Czarna seria utonięć w Bałtyku. Ratownik WOPR: "Jak jest zakaz kąpieli, ludzie przechodzą na niestrzeżone plaże"

Do niedzieli w woj. pomorskim utonęło w morzu 9 osób - tyle, ile przez cały ubiegły rok. Przyczyny - te same co zawsze: ludzka nieostrożność i niewiedza. - A do tego w ostatnich dniach wiatr wieje z takiego kierunku, że morze staje się jeszcze bardziej zdradliwe - ostrzega w rozmowie z portalem Gazeta.pl Marcin Burda z sopockiego Centrum Koordynacji Ratownictwa WOPR.

Do niedzieli 21 lipca ratownicy przeprowadzili ponad 30 akcji ratunkowych i kilkanaście reanimacji - pisze TVN24.pl . Ale obecny weekend okazał się szczególnie niebezpieczny dla plażowiczów.

- Mamy do czynienia z bardzo trudną sytuacją. Sytuacji, do których jesteśmy wzywani, jest mnogość. Dane i liczby cały czas się zmieniają. Jest piękna pogoda, więc plaże są pełne - mówi nam Marcin Burda z sopockiego WOPR.

- Choć w ciągu ostatnich kilkunastu lat liczba utonięć rocznie spadła gigantycznie - z ponad 1,5 tysiąca ludzi do około 450-500 rocznie, to ten przyrost nas niepokoi - podkreśla ratownik. - Tylko wczoraj mieliśmy w woj. pomorskim 18 akcji ratowniczych, utonęły cztery osoby, trwają poszukiwania piątej - mówi Burda. Reanimacji było kilkanaście.

Liczba ofiar spadła. "Dlatego tym bardziej jesteśmy niespokojni"

Skąd ten nagły przyrost wypadków śmiertelnych? Przyczyn jest kilka. Oczywiście jest piękna pogoda, więc dużo ludzi przyjechało nad morze. Trochę mniej kłopotów wywołuje ostatnio według ratowników alkohol, więcej niewiedza - ludzie próbują np. pomagać w reanimacji, a nie umieją - i lekceważenie morza.

- To nie jezioro - tu są prądy i fale. Ostatnio wieje wiatr od morza - a to oznacza, że tworzy się tak zwana "cofka", czyli wyrzucona falą woda szybko cofa się w głąb morza - zabierając ze sobą ludzi, którzy nie oparli się fali - tłumaczy Marcin Burda.

Niebezpieczny Bałtyk: "Cofka" i zdradliwe fale

Szczególnie niebezpieczna jest cofka w okolicach Wyspy Sobieszewskiej i Mierzei Wiślanej, a także w okolicach Władysławowa, Karwi, Ustki i Dębek, gdzie blisko brzegu jest dość głęboko. - Tworzy się szybki prąd zwrotny. Wystarczy być nawet 5-6 metrów od brzegu i potrafi człowieka wciągnąć. Przy czym ta cofająca się woda nie przemieszcza się po powierzchni morza, ale wciąga tonącego w głąb - wyjaśnia ratownik.

Do tego dochodzi zdradliwa na Bałtyku fala. - Idzie ich kilka i nie da się wyliczyć, że ta najmocniejsza to będzie np. ta trzecia. I nagle cię przykryje. To groźne zwłaszcza dla dzieci - ostrzega Burda.

Niestety, ratownikom w pracy nie pomagają ludzka ignorancja i beztroska. - Jak wywiesimy czerwoną flagę - zakaz kąpieli - to ludzie potrafią po prostu przejść na niestrzeżoną plażę - opisuje Marcin Burda. I skarży się, że wielu turystów lekceważy polecenia ratowników, po prostu ich nie słucha. - A przecież ci ludzie się nie bawią, tylko pracują. To nie "Słoneczny patrol" - dodaje ratownik.

Więcej o: