Paradowska: "Dziś PiS-owi wygodniej smoleńską brzozą nie kołysać, bo to daje polityczny profit"

- Nie o naukową uczciwość tu chodzi, ale o forsowanie własnych przekonań politycznych - Janina Paradowska na swoim blogu w portalu Polityka.pl komentuje wezwanie do debaty na temat katastrofy smoleńskiej.

Prezes Polskiej Akademii Nauk, prof. Michał Kleiber, zaapelował do urządzenia debaty na temat katastrofy smoleńskiej. Swój apel wystosował do Macieja Laska, szefa komisji badania wypadków lotniczych, zespołu wyjaśniającego teorie ekspertów Antoniego Macierewicza oraz do samego Macierewicza. Urządzenie debaty proponuje ponownie, pierwszy raz zrobił to w kwietniu. Janina Paradowska zastanawia się, dlaczego prezes PAN postanowił powrócić do tematu Smoleńska.

Według Paradowskiej ucichnięcie rozmów na temat katastrofy działa na korzyść PiS. "Antoniego Macierewicza PiS na razie dość skrzętnie chowa, aby nie psuć ogólnego wizerunku partii i coraz lepszych notowań w opinii publicznej" - pisze publicystka. "Dziś PiS-owi wygodniej smoleńską brzozą kołysać bardziej umiarkowanie lub nie kołysać wcale, bo to daje polityczny profit" - dodaje.

"Nie o naukową uczciwość tu chodzi"

Paradowska zauważa, że swoim apelem Kleiber kwestionuje raport komisji rządowej. Dowartościowuje natomiast stojących w opozycji ekspertów Macierewicza, których argumenty "upadają w zderzeniu z wiedzą zawartą w raporcie państwowym". Publicystka przypomina, że debaty chciał też Maciej Lasek. Wymagał on jednak od Macierewicza przedstawienia konkretnych dokumentów, aby móc się do nich odnieść. Chciał również rozmów bez udziału mediów, aby nie zmienić ich w polityczne widowisko. "To chyba była uczciwa propozycja? A jednak z niej nie skorzystano, bo nie o naukową uczciwość tu chodzi, ale o forsowanie własnych przekonań politycznych" - twierdzi Paradowska.

Pancerna smoleńska brzoza

Publicystka uważa, że przedstawiciele nauki za mało zrobili w sprawie badania katastrofy, zostawiając sporządzenie raportu państwowej komisji. Stwierdza też, że próby sprostowań nieprawdziwych informacji były niewystarczająco stanowcze. "Tak jakby naukowcy bali się własnych poglądów, aby kogoś politycznie nie urazić. Jedynym środowiskiem, które miało odwagę zmierzyć się z pancerną smoleńską brzozą, byli piloci, którzy bzdurze twardo się przeciwstawiali" - pisze.

W związku z takim stanowiskiem polskich naukowców, Paradowska pyta, o co właściwie chodzi prof. Kleiberowi. "Czy o to, aby wyciągać PiS na smoleńskie pole, czy o to, aby raz jeszcze podważać ustalenia państwowej komisji?" - zastanawia się. Prezes PAN chce, aby debata była transmitowana przez media, co Paradowska uważa za zagranie polityczne. "Trudnej materii samej katastrofy, sposobu powstawania zniszczeń, rozrzutu poszczególnych elementów samolotu widz i tak nie pojmie. Tak więc wezwanie prezesa PAN ze swej natury jest gestem politycznym" - podsumowuje publicystka.

Więcej o: