Rostowski o OFE: Nie rozumiem, jak ktoś może być przeciwny dobrowolności. Jeżeli komuś to nie pasuje, niech to jasno powie

- Ten system będzie dalej destabilizował finanse publiczne, praktycznie w nieskończoność - mówił o OFE Jacek Rostowski, minister finansów. W Poranku Radia TOK FM wskazywał na zalety tzw. dobrowolności wyboru między OFE i ZUS. - Jestem za wolnością, za swobodnym wyborem obywateli, za demokracją. Jeżeli komuś to nie pasuje, niech jasno to powie. Ale ja po jego stronie nie stanę - grzmiał Rostowski

Rząd przedstawił wczoraj trzy propozycje zmian w OFE. Pierwsza to likwidacja części obligacyjnej OFE - część środków, której OFE nie mają prawa inwestować w akcje, byłaby przeniesiona z OFE na subkonta w ZUS. Kolejny wariant dotyczy dobrowolności uczestnictwa w OFE. Ubezpieczony będzie mógł decydować, czy chce pozostać nadal w OFE, czy chce, by cała jego składka oraz aktywa zgromadzone w OFE zostały przeniesione do ZUS. Kolejnym wariantem jest tzw. dobrowolność plus, w którym ubezpieczony może przekazać całość składki do ZUS przy jej obecnej wysokości - czyli 19,52 proc. Może także przekazać do ZUS część składki - 17,52 proc., a 2 proc. trafiłoby do OFE.

Głodowe emerytury? "Tak liczono kiedyś"

- To koniec reformy emerytalnej. Każdy z trzech wariantów kończy się likwidacją OFE - rozpoczęła rozmowę z Jackiem Rostowskim Janina Paradowska. - Żaden z wariantów nie kończy się likwidacją. Reforma emerytalna z 1999 roku, mimo tego, co wiele osób myśli, nie polegała głównie na tworzeniu OFE - podkreślał minister finansów. - Polegała na stworzeniu indywidualnych kont i wprowadzeniu systemu zdefiniowanej składki: ile wpłacasz, tyle będziesz miał emerytury - dodał Rostowski.

Paradowska stwierdziła jednak kwaśno, że konsekwencją są emerytury na poziomie 30 proc. ostatniego wynagrodzenia. - Tak liczono kiedyś. Dzięki podwyższeniu wieku emerytalnego te emerytury będą wyższe, bliższe 45-50 proc. ostatniej płacy. Dochodzimy do poziomu, który będzie w przyszłości podobny do proporcji obowiązujących w całej Europie - zaznaczył Rostowski.

"Nie rozumiem, jak ktoś może być przeciwny dobrowolności"

Dzisiejsze gazety zgodnie krytykują rządowe propozycje ws. OFE. A ekonomiści z BCC wskazują, że przegląd systemu emerytalnego nie jest rzetelny. Wszystkie warianty prowadzą do jednego: większość Polaków przejdzie do ZUS. - Jeśli ktoś jest przeciwny swobodnemu wyborowi, niech to powie jasno - zaznaczył Rostowski. - Jestem za wolnością, za swobodnym wyborem obywateli, za demokracją. Jeżeli komuś to nie pasuje, bo godzi to w jego interesy finansowe czy preferencje ideologiczne, niech to jasno powie. Ale ja po jego stronie nie stanę - grzmiał wicepremier. - Powiem jasno: nie rozumiem, jak ktoś może być przeciwny dobrowolności - podkreślił Rostowski.

Jednak czy to faktyczna dobrowolność? Każdy będzie musiał złożyć deklarację, że chce pozostać w OFE. Jeśli tego nie zrobi, automatycznie zostanie przeniesiony do ZUS. Nieodwołalnie, a nawet bez świadomości tego faktu. - Pan wie, że 40 proc. Polaków w ogóle nie interesuje się stanem kont emerytalnych - martwiła się Paradowska. Rostowski przypomniał, że podobny mechanizm działał w 1999 roku, kiedy część Polaków mogła wybrać, czy chce przejść do OFE, czy jednak pozostać w ZUS. - Proponujemy, aby powtórzyć to samo ćwiczenie - stwierdził wicepremier.

Dobrowolność ma zdaniem Rostowskiego ogromną zaletę - sprawi, że OFE zaczną między sobą konkurować. Bo na razie tego nie robią. - Nie tylko obniżyłyby opłaty, ale w dodatku zaczęłyby konkurować po stronie swoich inwestycji - podkreślał wicepremier.

Obligacje w OFE? "Zupełnie jałowy obieg pieniądza, który tworzy gigantyczny dług"

Minister dodał, że pozostaje jeszcze wariant likwidacji nieakcyjnej części OFE. - On nie zawiera dobrowolności, ale kończy z niezrozumiałym marnotrawieniem pieniędzy - wskazywał Rostowski. Na czym polega to marnotrawienie? Gość Poranka Radia TOK FM tłumaczył, że składki, które kiedyś przeznaczano na finansowanie bieżących emerytur, dziś nie znajdują się w ZUS. - Dziura w ZUS się zwiększa, rząd musi pożyczać pieniądze na rynku, potem z pieniędzy, które przekazaliśmy, OFE łaskawie kupują obligacje. To zupełnie jałowy obieg pieniądza, który tworzy gigantyczny dodatkowy dług w granicach 150 mld zł - wyjaśniał Rostowski. - OFE same na tym nie najgorzej zarobiły, ale to nie jest dobre ani dla przyszłych emerytów, ani dla podatników. To destabilizuje finanse publiczne - podkreślił wicepremier. Dlatego wariant likwidacji obligacji w OFE pozwoliłby, zdaniem Rostowskiego, pozostawić w funduszach tę część składki, która "finansuje realną polską gospodarkę". I która ma na nią pozytywny wpływ.

Paradowska wskazywała, że rząd zastawił w swoich propozycjach sporo pułapek. - Decyzja o pozostaniu w OFE oznacza konieczność płacenia wyższych składek emerytalnych - mówiła publicystka. - To jeden z dwóch wariantów - zastrzegł Rostowski. - W jednym z nich nic się nie dopłaca - dodał. I wyliczał korzyści z pozostania w ZUS. - W ciągu ostatnich dwóch lat składki gromadzone na subkoncie w ZUS zamiast w OFE zanotowały stopę zwrotu trochę powyżej 14 proc. Gdyby były w OFE, stopa zwrotu byłaby znacznie niższa: 10,9 proc. I to przed uwzględnieniem wysokich opłat dla funduszy - podkreślił wicepremier. - Dobrowolność polega na tym, że jeśli ktoś ma wiarę w to, że giełda będzie się szybko rozwijała, że OFE będą dobrze działały, będzie mógł w funduszu zostać - wyjaśniał Rostowski.

"Ten system będzie w nieskończoność destabilizował finanse publiczne"

- Właściwie cały Sejm chciał tej dobrowolności, dlaczego nie można było tego wprowadzić od razu? Dobrowolność to był postulat PiS - pytała Paradowska. - Zobaczymy, jak się ustosunkuje do naszej propozycji. Ona jest dalej idąca, bo dotyczy także środków, które już są w OFE - stwierdził Rostowski. I bronił się przed zarzutami, że łata deficyt budżetowy, który według doniesień prasowych wynosi w tegorocznym budżecie 20-25 mld zł. Wskazywał, że zmiany wejdą w życie dopiero w 2014 roku i na tegoroczny budżet nie będą miały większego wpływu. - To zmiana, która i tak jest potrzebna. Jeśli będziemy rekomendowali wariant dobrowolności, to wszystko będzie zależało tylko i wyłącznie od decyzji Polaków - dodał.

- Nie wstydzę się tego, że jako osoba chroniąca polskie finanse publiczne mam problem z tym, że gdyby ten system nie istniał, mielibyśmy dług publiczny o 280 mld mniejszy - tłumaczył Rostowski. - Połowa wzrostu długu publicznego w ciągu trzynastu ostatnich lat to skutek tego, że ten system istnieje. Ten system będzie dalej destabilizował finanse publiczne, praktycznie w nieskończoność - zakończył wicepremier.

Więcej o: