Bukareszt: dziesiątki tysięcy bezpańskich psów. Ostatnio zagryzły dziecko. Będą uśpione?

- Chcemy być cywilizowanym miastem, nie dżunglą. Zagłosuję za eutanazją - mówi 27-letnia fryzjerka z Bukaresztu Adina. Bezpańskie psy to coraz większy problem w stolicy Rumunii: tydzień temu zagryzły dziecko, przypadków pogryzień jest coraz więcej. Władze uważają, że trzeba się ich pozbyć. - Ludzie są ważniejsi niż psy - stwierdził premier Victor Ponta.

6 października mieszkańcy Bukaresztu wezmą udział w referendum, w którym zdecydują, jak rozwiązać problem bezpańskich psów w mieście. - Chcę, by były uśmiercone. Zwykle poruszam się po mieście autem, ale gdy spaceruję w okolicy domu, zawsze rozglądam się wokół. Jeśli teraz tego nie przerwiemy, psy zapanują nad miastem - mówi fryzjerka Adina Suiu.

64 tys. bezpańskich psów - spadek po komunizmie

Przesadza? Liczba bezpańskich psów w dwumilionowym Bukareszcie to wg władz miasta 64 tys. Wg organizacji obrońców zwierząt Vier Pfoten jest ich 40 tys. Liczba ta wzrosła ostatnio głównie dlatego, że rozrosło się samo miasto - w jego granicach znalazło się w ciągu ostatnich 20 lat dużo byłych terenów wiejskich. Problem pojawił się jednak już w czasach komunistycznych, gdy Nicolae Ceausescu nakazał przesiedlenie mieszkańców domów na terenach podmiejskich do bloków. Ich domy zburzono, a zwierzęta zostały na ulicy.

Stada psów wałęsają się po ulicach i rozgrzebują śmieci, ale to nie największy problem. W zeszłym tygodniu bezpańskie psy zagryzły czterolatka, który bawił się z bratem w parku miejskim - to skłoniło władze do reakcji. To kolejny w ostatnich latach przypadek śmierci po pogryzieniu przez psy - głośne były jeszcze dwa: zagryzienie mieszkanki Bukaresztu przez stado bezpańskich psów i śmierć japońskiego turysty po tym, jak pies rozerwał mu aortę w nodze.

Kilkadziesiąt pogryzień dziennie

Pogryzienia są na porządku dziennym. Służby rejestrują kilkadziesiąt zgłoszeń co dnia. Tylko w pierwszych ośmiu miesiącach tego roku do szpitala Matei Bals, który leczy choroby zakaźne, trafiło 9 760 osób pogryzionych przez psy. Jedna czwarta z nich to dzieci.

To właśnie śmierć czterolatka zagryzionego w zeszłym tygodniu sprawiła, że władze postanowiły działać. Dzień po tragedii prezydent Traian Basescu, który już wcześniej opowiadał się za usypianiem bezpańskich psów, wezwał rząd Victora Ponty do uchwalenia ustawy, która na to zezwoli. Sam Basescu adoptował trzy bezpańskie psy i zachęca do tego innych, ale twierdzi też, że te psy, które nie znajdą domu, muszą zostać uśpione.

Do prezydenta dołączył do tego samorząd Bukaresztu, który proponuje wyłapywanie i usypianie całych stad agresywnych psów. Obecne prawo zezwala na zabicie bezpańskiego zwierzęcia tylko, jeśli jest ono chore.

Takiemu rozwiązaniu sprzeciwiają się, oczywiście, organizacje broniące praw zwierząt. - Zrobimy tak, jak zechcą mieszkańcy Bukaresztu. Dokładnie tak, jak zechcą - zapowiedział Sorin Oprescu ogłaszając na 6 października referendum w tej sprawie.

Organizacje proponują inne rozwiązanie: sterylizacje

W stolicy Rumunii trwają demonstracje setek przeciwników i zwolenników propozycji władz. Wielu mieszkańców miasta - jak fryzjerka Adina - po prostu boi się, że psy będą coraz większym zagrożeniem.

Vier Pfoten zamiast zabijania proponuje program masowej sterylizacji psów. Od 2011 organizacja ta doprowadziła do sterylizacji 10,4 tys. psów w samym Bukareszcie. Ale podkreśla, że muszą się tym zająć władze i to na skalę masową. - Wysterylizujemy jednego psa, a w tym samym czasie rodzi się pięć innych - tłumaczy Livia Campoeru.

Bezpańskie psy to nie tylko problem Rumunii. Przed Euro 2012 na Ukrainie masowo wyłapywano i zabijano psy, które wałęsały się po miastach - głównie po Kijowie. Zagraniczne media donosiły o tym, że część umiera w strasznych warunkach. W stolicy Kosowa Prisztinie zastrzelono w ciągu trzech tygodni ok. 200 bezpańskich psów.

Więcej o: