwonnica. Bo to się kojarzy z rusyfikacją

Radni Werbkowic na Lubelszczyźnie nie zgodzili się, by prawosławne siostry postawiły na swojej działce małą cerkiew i dzwonnicę. - Ich ekspansywny sposób zdobywania terenu odpycha. Ledwo coś obronimy, już wymyślają coś nowego - mówią mieszkańcy wsi. Sprawę opisała ?Gazeta Wyborcza?.

Gmina Werbkowice na Lubelszczyźnie to czarnoziemy, najżyźniejsze gleby w kraju. Za PRL gmina kwitła. Dziś tak różowo już nie jest. Jak wszędzie na wsi: młodzi uciekają za pracą, okolica się wyludnia. Widać to choćby w oświacie, gdzie samorząd, chcąc oszczędzić na przywilejach wynikających z Karty nauczyciela, oddał prawie wszystkie podstawówki stowarzyszeniom.

Przed pięciu laty w Turkowicach prawosławna diecezja lubelsko-chełmska kupiła od starostwa sąsiednią hektarową działkę. Dziś mieszka tam dziewięć sióstr: z Polski, ale też Węgier i Słowacji. Na działce stoi mały dom rekolekcyjny, budynek gospodarczy i cerkiew przerobiona z dawnej czajni - wiejskiego domu kultury.

Po tym, jak mniszki wróciły do budynków kupionych przez diecezję, rdzenni mieszkańcy założyli Towarzystwo Miłośników Ziemi Turkowickiej. Jego sympatycy napisali wtedy list do premiera Donalda Tuska: "Duchowni prawosławni stawiają coraz nowe żądania (...). Nie możemy zgodzić się z próbą zawłaszczenia tego terenu przez Kościół prawosławny (...). Sprawiedliwość dziejowa zwróciła nam te ziemie."

Cały tekst w "Gazecie Wyborczej".

Więcej o: