Paradowska: Protest bez emocji, jedna spalona opona, Guz skradł show Dudzie. "Prawie jak Wałęsa mówił: My naród. Śmieszne"

Pierwszy dzień związkowych protestów nie zrobił wrażenia na Janinie Paradowskiej. - Coś spektakularnego trzeba będzie zrobić. Do tej pory mieliśmy jedną płonącą oponę, na którą skierowano ze 20 kamer telewizyjnych - mówiła w TOK FM. Publicystka przyznała, że największe wrażenie zrobił na niej szef OPZZ, który przyćmił Piotra Dudę. - Jan Guz jest wzruszający gdy mówi: "My naród" - ironizowała.

Na pierwszy dzień manifestacji związków zawodowych do Warszawy przyjechało ok. 20 tys. działaczy. Były pikiety, marsze, antyrządowe hasła. Nie zrobiło to wrażenia na Janinie Paradowskiej. - Protest przebiega bez specjalnych emocji. Więcej emocji było chyba przed manifestacją niż wczoraj - oceniła w "Poranku Radia TOK FM".

W ocenie publicystki "Polityki" wina leży nie tylko po stronie złej pogody. Powodem jest też "zużycie postulatów" związkowców. - To przecież nie są postulaty w interesie ludzi pracy. Bo mają prowadzić do większego bezrobocia. Pisze o tym dzisiejsza "Rzeczpospolita", gazeta, którą naprawdę bardzo trudno przy najlepszej woli posądzać o sympatię do rządu. Bardzo interesujący tekst ''Związkowcy żądają nierealnego'', pokazuje, co przyniosłaby realizacja postulatów dotyczących elastycznego czasu pracy czy płacy minimalnej. Jak wyliczyła gazeta, realizacja żądań związkowców kosztowałaby ok. 150 mld zł w ciągu siedmiu lat.

- Coś spektakularnego trzeba będzie zrobić, bo do tej pory mieliśmy jedną płonącą oponę, na którą skierowano chyba ze 20 kamer telewizyjnych, i jedną racę. Dla mediów to żadne wydarzenie, że związkowcy siedzą w miasteczku i mokną - stwierdziła publicystka "Polityki".

Przecież nie o pracowników chodzi...

Janina Paradowska nie ma wątpliwości, że w czterodniowych protestach, zorganizowanych przez największe centrale związkowe, nie chodzi o interes pracowników. Tylko o politykę. - O obalenie rządu Donalda Tuska. Piotr Duda mówi o tym od dawna - podkreślała gospodyni "Poranka Radia TOK FM".

Szef "Solidarności" zapewne chciał być najważniejszą postacią pierwszego dnia manifestacji. Ale, jak zauważyła Paradowska, nic z tego planu nie wyszło. - Na bohatera tego całego protestu wyrósł szef OPZZ Jan Guz. Jest wzruszający gdy mówi: "My naród". A wczoraj kilka razy to słyszałam. Po tylu latach działalności poczuł się chyba doceniony. I może wreszcie, prawie jak Lech Wałęsa w amerykańskim Kongresie, powiedzieć: "My naród". To śmieszne - podsumowała publicystka.

Kulminację protestów zaplanowano na sobotę. Wtedy do Warszawy - jak zapowiadają związkowi liderzy - może przyjechać nawet 100 tys. osób. Demonstranci przejdą m.in. pod Pałac Prezydencki.

"Ja związkowiec, jadę do Warszawy" Co mi przysługuje? Wolne? Ubezpieczenie?>>

Więcej o: