10 rzeczy, które trzeba wiedzieć o starciach w Turcji

Tysiące zatrzymanych, setki rannych, ofiary śmiertelne i najgwałtowniejsze protesty, jakie od dekad widzieli w swoim kraju Turcy - powiedzieć, że to efekt niezadowolenia tureckiego społeczeństwa z planów przekształcenia stambulskiego placu Taksim w centrum handlowe, to mało. Premier Recep Tayyip Erdogan już od dłuższego czasu pracował na ten wybuch społecznego niezadowolenia.

Poniżej lista najważniejszych rzeczy, które trzeba wiedzieć o starciach w Turcji - co się tam wydarzyło podczas ostatnich czterech dni, dlaczego do tego doszło i co może z tego wyniknąć dla przyszłości Turków.

Co się stało w Stambule

Bój o plac Taksim . Bezpośrednim bodźcem do protestów stały się plany przebudowy stambulskiego placu Taksim. Lokalizacja ta jest tradycyjnie miejscem, z którego wyruszają demonstracje. W miejscu placu i parku - jednego z ostatnich bastionów zieleni w tej gęsto zabudowanej części Stambułu - miały początkowo powstać centrum kultury i centrum handlowe. Już wtedy politycy lewicowi, urbaniści i działacze społeczni ostro pomysł krytykowali. Zapowiedź premiera Recepa Tayyipa Erdogana, że w miejscu placu Taksim stanie jednak nie centrum handlowe a meczet, ostatecznie przelała czarę goryczy.

Od pokojowych demonstracji po wielkie protesty . W piątek w parku zebrali się demonstranci, rozbili namioty i rozpoczęli okupację, sprzeciwiając się wycince ponadstuletnich drzew. Jak relacjonowała turecka blogerka, wśród demonstrujących były głównie rodziny i ludzie, którzy przyszli do parku "z kocami i książkami", spędzili tam noc, a rano stanęli na drodze buldożerom. "Nie robili nic, stali przed maszynami". Policja tymczasem ruszyła na nich "pojazdami z armatkami wodnymi oraz z gazem pieprzowym". I - jak podała blogerka - "żadna gazeta, żaden kanał telewizyjny nie poinformowały o proteście".

 

Za tą demonstracją poszło kilkadziesiąt kolejnych w ciągu następnych czterech dni. Tylko z niedzieli na poniedziałek służby zatrzymały 500 osób podczas protestów w Ankarze i kolejne 300 w Izmirze, trzecim największym tureckim mieście. W sumie podczas coraz gwałtowniejszych i coraz brutalniej pacyfikowanych protestów w 67 miastach Turcji zatrzymano już ponad 2 tys. osób, kilkaset zostało rannych, są doniesienia o ofiarach śmiertelnych.

Policjanci użyli przeciwko demonstrantom gazu łzawiącegoPolicjanci użyli przeciwko demonstrantom gazu łzawiącego Fot. MURAD SEZER REUTERS Fot. Murad Sezer / Reuters

Wprowadzenie stanu wojennego i represji . Rząd, tłumiąc niespodziewane protesty, wprowadził - jak odnotował w "Foreign Policy" prof. ekonomii Firat Demir z Uniwersytetu Oklahoma, który w momencie wybuchu zamieszek akurat przebywał na miejscu ze swoimi studentami - stan wojenny. Rząd zabronił ludziom wzięcia udziału w obchodach Święta Niepodległości na placu Taksim, policja i ratusz miasta wstrzymały wszystkie promy pływające po cieśninie Bosfor i zatrzymały ruch autobusów i metra jadących na sporny plac. Do tego podniesiono dwa mosty na Złotym Rogu. Te 3 tys. demonstrujących, którym mimo przeszkód udało się dotrzeć na miejsce, policja potraktowała gazem łzawiącym.

Rewolucja, która rozgrywa się na Twitterze . Na placu Taksim i w okolicach wyłączono wszystkie sieci telefonii komórkowej, aby uniemożliwić protestującym komunikację i organizację. Rola portali społecznościowych podczas ostatnich demonstracji - podobnie jak w czasie arabskiej wiosny - okazała się kluczowa dla demonstrantów. To m.in. dzięki Twitterowi możliwa jest sprawna organizacja protestów z minimalnym wyprzedzeniem, relacjonowanie i dokumentowanie starć dla całego świata na żywo. W sieci furorę robi amatorskie zdjęcie ściany jakiegoś stambulskiego budynku opatrzonego niezbyt starannym napisem: "Rewolucji nie będzie w telewizji. Będzie na Twitterze".

 

Tylko Erdogan i jego poplecznicy nie są pod wrażeniem mikroblogowego serwisu. Premier Twitter nazwał "przekleństwem" i "ekstremalną wersją kłamstwa".

Policjanci użyli przeciwko demonstrantom gazu łzawiącego Fot. za teasyTHFC / Twitter

Skąd się naprawdę wzięły protesty

Umiarkowana partia i udane reformy gospodarcze . Recep Tayyip Erdogan wraz ze swoją Partią Sprawiedliwości i Postępu (AKP, którą założył dwa lata wcześniej wraz z działaczami zdelegalizowanej islamistycznej Partii Cnoty) objął władzę w 2003 r. Jako szef rządu Erdogan złagodził jednak islamistyczną retorykę, opowiedział się za integracją Turcji z UE, pokojowym rozwiązaniem kurdyjskiego konfliktu i przeprowadził szereg skutecznych reform gospodarczych. W ciągu kilku lat zmniejszył inflację o 90 proc. i znacząco zredukował dług publiczny. A do tego uczynił z Turcji turystyczną potęgę. Stambuł przyciągnął w zeszłym roku więcej turystów niż Rzym czy Amsterdam, plasując się tuż za Paryżem i Londynem. Miesięcznie odbywa się w tym mieście więcej koncertów niż w większości członków Unii przez cały rok.

 

W 2011 r. AKP została wybrana na trzecią kadencję. A mimo tych wszystkich sukcesów niepokój społeczny rósł już od pewnego czasu.

Coraz bardziej autorytarnie podejmowane decyzje . Decyzja w sprawie placu Taksim nie była pierwszą podjętą w tym stylu - bez konsultacji społecznych i wyraźnie wbrew oczekiwaniom ludzi. Dopiero co komentatorzy dyskutowali na temat innego projektu architektonicznego - "gigantycznego i widowiskowo brzydkiego nowego mostu", który ma powstać koło mostu Galata w sercu Starego Miasta. Projekt jest autorstwa obecnego burmistrza Stambułu, bliskiego współpracownika Erdogana. W podobny sposób podjęto zresztą decyzję w sprawie jeszcze innego mostu, który ma połączyć miasto z nowym lotniskiem w Stambule, a którego budowa skończy się wycinką 300 tys. drzew.

 

Wcześniej AKP samowolnie zdemolowała liczące sobie pół tysiąca lat stambulskie dzielnice, co rozjuszyło społeczeństwo tym bardziej, że ci, którzy na tym skorzystali, byli blisko związani z islamistami. A zaledwie miesiąc wcześniej rząd podpisał kontrakt na budowę elektrowni atomowej, mimo ogromnego publicznego sprzeciwu na korzystanie przez Turcję z energii jądrowej.

Policjanci użyli przeciwko demonstrantom gazu łzawiącegoREUTERS/STRINGER/TURKEY Fot. Reuters / Stringer

Nie tacy już umiarkowani islamiści . Jak odnotował prof. Firat Demir, premier Erdogan zaczyna coraz bardziej przypominać nie szefa demokratycznie wybranego rządu, ale autorytarnego sułtana, który dąży do pogłębienia islamizacji kraju. Dopiero co ogłosił wprowadzenie dużo bardziej restrykcyjnej polityki alkoholowej, aby "ochronić młode pokolenie przed tak nieislamskim nawykiem" i wychować je w poszanowaniu dla tureckiej i islamskiej kultury. Zgodnie z nową ustawą alkoholu nie będzie można sprzedawać w sklepach od godz. 22 do 6 rano. Ponadto na każdej butelce będą musiały być umieszczone ostrzeżenia o szkodliwości alkoholu dla zdrowia, podobne do tych, jakie są na papierosach. Wcześniej rząd m.in. wycofał podręczniki, w których znajdują się informacje na temat ewolucji i Karola Darwina

Wojna w Syrii, która nie chce zostać w Syrii . Niezadowolenie społeczne wywołuje też wsparcie, jakiego Turcja udziela rebeliantom w Syrii. O ile Turcy nie popierają Baszara al Asada, to nie mają też serca dla opozycji reżimu. Większość z ponad miliona uchodźców syryjskich uciekło z ogarniętego wojną kraju właśnie do Turcji, a reżim w Damaszku coraz częściej atakuje swojego sąsiada, który otwarcie zbroi rebeliantów. Wielu Turków jest przekonanych, że dwa zamachy na turecko-syryjskiej granicy z 11 maja, w których zginęło 51 osób, to dowód na to, że syryjska wojna przenosi się na terytorium Turcji. Państwowe media o zamachu nie poinformowały.

Nagranie Euronews z protestów :

 

Co teraz czeka Turcję

Autorytarna modernizacja czy islamizacja? "Obawiam się, że premier Erdogan, jak tak wielu przed nim, w końcu uległ urokowi dyktatury. Inżynieria społeczna, autorytarnie podejmowane decyzje stały się najważniejszymi narzędziami obecnego rządu. Wygląda na to, że islamiści zastąpili kemalistyczne marzenia o autorytarnej modernizacji autorytarną islamizacją" - pisze w "FP" ekonomista z Uniwersytetu Oklahoma.

 

Sam Erdogan z kolei pytany dziś przez dziennikarzy, czy "otrzymał wiadomość, którą próbują przekazać mu demonstrujący", odpowiedział opryskliwie: - Jaka jest ta wiadomość? Chcę to od was usłyszeć. Złagodzić ton? Co to ma niby znaczyć? Możecie mi powiedzieć? (...) Ale bądźcie spokojni. To wszystko przeminie.

Coraz silniejszy oddolny ruch obywatelski . Mimo że Erdogan zapowiedział, że dalej będzie tłamsił demonstrantów - bo ci "nie protestują ze względów ideologicznych, ale politycznych" - to w Turcji w ciągu ostatnich lat udało się zbudować silne społeczeństwo obywatelskie. Mimo coraz brutalniejszych akcji policji wobec protestujących, do demonstracji dołącza coraz więcej ludzi i coraz więcej miast. W tej chwili grupa Turków zbiera pieniądze na wykupienie całostronicowej reklamy w "New York Times" albo "Washington Post", w których zwróciliby uwagę świata na to, co dzieje się w Turcji.

 

Komentatorzy nie wieszczą obalenia rządu Erdogana, ale wierzą, że ten oddolny, obywatelski bunt, który rozszerza się na cały kraj, może utemperować dyktatorskie zapędy tureckiego premiera.

Demonstranci wykrzykują antyrządowe hasła  Demonstranci wykrzykują antyrządowe hasła  Fot. MURAD SEZER REUTERS Fot. Murad Sezer / Reuters

Więcej o: