Rozliczamy szefa MSW: Sienkiewicz nie doszedł po skinheadów

Szef MSW zapowiedział, że idzie po białostockich skinheadów, że wie, po kogo, bo środowisko zostało "policzone". Ani jego przechadzka, ani rachunki nie dały na razie rezultatów - pisze dzisiejsza "Gazeta Wyborcza"

Zachowanie ministra Bartłomieja Sienkiewicza rozbudziło w Białymstoku nadzieje. Przyjechał w maju, po trzecim z rzędu podpaleniu mieszkania cudzoziemców. Odwiedził zaatakowane polsko-hinduskie małżeństwo Ewę i Naresha Nayi, a dziennikarzom powiedział: "Wyraźna integracja podległych mi służb przyniesie efekty. Jeśli zaś chodzi o środowiska skinheadów, mogę powiedzieć jedno: Idziemy po was".

Tymczasem śledztwa w sprawie podpaleń mieszkań obcokrajowców prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Białymstoku utknęły w martwym punkcie. Policja zabezpieczyła komputery kilkunastu osób, które przewijały się w sprawach dotyczących przestępstw z nienawiści. Pojawiały się też informacje, że zabezpieczono DNA sprawcy bądź sprawców podpalenia.

Wciąż nie ma żadnych podejrzanych, ale prokuratura twierdzi, że broni nie składa. - Potrzebujemy pracy, ciszy, nie możemy na razie niczym podzielić się z mediami. O przełomie będziemy mogli mówić po zatrzymaniach podejrzanych - powiedział prokurator okręgowy Tadeusz Marek.

Cały artykuł w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej"

Więcej o: