Kto się boi geja? "Kolejne pokolenia nie wiedzą, że osoby homoseksualne są w każdym środowisku" - eksperci o wypowiedzi Tomaszewskiego

- Osoby homoseksualne boją się ujawniać w takich obszarach jak sport. To wynika z wieloletnich zaniedbań w edukacji seksualnej w Polsce - tak wypowiedź posła Jana Tomaszewskiego komentuje seksuolog prof. Zbigniew Izdebski

Jan Tomaszewski, legendarny polski bramkarz, oświadczył, że nie wyobraża sobie przebierania się przy homoseksualnym mężczyźnie. - Ja bym wyszedł z takiej szatni albo zaproponował, żeby on się rozbierał w innej - mówił w rozmowie, której tematem był problem homofobii w sporcie. Wypowiedź ta wywołała wiele emocji i okazało się, że całe mnóstwo mężczyzn zgadza się z poglądami Tomaszewskiego.

"Kłania się poziom wiedzy..."

Szacuje się, że około 5-10 proc. społeczeństwa to osoby homoseksualne, więc prawdopodobieństwo spotkania homoseksualisty w takiej "intymnej" sytuacji jest stosunkowo duże. Potwierdza to seksuolog prof. Zbigniew Izdebski. - Osoba, która mówi, że nie wyobraża sobie przebierania się razem z osobą homoseksualną, wielokrotnie to robiła, nie wiedząc o tym, że osoba w jej otoczeniu jest takiej orientacji - powiedział Izdebski. - Kiedy osoby homoseksualne mają świadomość, jaka jest atmosfera wokół ich orientacji, nie ujawniają się w takich obszarach jak sport - dodał.

Według prof. Izdebskiego przekonanie, że homoseksualista miałby ingerować w strefę prywatną heteroseksualnego mężczyzny, bierze się z wieloletnich zaniedbań w edukacji seksualnej w Polsce. - Tu kłania się poziom wiedzy na temat seksualności człowieka. Rosną nam kolejne pokolenia, które mają niewielką świadomość seksualności człowieka, a przecież osoby homoseksualne są w każdym środowisku społecznym - stwierdził profesor.

Kultura macho

Agnieszka Weseli, historyczka seksualności, uważa natomiast, że hipermęskość i heteroseksualność to elementy kultury macho, która w sportach zespołowych jest bardzo wyraźnie widoczna. - Istnieje coś takiego jak segregacja seksualna, w ramach której homoseksualność jest oceniana o wiele niżej niż heteroseksualność - stwierdziła. Badaczka seksualności zauważyła, że wspólnoty, także sportowe, często buduje się między innymi poprzez znalezienie "innego", przeciwko któremu występujemy i którego nienawidzimy. - Dużą rolę w tym odgrywają oczekiwania kibiców. Obawa przed tym, jak zareagują nie tylko koledzy z drużyny, ale też wspólnota kibiców, kiedy okaże się, że ktoś z tych znienawidzonych "innych" jest w ich drużynie, może powodować, że nieheteroseksualni sportowcy nie ujawniają swojej orientacji - mówiła Weseli.

Podkreśliła też, że seksualność człowieka nie jest oczywista i jednoznaczna. - W seksuologii stosuje się skalę Kinseya od 0 do 6 [0 to osoba wyłącznie heteroseksualna, a 6 wyłącznie homoseksualna - red.]. W drużynie nie muszą być więc po prostu geje, ale też osoby w różnych miejscach tego continuum - dodała.

"Heteroseksualność nie może być podważana"

- W futbolu jest to niemożliwe. To męska gra kontaktowa. Piłkarze wspólnie idą do sauny, mają hydroterapię, osobiście bym tego nie tolerował - mówił w rozmowie Tomaszewski. Prof. Izdebski uważa, że problem ten bierze się z kultu męskości. - W sporcie kreowanie postaw heteronormatywnych jest szczególnie pożądane. Za tym idzie inwestowanie w swój wygląd i kreowanie bardzo męskiego wizerunku. Wszystkim wokół wydaje się, że każde inne zachowanie jest niemęskie - skomentował.

- W przypadku piłki nożnej, a szczególnie reprezentacji narodowej, nie może być wątpliwości co do tego, że tworzą ją osoby heteroseksualne. Weseli zauważyła też analogię między podejściem do ewentualnej homoseksualności sportowców a historią "Rudego" i "Zośki", kiedy to zasugerowanie, że mogło istnieć między nimi homoerotyczne napięcie, wywołało skandal. - Nasza reprezentacja narodowa to swego rodzaju żołnierze w czasie pokoju, którzy walczą o honor Polski, o zwycięstwo. Ich heteroseksualność nie może być w związku z tym podważana.

Prof. Izdebski tłumaczył, że nie można łączyć orientacji psychoseksualnej wyłącznie z zachowaniami seksualnymi. - To bardzo duże uproszczenie naszej płciowości. Po to są mechanizmy kontroli i socjalizacji seksualnej, żeby ludzie byli w stanie kontrolować swoje zachowania. Sądzę więc, że utożsamianie orientacji seksualnej jedynie z zachowaniami seksualnymi to dość prymitywne myślenie - stwierdził seksuolog.

Więcej o: