"My, ludzie karmieni ze straganów próżności... Gotowiśmy skomleć, byleby nam kromkę chleba rzucono"

"Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać." / Łk 11,5-6 / - pisze na swojej stronie ks. Wojciech Lemański.

Gdy ból, gdy nieszczęście, gdy niedostatek dotkliwy i trudny do zniesienia, gdy rana jątrząca, a może nawet śmiertelna, gdy się człowiekowi zda, że już zmilczeć nie zdoła, bywa, że wstanie i pójdzie przed siebie. Najpierw pobiegnie do przyjaciela. Gdy jednak jedyną odpowiedzią na pukanie do drzwi będzie odpychająca cisza - odejdzie. Potem nikły płomyk dostrzeże pośród obcych ciemności i ku niemu podąży, by stukać do drzwi zupełnie nieznanych, głuchych, zamkniętych. Wreszcie przygodnie spotkanemu człowiekowi, albo i maszkarom kamiennym, serce swe otworzy i wyleje. Nasłuchały się ściany kamienne, drzewa przydrożne, a nawet gwiazdy o miliony lat świetlnych oddalone, tak niezwykłych historii ludzkich, że gdyby mogły przemówić, przez całą wieczność snułyby niekończącą się opowieść. Opowieść o ludziach prawdziwych - choć nikomu nie znanych, o bohaterach zmiażdżonych bezduszną potęgą, o geniuszach nieodkrytych, o diamentach nieoszlifowanych i wdeptanych w błoto, o strofach spalonych nieopatrznie i nieodwracalnie.

Jezus po raz kolejny, opowiadając o tym, co wymyka się słowom, bierze do ręki powszedni chleb. To kazanie, które niemal każdy ma na swoim stole. Słowa można źle przetłumaczyć, wyrwać z kontekstu, obwarować przypisami, a nawet utajnić. Chleb potrafi przemówić do każdego, przekraczając nieprzekraczalne, zdawać by się mogło, podziały i kordony. Kto był naprawdę głodny, kto patrzył bezsilnie, z rozdartym sercem na konanie z głodu kogoś bliskiego, komu wydarto chleb wyżebrany, kto chleb zagnieciony łzą i wypieczony w ogniu utrapienia dzieli drżącymi dłońmi między zbyt wielu, temu słowa o chlebie niekonieczne. On okruszynę chleba, przez uszanowanie, przez ucałowanie, przez poniesienie do ust omdlałych w bólu, zrozumie i przyjmie, niczym słowa z wysokości krzyża wyszeptane przez Jezusa.

My, ludzie karmieni ze straganów próżności, rozstawianych na każdym rogu, trafiamy wreszcie w swój życiowy zaułek, gdzie ani kupić, ani ukraść, ani w żaden inny sposób spod ziemi dobyć nie potrafimy tej kromki powszedniej a niedostępnej. I wtedy właśnie gotowiśmy chodzić od drzwi do drzwi, czy dzień, czy noc, skomleć i łomotać, odwoływać się do najszlachetniejszych racji i do najniższych instynktów, byleby te okruszyny, tę kromkę nadłamaną, ten bochen zapleśniały rzucono nam wreszcie. Ta opowieść Jezusa o dobijającym się wśród nocy do drzwi zamkniętych, to opowieść o Was, ludzie zrozpaczeni i bezsilni. To chleb podany umarłym. To zapowiedź drzwi u kresu ludzkiej drogi, które otworzą się gościnnie na wspomnienie ich wypłakanego wśród ciemności udręczenia.

Tekst znaleźliśmy na stronie internetowej księdza Lemańskiego