Żołnierz walczy o honor. Wojsko nie chce uznać rannego w Afganistanie sapera za poszkodowanego weterana

Saper z Afganistanu, mimo ran, nie może być uznany za weterana poszkodowanego na misji. Wszystko przez bałagan w dokumentach i ignorowanie wojskowych procedur. - Status weterana poszkodowanego nie przysługuje (ustawa), gdy ktoś się sam postrzeli przez nieuwagę w bazie - twierdzi szef MON.

Starszy szeregowy Karol P. (pełne nazwisko do wiadomości redakcji) nie chce ani dodatkowych pieniędzy ani przywilejów. Jak mówi, walczy o szacunek i honor żołnierza. - Gdybym dostał status weterana poszkodowanego, nigdy bym nie wystąpił z wnioskiem o przyznanie mi dodatkowych pieniędzy za uszczerbek na zdrowiu - deklaruje w rozmowie z TOK FM były saper z Afganistanu.

Taki status może otrzymać każdy wracający z misji żołnierz, który był ranny. Ale nie Karol P. Minister odmowę przyznania takiego statusu uzasadnia zapisami z protokołu powypadkowego. Czytamy w nim, że żołnierz niewłaściwie posługiwał się bronią i nie zachował zasad BHP. Dokument, który - wbrew przepisom - został sporządzony wiele miesięcy po wypadku, nie wzbudził żadnych wątpliwości: najpierw u wiceministra Czesława Mroczka, a następnie u szefa resortu obrony Tomasza Siemoniaka. Podpisy obu widnieją na dokumentach z odmową przyznania byłemu saperowi statusu weterana poszkodowanego.

Bo nie przestrzegał zasad BHP

Przed służbą przy ochronie bazy Warrior, w której stacjonowali Polacy, Karol P. musiał zabrać broń ze swojej "bichaty" (budynek z desek i sklejki, w którym żołnierz ma swój pokój albo łóżko). Kiedy ściągał ją z wieszaka, pistolet wystrzelił, poważnie raniąc żołnierza w dłoń.

- Do wypadku doszło w Afganistanie w Wigilię 2009 roku. Protokół powypadkowy dostałem w sierpniu 2010 roku. Był zrobiony przy kawie w mojej macierzystej jednostce wojskowej w Koszalinie - relacjonuje saper. - Inspektor w rozmowie ze mną przyznał, że nie wie, jak wyglądają warunki w bazie wojskowej w rejonie działań wojennych, nie zna realiów tam panujących, a raport robił na podstawie wyobrażeń, jak tam może być. Na tej podstawie ocenił, że nie dochowałem zasad BHP przy posługiwaniu się bronią - wspomina z żalem weteran. - Jeśli wojsko ocenia, że ja nie dochowałem zasad BHP, to to jest oszustwo - rzuca oskarżenia były żołnierz. - Mówię sobie, że zostałem zdradzony. Wykorzystany, gdy byłem potrzebny, a potem porzucony - mówi w rozmowie z TOK FM Karol P.

Status weterana poszkodowanego, zgodnie z Ustawą o weteranach, może otrzymać osoba, która była skierowana do działań poza granicami państwa, doznała uszczerbku na zdrowiu wskutek wypadku pozostającego w związku z tymi działaniami lub choroby nabytej podczas wykonywania zadań lub obowiązków służbowych. Te wszystkie warunki spełnia Karol P. Uznał to Wojewódzki Sztab Wojskowy w Szczecinie, instytucja nadrzędna dla nieistniejącej już jednostki, w której sporządzono protokół powypadkowy. WSzW stwierdził jednoznacznie, że do wypadku Karola P. doszło w związku z pełnioną przez niego służbą. Przyznał też rannemu w Afganistanie żołnierzowi odszkodowanie.

Radca prawny: protokół przygotowany z takim opóźnieniem to skandal

- Decyzja ministra odmawiająca przyznawania temu żołnierzowi statusu weterana poszkodowanego jest krzywdząca - ocenia radca prawny Piotr Sławek, który specjalizuje się w sprawach cywilno-wojskowych. Poprosiliśmy go o ekspertyzę dotyczącą wszystkich zebranych w tej sprawie dokumentów. Prawnik wytknął błędy urzędników i wojskowych. - Nie przeprowadzono ekspertyzy technicznej broni, z której ten żołnierz się postrzelił. A to, że protokół wypadkowy został sporządzony osiem miesięcy po zdarzeniu, po powrocie żołnierza do kraju, to skandal - ocenia. Jak wyjaśnia, zgodnie z procedurami protokół powypadkowy powinien trafić do poszkodowanego w ciągu 14 dni od zdarzenia.

Reporter TOK FM dotarł do mężczyzny, który sporządzał protokół powypadkowy. Potwierdza on wersję żołnierza. Oprócz jego podpisu na dokumencie widnieją nazwiska dwóch innych osób i dowódcy, który zlecił przygotowanie dokumentów. - W protokole zapisano okoliczności wypadku, jakie wskazali przełożeni żołnierza [np. w meldunkach - przyp. red.], a ten protokół stanowił później podstawę odmowy przyznania statusu weterana poszkodowanego - ocenia mec. Sławek.

MON, odmawiając rannemu żołnierzowi statusu weterana poszkodowanego, wziął pod uwagę przygotowany z ośmiomiesięcznym poślizgiem protokół powypadkowy, ale nie wziął już decyzji jednostki nadrzędnej. Dokumenty wzajemnie się wykluczają. W uzasadnieniu do decyzji odmownej minister obrony powołuje się na zastrzeżenia zawarte w Ustawie o weteranach, które mówią o tym, że jeśli żołnierz naruszył przepisy BHP, nie może otrzymać statusu weterana poszkodowanego. Jednak nikt nie zbadał okoliczności i samego wypadku.

Zapytane o ten przypadek Dowództwo Operacyjne Sił Zbrojnych (odpowiedzialne za misje zagraniczne naszych żołnierzy) potwierdza tylko fakt takiego incydentu na podstawie zebranych na ten temat meldunków. Sprawą zainteresowała się też wojskowa prokuratura. Śledczy chcieli obciążyć żołnierza zarzutami o nieostrożne posługiwanie się bronią, ale sprawę umorzono z braku dowodów.

MON odpowiada na Twitterze

MON milczał w tej sprawie aż do dzisiaj. Po nagłośnieniu sprawy przez Radio TOK FM minister Tomasz Siemoniak osobiście odpowiedział na Twitterze: - Sprawę żołnierza, który sam się postrzelił na misji, dogłębnie zbadał mój zastępca. Status poszkodowanego mu nie przysługuje - pisze szef MON do TOK FM. Zapewnia jednak: - Nieprawidłowości w dokumentacji ws. żołnierza w jednostce będą przedmiotem działań Departamentu Kontroli MON. Tomasz Siemoniak podkreśla, że "braki w papierach nie zmieniają stanu faktycznego, który nie pozwala zgodnie z przepisami przyznać statusu wet. poszkodowanego".

W ocenie prawników inspektorzy sporządzający dokumenty powypadkowe z takim opóźnieniem pominęli istotne dla sprawy warunki w samej bazie wojskowej. A przy okazji tej sprawy na jaw wyszły inne nieprawidłowości dotyczących procedur i przestrzegania zasad BHP, ale nie po stronie żołnierza, lecz wojska. Zgodnie z przepisami żołnierz po służbie powinien opróżnić broń z amunicji. W bazach m.in. brakowało stanowisk do rozładowania czy przestrzelenia broni, których wymagają przepisy, a miejsca, gdzie żołnierze trzymali broń czy materiały wybuchowe, nie były w żaden sposób zabezpieczone.

zz z

Po publikacji naszego materiału, szef resortu obrony zadeklarował wolę pomocy weteranowi z Afganistanu. Jednak Minister Obrony twardo obstaje przy swojej decyzji o tym, że byłemu wojskowemu nie należy się status weterana poszkodowanego.

z

Minister Siemoniak przyznał, że bałagan w papierach to skandal i zapowiedział kontrole. Podkreśla też, że "status weterana poszkodowanego to nie tylko honor, ale i wymierne opisane w tejże samej ustawie korzyści".

"Nie chcę iść do sądu"

- Gdybym tylko dostał status weterana poszkodowanego, czułbym, że obroniłem własny honor, bo został on podeptany. Mogłem iść do sądu, ale nie mam na to siły. Trzeba by przyjechać na sprawę do Warszawy. Nie stać mnie na to fizycznie, psychicznie i finansowo - żali się były wojskowy. - Nie chcę walczyć przez sądy. Jeśli ktoś się uprze i powie, że "jest przepis" - to wygrał - podsumowuje były saper. Mnie nie chodzi o pieniądze. Nie chcę żadnych dodatków ani przywilejów - powtarza weteran z Afganistanu. - Nie chcę ulg na komunikację miejską, żadnych leków. To nie jest mi potrzebne. Ja nawet nie oczekuję słowa "przepraszam". Chcę być po prostu potraktowany po ludzku, żeby mój honor został uratowany, bo czuję, że zostałem oszukany - kontynuuje były żołnierz. - Dlatego proszę ministra obrony narodowej, żeby podszedł do tego po ludzku - dodaje.

Protokół powypadkowy sporządzony w sierpniu 2010 r.

Więcej o: