"Niepokorni publicyści, tłumaczący atak na Miecugowa, zmagają się z opracowaniem korekt wypowiedzi Franciszka"

"Nie muszę chyba mówić, jak oceniam chuligana, który wdarł się na scenę" - pisze w "Newsweeku" Krzysztof Materna o ataku na Grzegorza Miecugowa. "Panującymi upałami jednak nie można usprawiedliwić reakcji niepokornych publicystów" - dodaje.

Materna odnosi się do ataku na ostatnim Przystanku Woodstock na Grzegorza Miecugowa. Skupia się jednak na reakcji prawicowych mediów na ten atak, a dokładniej - na usprawiedliwianiu przez nie napastnika. "Panującymi upałami nie można wyjaśnić reakcji niepokornych publicystów, którzy dostrzegli w tym wydarzeniu karzącą rękę sprawiedliwości" - pisze felietonista.

Serwis wpolityce.pl np. ocenił, że "Bardziej niż pięści Miecugowa zabolały słowa z plakatu: TVN kłamie". Niezalezna.pl z kolei porównała od razu atak fizyczny na Miecugowa do odepchnięcia kamery Ewy Stankiewicz przez Stefana Niesiołowskiego. "W III RP są równi i równiejsi. Do kasty 'nadludzi' należy Grzegorz Miecugow" - pisał prawicowy serwis. Publicysta Fronda.pl zaś szczerze przyznał: "zwyczajnie mu się należało".

Teraz Materna ironizuje: "Dla zachowania równowagi ci sami publicyści muszą zmagać się z opracowywaniem wyjaśnień i korekt wypowiedzi papieża Franciszka".

"Może... przekazy dnia do Watykanu?"

Materna kontynuuje w "Newsweeku", że - jak się okazuje - poprawianie papieża nie jest zadaniem niewykonalnym dla polskich prawicowych publicystów. "Zastanawiam się jednak, czy nie prościej byłoby wzorem naszych partii wysyłać do Watykanu 'przekazy dnia', tak, żeby wreszcie wiedzieli, co mają mówić" - podsumowuje satyryk.

Więcej o: