W Rumunii buduje się 10 świątyń miesięcznie. To najbiedniejszy kraj UE

W Rumunii, najbiedniejszym kraju w UE, co miesiąc oddaje się do użytku 10 nowych lub wyremontowanych świątyń. Państwo stara się zrekompensować duchownym to, co zabrali komuniści. - Politycy przekazują publiczne pieniądze kapłanom, a ci odpłacają się poparciem w wyborach - krytykuje ten stan rzeczy szef Partii Zielonych. O sprawie pisze BBC.

Podróżując przez Rumunię dziurawymi drogami, wszędzie spotkać można cerkwie. Wielkie, małe, stare średniowieczne, ale i całkiem nowe, z połyskującym dachem, pachnące farbą - zauważa reporter BBC. Kraj, od czasów obalenia komunistycznego reżimu Nicolae Ceaucescu w 1989 r., przeżywa prawdziwy religijny boom. Jakby to, co tłumił przez lata dyktator, wybuchło ze zdwojoną mocą.

Potężna katedra obok potężnego budynku

Niemal 90 proc. Rumunów deklaruje się jako członkowie Rumuńskiego Kościoła Prawosławnego i to po trosze tłumaczyłoby ich zainteresowanie powstawaniem miejsc, w których mogliby się spotykać i modlić. Jednak fakt, że co trzy dni oddaje się do użytku nową świątynię, mimo wszystko może zastanawiać.

Do tego dodać trzeba jeszcze powstającą właśnie w Bukareszcie potężną katedrę. Ma być ona najwyższym budynkiem sakralnym w tej części Europy. Jej miejsce budowy jest symboliczne. Stanie w sąsiedztwie Pałacu Parlamentu - jednego z największych budynków na świecie. Ceaucescu, aby postawić ten znany wtedy jako Pałac Ludowy budynek, wysiedlił z centrum stolicy kraju 40 tys. osób.

Skąd pieniądze?

Jednak to, co dziwi najbardziej, to skąd Rumunia, uznawana za jeden z najbiedniejszych krajów Europy i najbiedniejszy w UE (według Międzynarodowego Funduszu Walutowego PKB per capita jest najniższe w całej Unii), bierze na to pieniądze. Tym bardziej że sponsorem budów jest głównie właśnie państwo. Ale nie tylko. Pieniądze płyną także od samorządów lokalnych, firm państwowych oraz od członków Kościoła. To, ile konkretnie wpływa do kasy duchownych, jest jednak niewiadomą - zauważa BBC.

Wiadomo za to, że Rumunia jest sporym beneficjentem europejskich pieniędzy. Kościół prawosławny otrzymuje od państwa ponad 100 mln euro rocznie. Pieniądze idą nie tylko na pensje dla kapłanów, ale także na renowację i budowę nowych świątyń.

Krąg wsparcia i wymiany

Niebezpieczne zbliżenie Kościoła i rządzących zauważa Remus Cernea, poseł i szef Partii Zielonych. - W wielu przypadkach politycy przekazują publiczne pieniądze kapłanom, a ci odpłacają się poparciem w wyborach. Często firmy zatrudnione przy budowie cerkwi należą do ludzi, którzy są w bliskich kontaktach z politykami. Krąg wsparcia i wymiany pieniędzy się zamyka - tłumaczy.

Victor Opaschi, rumuński minister ds. religii, zauważa ten problem i nazywa "niezbyt dobrą rzeczą". Jednak wskazuje na drugą stronę medalu. - Komuniści walczyli z Kościołem. Burzyli świątynie albo skonfiskowali niemal wszystkie jego nieruchomości. Teraz państwo stara się chociaż w części odkupić winy poprzedniego systemu - wyjaśnia.

Chcesz na bieżąco śledzić wydarzenia w kraju i na świecie? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: