Czy z Rzymu zniknie Koloseum? I dlaczego taki los nie czeka Akropolu...

Kończy się sezon turystyczny, Polacy zjeżdżają do kraju - i znad Morza Śródziemnego, i po zwiedzaniu obcych krajów. Rzecz jasna - z pamiątkami. A jak wiadomo, najlepsze pamiątki to nie te ze sklepu czy prosto od sprzedawcy na ulicy lub plaży, lecz te zebrane samodzielnie i - oczywiście - darmowe.

Praktykę tę stosują naturalnie nie tylko Polacy, choć w przypadku wojaży do Rzymu, wyspecjalizowali się w niej mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej i Rosjanie. Tak przynajmniej twierdzi szef straży granicznej w Rzymie - inspektor Antonio Del Greco.

To Europejczycy ze Wschodu ładują do kieszeni kilogramy antycznych kamieni, jakie "leżą" na ulicach Wiecznego Miasta, by potem wystawić je na regale w salonie i, podświetlone halogenowym światłem, demonstrować przez długą zimę swoim gościom.

Wywożę antyczny kamień, czyli... nie kradnę?

Kradzież antycznych, 2000-letnich "kamyczków" z mozaiki, bruku czy budowli nabrała w Rzymie takich rozmiarów, że zatrwożyła władze miasta. To zresztą pokazują kontrole turystów, odlatujących z rzymskiego lotniska Fiumicino - w tym roku jeden z nich zapakował do walizki cały marmurowy kamień z antycznej Via Appia. Inspektor Del Greco przyznaje, że większość turystów przylatuje tanimi liniami lotniczymi, a złapana na gorącym uczynku podczas kontroli zupełnie nie ma przeświadczenia, że dokonuje pospolitej kradzieży.

Wielkim wzięciem, jak twierdzi inspektor Del Greco, cieszy się też leucyt, minerał pochodzenia wulkanicznego, o biało-szarym kolorze, który powstał podczas stygnięcia lawy. Występuje w tufie, którym wykładano ulice antycznego Rzymu. Wydłubywane teraz z ulic kamienie, owinięte w walizce w bieliznę, sweter czy spodnie, nie są wykrywane przez urządzenia rentgenowskie czy wykrywacze metalu podczas kontroli na lotnisku. Dyrektor wydziału kultury w rzymskim ratuszu Umberto Broccoli, z wykształcenia archeolog, wskazuje na kompletną ignorancję współczesny rabusiów.

Rzymscy urzędnicy załamują ręce, ale dziwi jednak, że złodziejstwa nie ścigają oni z paragrafu. We włoskim kodeksie karnym istnieje bowiem wielka dziura. Złodziejowi nie grozi ani oskarżenie, ani kara pieniężna. Odbiera mu się jedynie "pamiątkę" z Rzymu i zwraca władzom miasta.

Co jest sztuką?

Prawo włoskie ściga tylko kradzież dzieł sztuki. Italia jest bowiem krajem, z którego znika najwięcej takich obiektów. Zagraniczne muzea, nawet te najbardziej nobliwe, pracują ręka w rękę z zawodowymi rabusiami. Najbardziej spektakularny proces Włosi wytoczyli dyrekcji sławnego Getty Museum w Los Angeles, które na drodze kradzieży weszło w posiadanie legendarnej rzeźby Atlety dłuta Lizypa, rzeźbiarza Aleksandra Macedońskiego. W sumie Getty Museum musiało oddać państwu włoskiemu ponad 40 antycznych dzieł sztuki, o łącznej wartości 25 milionów dolarów.

W przeciwieństwie do Koloseum w Rymie Akropol w Grecji nie zniknie. Tam wywóz antycznych kamieni przez indywidualnych turystów z plecakiem na grzbiecie podlega karze do 10 lat więzienia. W Turcji grozi za to jeszcze wyższa kara, do 12 lat, plus kilkumiesięczny pobyt w areszcie śledczym, zamienny na kaucje w wysokości 9 tys. euro. Wyrok sądowy implikuje w przyszłości zakaz wjazdu do Turcji.

Wyjątkowość Rzymu w zakresie kradzieży antycznych pamiątek przez turystów-kolekcjonerów idzie w parze z wyjątkowym miejscem stolicy Włoch, jeśli idzie o ilość kradzieży kieszonkowych. W tej klasyfikacji Rzym, według rankingu niemieckiego portalu "rp-online", figuruje na drugim miejscu wśród wszystkich miast świata, zaraz za Barceloną, a tuż przed Pragą. Przy czym statystyki rzymskie uwzględniają także grasujących kieszonkowców w Watykanie. Nie ma się tu jednak nad czym zżymać czy ubolewać nad współczesną kondycją stolicy światowego katolicyzmu. W ultrareligijnym średniowieczu najwięcej prostytutek wystawało wzdłuż szlaku pielgrzymkowego do Santiago de Compostela. Dziś czają się tam złodzieje rowerów.

Więcej o: