"Walka Tuska z Gowinem jest jak mecz Brazylii z San Marino. Teraz Tusk będzie szukał okazji, żeby go wyrzucić z PO"

- Gowin będzie starał się jak najdłużej zostać w Platformie, żeby być krytykiem Tuska. On jest teraz najbardziej popularnym komentatorem, jest zapraszany do mediów, a to jest dla niego najlepsza promocja - komentował wyniki wyborów na przewodniczącego PO dr Norbert Maliszewski, specjalista ds. marketingu politycznego.

- Wydawałoby się, że wynik 80 do 20, to ogromny sukces, a tak naprawdę będzie to pyrrusowe zwycięstwo Tuska - oceniał w TOK FM dr Maliszewski. - Mówiło się, że Gowin to margines, że dostanie mniej niż 10 punktów procentowych On ma wielu oponentów, ale ma teraz mandat na to, żeby być wyrazistą personą na scenie politycznej. Będzie musiał zostać z PO usunięty, ale będzie grał na to, żeby jak najdłużej w niej zostać - podsumował.

Komedia omyłek

Zdaniem Maliszewskiego na Gowina głosowali nie tylko jego zwolennicy, ale także ci, którzy myślą już o wyborach w regionach, więc nie mogą wzmacniać Tuska. - Tam będą gry, a Tusk będzie te wybory ustawiał. Oczywiście będą też ci, którzy głosowali na Gowina, żeby ukarać Tuska za złe zarządzanie - stwierdził Maliszewski. Jego zdaniem wynik Gowina już na poziomie kilkunastu proc. sprawiłby, że Tusk nie będzie miał tak silnej karty przetargowej w partii.

Maliszewski nazwał sytuację PO komedią omyłek. - Donald Tusk miał pokazywać, że PO jest jak pięść, a wychodzi figa. Platforma miała być jednomyślna, a on miał być szefem. Natomiast teraz, kiedy jest szansa na zmiany, Tusk zamiast mówić o tym, że jego polityka jest skuteczna, zajmuje się walką wewnętrzną.

- Dlaczego Tusk nie przewidział, że te wybory będą dla niego tak niekorzystne? - pytał prowadzący audycję Cezary Łasiczka. Ekspert stwierdził, że Tusk nie zdawał sobie sprawy z tego, że Gowin już nie działa na rzecz PO, tylko na rzecz własnego projektu, prawdopodobnie poza Platformą. - Gowin od początku krytykował Tuska i to w mało konstruktywny sposób. To powodowało, że wyborcy zaczęli odchodzić - budował sobie przyszły elektorat, więc zapewne myśli o założeniu własnej partii. Dlatego nie dziwię się Tuskowi, że nie chciał z nim debatować - mówił Maliszewski.

"Tusk będzie czekał na gest, który zdyskredytuje Gowina"

Jeszcze zanim ogłoszono wyniki wyborów, Maliszewski przewidywał, co się stanie, jeśli okaże się, że Tusk wygra 80 do 20. - Wtedy nie będzie mógł tak szybko wyłączyć Gowina z Platformy, więc nadal będzie minimalizował jego znaczenie. A to stworzy kłopoty, bo zbliżają się projekty ideologiczne, takie jak ratyfikowanie konwencji w sprawie przemocy wobec kobiet, i Gowin nadal będzie się jej przeciwstawiał. Ja podejrzewam, że właśnie ta sprawa zdecyduje o usunięciu Gowina - mówił Maliszewski.

- Czy w platformie liczy się tylko Tusk? Co będzie po jego ewentualnym odejściu? Czy poza Tuskiem i Gowinem nie ma innych graczy? - pytał prowadzący audycję.

Ekspert przypomniał, że Grzegorz Schetyna nie zdecydował się na udział w wyborach, wiedząc, że przegra. - On czeka na sytuację, kiedy PO poniesie klęskę. Tusk ma świadomość tego, że Schetyna czeka na schedę po nim, więc będzie minimalizował jego znaczenie - oceniał Maliszewski.

- Ostatnia sprawa rzekomej dymisji ministra finansów pokazuje, że w PO jest gorąco i trwa bratobójcza wojna. Jeszcze przed wyborami mówiłem, że najlepszą opcją byłby okrągły stół Tusk - Gowin - Schetyna, przy którym podzieliliby wpływy i porozumieli się, bo jedyna szansa na odbicie się w sondażach, to jest zmiana nastrojów, a to nie nastąpi, jeśli będą takie konflikty. Gdyby PO miało dobre wyniki w sondażach, to nic takiego by się nie działo, bo pozycja Tuska byłaby mocniejsza - mówił ekspert.

Według Maliszewskiego, powinno się mówić o tym, że przewidywania Tuska były dobre. - W drugim expose, Tusk zapowiadał, że pierwszy okres będzie ciężki, a potem zaczniemy się odbijać. Ludzie zaczęli trochę lepiej oceniać sytuacje gospodarczą, a, jak wiemy, wtedy wzrasta zaufanie do partii rządzącej. A w PO, zamiast z tego korzystać, pojawiają się takie sytuacje jak z Rostowskim - mówił.

Więcej o: