Sprawa "taśm prawdy" wyreżyserowana przez otoczenie Wilka?

Za ujawnieniem elbląskich "taśm prawdy", które miały pogrążyć kandydata PiS na prezydenta tego miasta, mogli stać sami jego zwolennicy, podaje "Wprost".

Dwa dni przed zakończeniem kampanii wyborczej na prezydenta Elbląga do sieci wyciekło nagranie rozmowy Jerzego Wilka ze współpracownikami, przypomina tygodnik.

 

Słychać na nim rozmowę Wilka na temat współpracy z działaczami elbląskiego Ruchu Palikota przy kampanii na rzecz przeprowadzenia referendum, w którym odwołano prezydenta Grzegorza Nowaczyka z PO i radę miasta, w której Platforma miała większość. Kilku byłych działaczy RP znalazło się w grupie referendalnej Wolny Elbląg. Na nagraniu słychać, jak Wilk mówi: "Zrobiliśmy wspólnie referendum. Chwała za to. Każdy robił z różnych powodów, ale cel był jeden - wyp...lić tych z Platformy i już".

"Wizerunkowa porażka"

Jednak taśmy nie zaszkodziły kandydatowi PiS, który wygrał drugą turę wyborów. Rozmówcy "Wprost" z PiS już w dniu ujawnienia nagrań przyznawali, że cała akcja była wyreżyserowana. - Wilk został nagrany na spotkaniu ze swoimi współpracownikami u siebie w firmie. Nie było tam nikogo obcego - mówi rozmówca tygodnika.

W tym wszystkim miało chodzić o sondaż na zlecenie PiS, z którego wynikało, że Wilk przegra wybory z kandydatką PO. - Wizerunkowa porażka. Pierwsza tura to zdecydowane zwycięstwo, a w drugiej kaplica - mówi polityk PiS. W partii zaczęto się więc zastanawiać, jak ewentualną klęskę przekuć w sukces i jak wytłumaczyć ją w mediach. - Nie wiem, czy był to pomysł Warszawy czy lokalny, ale wymyślono, że Wilk zostanie nagrany w tajemnicy i wypuści się te nagrania do mediów - opowiada osoba z otoczenia Wilka.

Więcej czytaj w najnowszym tygodniku "Wprost">>

Chcesz na bieżąco śledzić politykę? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: