Gaz łzawiący, armatki wodne, pożary. Ostre starcia na pl. Taksim. Niespokojna noc w Stambule

Kilka tysięcy Turków wróciło wczoraj wieczorem na odbity przed południem przez policję stambulski plac Taksim. Serce protestów przeciw premierowi Erdoganowi błyskawicznie stało się areną walki - w powietrzu śmigały kanistry z gazem łzawiącym, zapłonęły ogniska. Policja rozpędziła protest, ale demonstranci pozostali w parku Gezi. Policja pilnuje placu. Ale ulice Stambułu nie będą dziś bezpieczne.

10 rzeczy, które trzeba wiedzieć o starciach w Turcji

Na placu Taksim zapłonęły wieczorem rozpalone przez demonstrantów ogniska. Krótko po 19.00 czasu polskiego opanowany przed południem przez policję plac nagle zapełnił się znów ludźmi. Na widok rosnącego tłumu policja natychmiast rozpyliła nad Taksim chmury gazu łzawiącego. Funkcjonariusze uderzyli też w protestujących armatkami wodnymi. Reporterka CNN Arwa Damon relacjonowała wydarzenia w masce przeciwgazowej. Opisywała chaos, jaki zapanował na placu.

Ludzie z początku wytrzymywali policyjny ostrzał. Zapłonęły ogniska i race, wybuchły fajerwerki i kilka małych pożarów, ludzie skandowali antyrządowe hasła. Jednak gaz łzawiący zrobił swoje - protestujący wycofali się. Z tłumu, który około 20.00 zebrał się, by protestować 11. już dzień przeciw polityce premiera Erdogana, na placu została grupa przy parku Gezi.

Służby porządkowe sprzątają teraz plac ze śladów wieczornych starć. Kamery CNN pokazują grupy policjantów, krążące wokół protestujących. Cały czas panuje napięta atmosfera, od czasu do czasu słychać eksplozje granatów ogłuszających, po placu jeżdżą policyjne wozy. Według relacji CNN buldożery niszczą barykady zbudowane przez demonstrantów. Na zdjęciach widać co najmniej jedną ranną osobę.

Starcia na placu Taksim: gaz łzawiący, armatki wodne, race: Kliknij w obraz, by zobaczyć galerię

Turecka policja oczyściła plac Taksim. Ale nie na długo

Rano operacja policyjna rozpoczęła się tuż po godz. 7.30 czasu lokalnego (6.30 czasu polskiego). Oddziały prewencji sforsowały barykady poustawiane na niektórych ulicach prowadzących do placu. Gazem łzawiącym i armatkami wodnymi policja rozpędziła setki ubranych w kaski i maski gazowe manifestantów, którzy rzucali w jej stronę kamienie i koktajle Mołotowa. Według świadków oddziały prewencyjne policji użyły "potoków gazu łzawiącego". Policja posłużyła się też armatkami wodnymi, wypierając całkowicie manifestantów z północnej części placu. Część protestujących skryła się w ulicach otaczających Taksim.

 

Starcia sił porządkowych z tłumem trwały niemal cały dzień, mimo że rano wyglądało na to, że policja kontroluje sytuację na placu. Kiedy jednak wieczorem oddziały policyjne wycofały się na obrzeża placu, kilka tysięcy manifestantów powróciło. Chaotyczne starcia rozpoczęły się na nowo.

Siły porządkowe nie interweniowały jednak w parku Gezi, również okupowanym przez demonstrantów. Wcześniej gubernator Stambułu zapewnił, że policja nie zamierza przerywać protestu w parku. Premier Turcji Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że spotka się z przedstawicielami demonstrantów.

Od protestu ws. parku do walki z władzą

Demonstracje przeciwko przebudowie placu Taksim przerodziły się 31 maja w antyrządowe demonstracje w całym kraju. Ludzie wyszli na ulice, by zaprotestować przeciwko nasilającym się tendencjom autorytarnym we władzach i - jak uważają - próbom umiarkowanej islamizacji kraju podejmowanym przez premiera Erdogana.

Związek zawodowy tureckich lekarzy poinformował we wtorek, że zmarł jeden z demonstrantów, który kilka dni temu został ciężko ranny w Ankarze. To czwarta ofiara trwających od ponad tygodnia zamieszek. Rannych w nich zostało już blisko 5 tys. osób. Kilkadziesiąt jest w stanie ciężkim.

Tureckie władze nie zamierzają iść na ustępstwa

Tymczasem gubernator Stambułu Huseyin Avni Mutlu powiedział po rozpędzeniu przez policję demonstrantów, że funkcjonariusze "będą kontynuować operację w dzień i w nocy, dopóki plac nie zostanie oczyszczony z protestujących". Zaapelował do ludzi, by trzymali się z dala [od placu Taksim].

- Jeśli oglądacie dokładnie relacje, to widać wyraźnie, że oprócz demonstrantów protestujących pokojowo są tam też ludzie, którzy używają przemocy. Rano zaatakowali policję koktajlami Mołotowa. Trzeba robić, żeby prowadzić dialog - mówił wieczorem Ibrahim Kalin, główny doradca premiera Erdogana, w rozmowie z Christiane Amanpour z CNN. Podkreślał, że premier jest gotów słuchać protestujących, tak długo, jak ich żądania są demokratyczne. - Żądanie ustąpienia rządu takie nie jest. To jest demokratycznie wybrany, uznany przez inne kraje rząd - podkreślał Kalin.

- Kiedy brytyjski premier zapowiada politykę "zero tolerancji", to jest w porządku, a jak to samo zapowiada premier Turcji, to już nie? Dlaczego stosowane są tutaj podwójne standardy? - pytał.

- Chcemy, by uszanowano nasz głos, nie jesteśmy przestępcami, ale policja działa tak, jakbyśmy byli - mówiła dla CNN jedna z demonstrantek, pracownica IT Melis Kayhan. - To moja pierwsza demonstracja w życiu. Ale to przez działania rządu wszystko rozbudowało się do tego poziomu. Widziałam tu moich kolegów z pracy. To nie są ekstremiści. Co może rząd zrobić? Przestać kłamać i zacząć słuchać ludzi - dodała.

Więcej o: