Komisja Laska daje odpór Macierewiczowi. "A pan redaktor niezbyt uważnie słuchał prezentacji"

- Przeanalizowaliśmy ekspertyzę techniczną firmy ATM, na którą powołuje się Antoni Macierewicz. Nie mamy wątpliwości, że specjaliści jego zespołu wyciągnęli z niej błędne wnioski - ocenił dziś zespół Macieja Laska, który podjął próbę demistyfikacji smoleńskich "teorii alternatywnych". Tymczasem Macierewicz zapowiedział dziś złożenie donosu do prokuratury - według niego ktoś manipulował czarnymi skrzynkami tupolewa.

W dzisiejszej konferencji zespołu Laska wzięli udział - jak poprzednio - Wiesław Jedynak, kapitan i instruktor LOT-u, członek PKBWL, Piotr Lipiec, b. pracownik LOT-u, analityk rejestrów lotu, oraz Edward Łojek, b. pilot. Eksperci porównywali zapisy z ekspertyzy technicznej firmy ATM, produkującej czarne skrzynki, z ostatnim raportem zespołu Macierewicza.

Polityk PiS dopiero co zresztą zapowiedział złożenie zawiadomienia do prokuratury o możliwości sfałszowania kopii nagrań z czarnych skrzynek Tu-154 . Wiedzę na ten temat czerpie z ekspertyzy biegłych... FSB. Jak powiedział poseł, "biegli FSB nie wykluczyli w niej, że doszło do ingerencji w nagranie".

"Wnioski zupełnie inne od dowodów"

Jednym z dowodów na to - według niego - ma być brakujące pół sekundy zapisu w jednym ze stenogramów. W skopiowanym nagraniu nie słychać całej komendy "Pull up", tylko samo "Pull". Jak tłumaczył przedstawiciel komisji Laska, Macierewicz i jego eksperci wyciągnęli fałszywe wnioski, i to pomimo że mieli dostęp do opracowania tego stenogramu, w którym wyraźnie wyjaśniono, że we wspomnianym momencie "doszło do interferencji, nałożenia się jednego dźwięku na drugi", i dlatego nie słychać końca komendy.

Jak podkreślał Lasek, parlamentarny zespół ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej wyciągał wnioski zupełnie inne od tych, na które wskazywał dostępny mu materiał dowodowy.

Ta zła interpretacja zespołu dotyczyła też wysokości samolotu nad ziemią w ostatniej fazie lotu. - Przeanalizowaliśmy ekspertyzę techniczną firmy ATM, na którą powołuje się Antoni Macierewicz. Nie mamy wątpliwości, że specjaliści zespołu parlamentarnego wyciągnęli z niej błędne wnioski - ocenił Lasek.

Jak wysoko znajdował się tupolew?

Zespół wyjaśniał też rozbieżności w ocenie wysokości, na jakiej w danym momencie przed katastrofą znajdował się samolot. - Z danych zapisanych w rejestratorze ATM wynika, że w ostatniej fazie lotu samolot wleciał w jar i znalazł się trzy metry poniżej progu pasa smoleńskiego lotniska - tłumaczył Lasek. W ocenie zespołu Macierewicza samolot do momentu eksplozji nigdy nie znalazł się niżej niż 20 metrów nad poziomem pasa lotniska i w związku z tym nie mógł zawadzić o żadną przeszkodę naturalną.

Do zniszczenia samolotu w związku z tym - według polityka PiS - musiało dojść przed tym, jak zawadził on o drzewa.

Lasek tłumaczył, że opieranie wniosków tylko na zapisach z systemu TAWS - jak zrobili to członkowie parlamentarnego zespołu - może prowadzić do błędnych wniosków, gdyż margines błędu wynosi "plus minus 15 metrów". Dużo dokładniejszy obraz daje zapis z radiowysokościomierza.

Skąd wibracje w silnikach samolotu?

Dalej szef komisji, której patronuje kancelaria premiera, ponownie dowodził, że przyczyną wzrostu wibracji w silnikach maszyny tuż przed katastrofą były fragmenty gałęzi, które dostały się do nich po tym, jak tupolew zawadził o drzewa. Zdaniem zespołu Macierewicza awaria miała nastąpić jeszcze przed uderzeniem w brzozę, a wzrost wibracji był efektem silnego wstrząsu, być może zewnętrznego.

Edward Łojek - posiłkując się wizualizacjami - wskazał, w jaki sposób doszło do błędnych wniosków w raporcie Macierewicza. Odparł zarzuty, że do tych wibracji w silnikach nie mogło dojść przez to, że dostały się do nich fragmenty gałęzi, etc. Na dowód, że mogło, ekspert puścił film, który pokazał, do jakich dewastacji dochodzi w silniku samolotu, kiedy wpada do niego ptak, wskazując, że w przypadku gałęzi zniszczenia te będą jeszcze większe.

"Chodziło o czystą ilustrację"

Nie przeszkodziło to jednemu z dziennikarzy "Gazety Polskiej Codziennie" zapytać członków zespołu, skąd w prezentacji pojawił się "wątek ptaka" i czy pojawił się jakiś nowy materiał dowodowy, który na tego ptaka w silniku by wskazywał.

- Panie redaktorze, z przykrością muszę stwierdzić, że niezbyt uważnie słuchał pan tej prezentacji, bo nie ma żadnego "wątku ptaka". Jest tylko wątek, że staraliśmy się państwu zademonstrować, jakich zniszczeń może dokonać w silniku ptak, który jest obiektem stosunkowo bardziej miękkim niż gałęzie, które wpadały do silnika. Chodziło o czystą ilustrację - tłumaczył przedstawiciel komisji.

Członkowie zespołu obiecali jednak dziennikarzom prawicowych mediów - "GPC" i "Naszemu Dziennikowi" - że w drugiej połowie lipca znajdą czas, aby udzielić im wywiadu.

Więcej o: