"Pan Tadeusz jest absolutnie niezbędny w polskiej szkole". Czy kanon lektur to rzecz święta?

Czy fala oburzenia na rzekome usunięcie "Pana Tadeusza" z kanonu lektur szkolnych ma uzasadnienie? - Co kilka lat trzeba odświeżać kanon, bo to, co było dobre dla poprzedniego pokolenia, okazuje się anachroniczne i trudne dla młodego - przekonuje w rozmowie z tokfm.pl Dariusz Chętkowski, polonista i pisarz. - Sensem kanonu jest stabilność - ripostuje prof. Anna Nasiłowska, literaturoznawca z PAN.

"Gazeta Krakowska" alarmowała wczoraj o okrojeniu kanonu lektur szkolnych. Gimnazjaliści nie muszą czytać "Pana Tadeusza", a licealiści m.in. "Trylogii". Okazuje się jednak, że oburzenie na rzekomą decyzję MEN było przedwczesne. "Ostatnie zmiany na liście lektur MEN wprowadziło w 2008 r. W sprawie lektur w ciągu tych wakacji nie zdarzyło się nic nowego. Nie ma też żadnych planów zmian w rozpoczynającym się roku szkolnym" - pisze w "Gazecie Wyborczej" Aleksandra Pezda .

"'Pan Tadeusz' jest absolutnie niezbędny w polskiej szkole"

Nie zmienia to faktu, że front obrony "Pana Tadeusza" prezentował się imponująco. Czy obecność dzieła Mickiewicza w kanonie rzeczywiście jest niezbędna?

- "Pan Tadeusz" jest absolutnie niezbędny w polskiej szkole - przekonuje w rozmowie z tokfm.pl prof. Anna Nasiłowska z Instytutu Badań Literackich PAN, krytyczka literacka. Jej zdaniem absolwent szkoły średniej powinien znać treść poematu. - To jeden z podstawowych sposobów porozumiewania się naszej kultury. Bez "Litwo, ojczyzno moja" nie można mówić o tym, że ktoś wychodzi ze szkoły nauczony podstawowych kodów kulturowych - przekonuje literaturoznawca. - Bez znajomości tego utworu pewna część polskiego doświadczenia historycznego nie otworzy się przed młodym człowiekiem - dodaje.

"Warto zapytać młodzież"

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że lansowany w szkołach "sposób porozumiewania się kultury" jest cokolwiek anachroniczny. Czy kanon lektur faktycznie nie zasługuje na odświeżenie? - To nie jest tak, że przeszłość nas nie dotyczy. Odświeżać zawsze można interpretacje i to powinno być robione - zastrzega prof. Nasiłowska. Nieco inaczej do sprawy podchodzi Dariusz Chętkowski, polonista, pisarz i publicysta. - Warto zapytać młodzież, jakie są jej oczekiwania. Może się okazać, że mamy bardziej patriotyczną, nastawioną na poznawanie tradycji młodzież, niż nam się wydaje - przekonuje.

"Co kilka lat trzeba odświeżać kanon"

- Z szacunku dla młodego pokolenia powinniśmy uznać, że każde pokolenie ma prawo do własnej listy lektur. Co kilka lat trzeba odświeżać kanon, bo to, co było dobre dla poprzedniego pokolenia, okazuje się anachroniczne i trudne dla młodego. Tego typu dyskusje co kilka lat powinny się pojawiać jako coś całkiem normalnego - tłumaczy Chętkowski. Jednak zdaniem prof. Nasiłowskiej szkoły powinny przede wszystkim zająć się kwestią ciągłości kulturowej. - Jeśli skupimy się na modnych lekturach, które czyta młode pokolenie, ona zostanie zerwana - mówi literaturoznawca.

"Sensem kanonu jest stabilność"

Prof. Nasiłowska tłumaczy, że niedawno przeglądała listy francuskich bestsellerów. Składały się na nią klasyka i sezonowe hity, o których dziś już nikt nie pamięta. - Pokolenie Harry'ego Pottera też odejdzie do przeszłości. Teraz jest pokolenie "Zmierzchu". Jednak pokolenie "Zmierzchu" niekoniecznie dogada się z pokoleniem "Harry'ego Pottera" - przekonuje nasza rozmówczyni. Dlatego jej zdaniem kanon lektur, a za nim kulturowy kod, który wpaja szkoła, powinien być "niezależny od chwilowych mód, które zawsze będą lansowały lektury na topie". - Ale to inny obieg literatury niż kanon, który powinien być niezmienny. Sensem kanonu jest stabilność - podkreśla literaturoznawca.

"Musimy mieć krytyków z prawdziwego zdarzenia"

Chętkowski przyznaje też, że wielość opracowań i doświadczenia nauczycieli sprawiają, że łatwiej jest omawiać lektury od dawna znajdujące się w kanonie. Ze współczesnymi dziełami jest jeszcze jeden problem. - Żeby omawiać literaturę współczesną, musimy mieć krytyków z prawdziwego zdarzenia, którzy by rekomendowali, które dzieła są godne poznania i rokują na przetrwanie. A większość krytyków służy dziś wydawnictwom do reklamowania ich dzieł. Musielibyśmy mieć niezależny ruch krytyków, który rekomendowałby dzieła godne uwagi. Bo inaczej szkoła służyłaby wydawnictwom do sprzedawania dzieł, które one uznają za wartościowe. I moglibyśmy wciskać ludziom jeszcze większy chłam - mówi Chętkowski.

Kanon? "Wszystko rozgrywa się w atmosferze ludzi wsi"

Nawet jednak prof. Nasiłowska przyznaje, że niektóre dzieła rzeczywiście się dezaktualizują. Jako przykład podaje "Janko Muzykanta", w którym znajduje się mnóstwo archaicznej gwary. A co powinno jej zdaniem znaleźć się w kanonie? "Pamiętnik z powstania warszawskiego" Mirona Białoszewskiego. A "Ferdydurke" Gombrowicza zamieniłaby na fragmenty jego "Dzienników". Zdaniem Chętkowskiego należy natomiast ograniczyć lektury o tematyce wiejskiej, których w kanonie nie brakuje. - Kochanowski, Mickiewicz, wszystko rozgrywa się w atmosferze ludzi wsi, ziemian. Dziś powinniśmy wprowadzić więcej tekstów o tematyce miejskiej, których problemy dotyczą pracy, przestępczości, wykształcenia. To mogłoby się okazać bliższe niż leżenie pod lipą - kwituje polonista.

Więcej o: