Lasek: Zespół parlamentarny manipuluje opinią publiczną

- Doszliśmy do punktu przełomowego w historii zespołu parlamentarnego. Okazuje się, że ich tezy są nie tylko sprzeczne, ale niemożliwe do potwierdzenia. Zespół od jakiegoś czasu stara się manipulować opinią publiczną, sięgając po materiały komisji smoleńskiej - ocenił szef zespołu przy KPRM Maciej Lasek. Powtórzył też, że nie znaleziono dowodów, by przyczyną katastrofy smoleńskiej był wybuch.

- Wydawałoby się, że w tak olbrzymiej tragedii, która się wydarzyła, każdy świadomy obywatel na wniosek prokuratury powie wszystko, co wie, co może pomóc w wyjaśnieniu tej katastrofy, w skazaniu winnych - dodał Lasek. We wtorek prokuratura wojskowa ujawniła trzy protokoły z przesłuchań ekspertów zespołu parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej.

Według mediów były to zeznania profesorów: Wiesława Biniendy, Jana Obrębskiego i Jacka Rońdy. - W naszych wypowiedziach ani razu brutalnie nie atakowaliśmy ekspertów zespołu parlamentarnego - mówił. Zaznaczał jednak, że weryfikacja współpracowników zespołu parlamentarnego potwierdziła m.in., że duński ekspert Greg Jorgensen od katastrof nigdy nie pracował w narodowej komisji wypadków lotniczych. - Co więcej, nikt o nim nigdy nie słyszał - dodawał Maciej Lasek.

"Ta formuła się wyczerpuje"

- Doszliśmy do punktu przełomowego w historii zespołu parlamentarnego PiS. Okazuje się, że ich tezy są nie tylko sprzeczne, ale niemożliwe do potwierdzenia. W zeznaniach eksperci sami zanegowali swoją merytoryczność, a zespół od jakiegoś czasu stara się manipulować opinią publiczną, sięgając po materiały komisji smoleńskiej - mówił Lasek.

Zespół parlamentarny miał zarzucać komisji także to, że nie uwzględniła uwag płk. Edmunda Klicha dotyczących złej pracy grupy kierowania lotami na lotnisku w Smoleńsku oraz wątpliwej jakości prac kontroli ruchu lotniczego.

- My podkreślaliśmy uwagi płk. Klicha wielokrotnie. Strona rosyjska otrzymała od nas szczegółowe uwagi dotyczące także tych zagadnienia. Zamieściliśmy także tabelę pozycji samolotu, która wskazuje na nieprawidłową pracę grupy kontroli lotami. Nie można więc twierdzić, że pominęliśmy tę kwestię - informowali przedstawiciele komisji.

- Kolejną kwestią było wywieranie nacisków osób postronnych na pracowników kontroli lotów. Potwierdzamy uwagi płk. Klicha, że to środowisko powinno być sterylne, a ich udział nie powinien mieć miejsca. Także zawarliśmy te argumenty w uwagach do raportu MAK. Podkreślam także, że właśnie te zagadnienia stanowią spory fragment raportu Millera - wyjaśniał Wiesław Jedynak, ekspert Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

"Nie pominęliśmy uwag płk. Klicha"

- Chciałbym też zwrócić uwagę na niebywałą manipulację, jakiej dopuścił się zespół parlamentarny. Chodzi o pominięcie uwag pana Edmunda Klicha na temat przyczyn katastrofy. Zaliczył do nich brak reakcji dowódcy statku powietrznego na komendę drugiego pilota "Odchodzimy" , przez co doszło do zderzenia z przeszkodami terenowymi i w konsekwencji z ziemią, brak reakcji załogi na system TAWS, wykorzystywanie radiowysokośmierza w trakcie podejścia nieprecyzyjnego, co utrudniło określenie właściwej pozycji na ścieżce schodzenia. I finalnie brak decyzji o odlocie na lotnisko zapasowe, pomimo otrzymania wielokrotnie informacji o złych warunkach atmosferycznych na lotnisku w Smoleńsku. Wcale ich nie pominęliśmy - tłumaczył Jedynak.

Więcej o: