Partyjne finanse? Paradowska: Zapanowała histeria. Nie można oburzać się na to, o czym nie ma się pojęcia

- Nigdy nie byłam wielką zwolenniczką finansowania partii z budżetu. I okazało się, że przy braku kontroli mamy dużo niejasności - komentowała Janina Paradowska wczorajszą publikację "Gazety Wyborczej" o partyjnych finansach. Publicystka skrytykowała jednak w "Poranku Radia TOK FM" reakcje komentatorów. - Wczoraj zapanowała histeria - przyznała.

Nie milkną echa wczorajszej publikacji "Gazety Wyborczej", która ujawniła partyjne wydatki. Okazało się, że PO i PiS miliony złotych przeznaczają na kampanie reklamowe i PR. Na listach płac są także osoby związane z mediami i eksperci.

"Kiedyś był cały program stypendialny dla dziennikarzy prawicowych"

- Wczoraj zapanowała histeria - komentowała Janina Paradowska w "Poranku Radia TOK FM". - Dokonywano egzekucji na prof. Radosławie Markowskim, że dla PO przedstawiał swoje opracowania. Markowski jest wybitnym specjalistą od okręgów jednomandatowych, które są wciąż idiotycznym pomysłem PO. I to, że ta partia go o to pyta, to jeszcze nie powód, żeby go ścigać - zaznaczyła publicystka "Polityki".

Paradowska odniosła się także do dyskusji na temat Krzysztofa Skowrońskiego, szefa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich , którego Radio Wnet otrzymało od PiS 140 tys. zł. - Kiedyś był cały program stypendialny dla dziennikarzy prawicowych - zauważyła publicystka. - To, że są dziennikarze związani bardzo ściśle z tą opcją, że są dofinansowywani, mnie nie dziwi. Sprawa jest znana od lat. Ale nie muszą oni pełnić funkcji prezesów stowarzyszeń dziennikarskich - powiedziała prowadząca "Poranek Radia TOK FM". I dodała, że "uczciwie mówiąc", te stowarzyszenia nie mają dziś "absolutnie żadnego znaczenia".

"Nigdy nie byłam wielką zwolenniczką finansowania partii z budżetu"

Paradowska przyznała jednak, że najbardziej zainteresowały ją tajemnicze spółki powoływane przez Tomasza Pierzchalskiego, dyrektora warszawskiego biura europosłów PiS. Jego spółka MTML otrzymała od PiS 1,2 mln zł. - Nie wiem, do czego te spółki służą - przyznała publicystka.

- Nigdy nie byłam wielką zwolenniczką finansowania partii z budżetu. I okazało się, że przy braku kontroli mamy dużo niejasności - stwierdziła Paradowska. Jak temu zaradzić? Dziś Agata Nowakowska i Dominika Wielowieyska piszą w "Gazecie Wyborczej" : "Może w przypadku każdego rocznego wydatku powyżej np. 10 tys. zł partie powinny dołączać informację, na co konkretnie zostały wydane te pieniądze?". - W ślad za tym może pójść rozbudowa struktur finansowych - zauważyła publicystka. A to oznaczałoby dalszy wzrost wydatków na wynagrodzenia, których wysokość wczoraj oburzyła wielu komentatorów.

- Mnie nie za bardzo oburzało. Dlatego, że one są niejasne. Nie mogę się oburzać na coś, o czym nie mam zielonego pojęcia - podkreśliła Paradowska.

Zobacz wideo
Więcej o: