Dwaj zatrzymani ws. alarmów bombowych już na wolności. "Nie ma podstaw do przedstawienia zarzutów"

Do tej pory zgromadzony w sprawie fałszywych alarmów bombowych materiał dowodowy nie dał podstaw do przedstawienia zarzutów 2 zatrzymanym w związku z nimi osobom - informuje katowicka prokuratura. Zatrzymani zostali już zwolnieni, ale prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie fałszywych alarmów.

"Trwają intensywne działania prokuratury i policji zmierzające do ustalenia sprawcy, bądź też sprawców tych karygodnych czynów" - napisała rzecznika Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek. Według informacji katowickiej "Gazety Wyborczej" zatrzymani przez CBŚ dwaj mieszkańcy Chrzanowa i Zawiercia zostali już zwolnieni . - Nie można wykluczyć, że nie mają żadnego związku z tą sprawą - powiedział katowickiej "Gazecie" informator z policji.

Pytana o decyzję prokuratury rzeczniczka prasowa MSW Małgorzata Woźniak zapewniła, że sprawa fałszywych alarmów jest traktowana priorytetowo. - Minister spraw wewnętrznych jest w stałym kontakcie z komendantem głównym policji. Jest przekonany, że intensywne działania policji i prokuratury przyniosą efekty. Ta sprawa nadal jest priorytetem dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - podkreśliła.

Policja: Prowadzimy intensywne czynności

Mł. insp. Krzysztof Hajdas z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji zaznaczył, że w sprawie alarmów policjanci wciąż prowadzą intensywne czynności. - Policja zebrany dotychczas w tej sprawie materiał dowodowy przekazała do prokuratury. W dalszym ciągu trwają intensywne czynności w tej sprawie, które z każdą chwilą przybliżają nas do jej rozwiązania. Ze względu na dobro prowadzonego postępowania nie możemy udzielać więcej informacji - poinformował Hajdas.

Jest śledztwo, nie ma podejrzanych

Wcześniej na konferencji prasowej w tej sprawie rzeczniczka katowickiej prokuratury poinformowała, że w sprawie fałszywych alarmów bombowych, które we wtorek sparaliżowały wiele obiektów użyteczności publicznej w kraju, wszczęto śledztwo. Sprawa jest badana pod kątem wywołania zdarzenia zagrażającego zdrowiu, życiu lub szkody w wielkich rozmiarach i wywołania przez to reakcji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.

Informacja o podłożeniu bomby została przesłana pocztą elektroniczną także do tej prokuratury i także ten gmach ewakuowano. Śledztwo będzie jednak dotyczyło wszystkich alarmów wywołanych we wtorek. Do katowickiej prokuratury trafiły już akta zgromadzone przez policję. Prokuratorzy zapoznają się z tym obszernym materiałem. Śledztwo określają jako "dynamiczne".

Seria fałszywych alarmów bombowych w Polsce

Maile z informacjami o podłożeniu bomby wysłano w nocy z poniedziałku na wtorek z serwerów w kraju i za granicą - w Stanach Zjednoczonych, Francji i Niemczech.

Informacje o fałszywych ładunkach wybuchowych postawiły w stan gotowości policję w co najmniej kilkunastu miastach: Warszawie, Katowicach, Gliwicach, Dąbrowie Górniczej, Sosnowcu, Koszalinie, Ostrołęce, Jeleniej Górze, Krakowie i oprowadziły do serii ewakuacji w szpitalach, prokuraturach, sądach, urzędach. W całym kraju policja sprawdziła 22 obiekty, ewakuowano 2,5 tys. osób. Po kilku godzinach intensywnych przeszukiwań minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz poinformował, że pirotechnicy niczego nie znaleźli . - Mamy do czynienia z fałszywymi alarmami bombowymi - mówił.

Autorów wiadomości poszukuje specjalna grupa policjantów Centralnego Biura Śledczego wspierana przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Zobacz wideo

Chcesz na bieżąco śledzić postępy śledztwa ws. fałszywych alarmów bombowych? Masz telefon z Androidem? Ściągnij naszą aplikację Gazeta.pl LIVE! Najważniejsze informacje codziennie, na żywo w Twoim telefonie!

Więcej o: