Szacki: "Do tych zeznań warto wracać, za każdym razem, gdy Macierewicz z poważną miną będzie wciskał kit o katastrofie"

- Od trzech lat grupa ludzi z tytułami naukowymi, ale za to bez pojęcia o sprawie, robi Polakom wodę z mózgu - pisze o stenogramach z przesłuchań "ekspertów" Macierewicza Wojciech Szacki na swoim blogu w portalu Polityka.pl

Szacki uważa dyskusję na temat artykułu Agnieszki Kublik i tego, czy wyciek stenogramów jest przestępstwem, za bezsensowną. "Przestępstwo jest tylko wtedy, gdy czyn jest szkodliwy społecznie, a w tym przypadku mamy raczej do czynienia z pożytkiem publicznym. Do tych zeznań warto wracać, za każdym razem, gdy Macierewicz z poważną miną będzie wciskał kit o katastrofie" - komentuje dziennikarz.

Rzucanie samolotem w choinkę

Modelarstwo hobbystyczne, patrzenie na skrzydło, obserwowanie wybuchu stodoły, eksperyment myślowy - to tylko część z absurdalnych zeznań "ekspertów" Macierewicza, które miały udowodnić ich kompetencje przed prokuraturą. "Dziwne, że żaden nie powiedział, że dostał na gwiazdkę model samolotu, a potem przeprowadził eksperyment, rzucając nim w choinkę. Pasowałoby do obrazu, jeden z przesłuchiwanych "ekspertów" dowodził zresztą kiedyś swych tez korzystając z puszki po piwie" - ironizuje Szacki. Przestrzega jednak przed traktowaniem zeznań jako żartu. "Sytuacja jest ponura: od trzech lat grupa ludzi z tytułami naukowymi, ale za to bez pojęcia o sprawie, robi Polakom wodę z mózgu" - dodaje.

"Dwugłowy prezes"

Dziennikarz zauważa, że stenogramy nie świadczą jedynie o naukowcach. Należy przede wszystkim pamiętać o tym, że za komisją Macierewicza stoją najsilniejsza partia opozycyjna w Polsce i sprzyjające jej media. Szacki przypomina też, że już niedługo PiS będzie wybierał nowe władze i zapewne znajdzie się w nich miejsce dla szefa smoleńskiego zespołu. "Oby się tak stało, oby w umysłach Polaków Macierewicz i Kaczyński zrośli się w jedno. I oby zeznania 'ekspertów' zawędrowały pod strzechy. Nic i nikt nie zdoła im zagrozić bardziej niż oni sami" - podsumowuje.

Cały tekst na blogu w portalu Polityka.pl

Więcej o: