Brutalne morderstwo w Londynie. Służby już wcześniej zajmowały się napastnikami

Dwaj mężczyźni podejrzani o brutalne zamordowanie żołnierza w dzielnicy Woolwich we wschodnim Londynie byli już wcześniej znani brytyjskim służbom specjalnym - informuje serwis internetowy telewizji BBC. Co więcej, jak zdradziła policja, pierwsi funkcjonariusze, którzy zjawili się na miejscu napaści nie byli uzbrojeni i w żaden sposób nie mogli zareagować. Z interwencją czekali na swoich uzbrojonych kolegów.

W środę dwaj napastnicy o nieeuropejskich rysach tasakiem rzeźniczym i nożem zaatakowali mężczyznę idącego ulicą w dzielnicy Woolwich we wschodnim Londynie. Sprawy obcięli ofierze głowę, wznosząc okrzyki "Allah akbar" (Bóg jest wielki). Ofiarą był brytyjski żołnierz. Na wieść o tym brutalnym morderstwie, brytyjski premier David Cameron zwołał nadzwyczajne posiedzenie sztabu antykryzysowego Cobra.

Dziś okazało się, że obaj podejrzani o morderstwo mężczyźni już wcześniej byli znani brytyjskim służbom specjalnym. Byli oni w ostatnich latach obiektami "kilku dochodzeń" - czytamy w serwisie BBC.co.uk. Jeden z nich raz nawet został zatrzymany przez policję, gdy w ubiegłym roku opuszczał kraj. Sprawą zajmie się parlamentarna komisja wywiadu i bezpieczeństwa. Ma ona sprawdzić, czy napastnicy rzeczywiście byli sprawdzani przez MI5 (brytyjskie wojskowe służby wywiadowcze).

BBC informuje także, że pierwsi policjanci dotarli na miejsce napaści już dziewięć minut po otrzymaniu zgłoszenia. Niestety, nie mieli oni broni i nie mogli zareagować. Musieli czekać na swoich uzbrojonych kolegów, którzy zjawili się sześć minut później. W międzyczasie zabójcy nadal chodzili po okolicy krzycząc "Allah akbar". Według świadków napastnicy przeciągnęli ciało ofiary na środek ulicy i tam je zostawili. Wymachując bronią palną i nożami, domagali się od znajdujących się w pobliżu ludzi, by robili im zdjęcia. Ostatecznie funkcjonariusze ranili podejrzanych, którzy zostali przetransportowani do szpitala.

Więcej o: