Tusk w 2011: "Idźcie i głosujcie", Tusk w 2013: "Liczę, że odmówią udziału w referendum"

Donald Tusk namawia do niegłosowania w referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Czy premier może do tego nawoływać? - To bardzo rozczarowująca wypowiedź. Zaprzecza istocie demokracji - komentuje Joanna Załuska z Fundacji Batorego. A dlaczego tak powiedział? - Obawia się, że to głosowanie będzie niezwykle niebezpieczne dla PO - uważa politolog, dr Wojciech Łukowski.

- Liczę na to, że warszawiacy w swojej przewadze wyrażą wotum zaufania dla Hanny Gronkiewicz-Waltz, odmawiając udziału w referendum - powiedział wczoraj premier Donald Tusk. - To bardzo rozczarowująca wypowiedź. Oceniamy ją krytycznie. Wydawało się, że w ostatnich latach politycy zaczęli rozumieć znaczenie frekwencji wyborczej - komentuje słowa premiera Joanna Załuska z Fundacji Batorego.

Przypomina, że "premier Tusk niejednokrotnie pokazywał, że frekwencja wyborcza jest dla niego ważna". Sprawdziliśmy, że w 2011 r., przed wyborami parlamentarnymi, Donald Tusk namawiał do głosowania. Jednak wtedy komentatorzy twierdzili, że wyższa frekwencja sprzyja PO.

Donald TuskDonald Tusk Fot. Agencja Gazeta

Załuska wskazuje, że w naszym kraju mamy problem z niską frekwencją wyborczą, a takie wypowiedzi nie pomagają w jego rozwiązaniu. - Polacy nie angażują się w wybory. Jesteśmy na 43. miejscu, jeśli chodzi o frekwencję wyborczą w Europie. Teraz mówi się Polakom: "Twój głos nie ma znaczenia, twoja wypowiedź nie ma znaczenia" - dodaje Załuska.

Według niej Tusk może przed referendum zachęcać do głosowania za pozostawieniem Hanny Gronkiewicz-Waltz na stanowisku, ale nie powinien nawoływać do "pozostania w domu". - To zaprzecza istocie demokracji - twierdzi.

"Trudno zaakceptować taką argumentację"

Podobne zdanie nt. słów premiera ma dr Wojciech Łukowski z Uniwersytetu Warszawskiego. - To kontrowersyjna wypowiedź, zadziwiająca - twierdzi. Uważa, że takim działaniem chce uratować stanowisko Hanny Gronkiewicz-Waltz. - Premier obawia się, że to głosowanie będzie niezwykle niebezpieczne dla PO, ale trudno zaakceptować taką argumentację - mówi. Przegrana w referendum byłaby kolejną z rzędu porażką PO w regionach. Ostatnio partia ta straciła władzę w Elblągu.

Według organizatorów udało im się zebrać już ok. 200 tys. podpisów, które muszą jednak być jeszcze zweryfikowane. Do przeprowadzenia referendum ws. odwołania prezydent Warszawy trzeba mieć 133 tys. podpisów. Organizatorzy mają czas na zbiórkę do 22 lipca.

Bronią Tuska

Jak stwierdził Grzegorz Schetyna w " Poranku Radia TOK FM ", nie ma nic złego w odradzaniu wzięcia udziału w głosowaniu nad przyszłością prezydent stolicy. - Referendum to nie normalne wybory. Premier ma prawo tak mówić. To nie jest tak, że trzeba chodzić na referenda. Uważam, że trzeba mówić do mieszkańców stolicy: "Za rok macie wybory i koniecznie musicie być wtedy przy urnach, a pójście na referendum to wasza decyzja" - stwierdził wiceprzewodniczący PO.

Tuska broni również prof. Janusz Czapiński. - Pojawiła się konkluzja, że to zachęcanie do niedemokratycznych zachowań. To pomieszanie z poplątaniem. Wszelkie wystąpienia oburzonych, którzy chcą kogoś utrącić, nie są wyrazem postaw obywatelskich. Jeśli jakaś mniejszość jest wkurzona, to nie powinna decydować o losach władzy - mówił w TOK FM .

Więcej o: