Politolog: Odnoszę wrażenie, że za PR Platformy odpowiada dziś jakiś stażysta

- Coś, co było do tej pory najmocniejszą stroną PO, czyli umiejętność kreowania wizerunku w mediach, ostatnimi czasy nie wygląda najlepiej. Odnoszę wrażenie, że za PR Platformy odpowiada dziś jakiś stażysta, a nie doświadczony specjalista od kreowania wizerunku - mówi w rozmowie z portalem Gazeta.pl dr Błażej Poboży, politolog z Instytutu Nauk Politycznych UW. Jak dodaje, poprawa wizerunku to absolutne minimum potrzebne partii do odzyskania wyborców.

Według ostatnich sondaży PiS wyprzedził w notowaniach PO. Według badania CBOS , gdyby wybory odbyły się w połowie maja, na partię Kaczyńskiego zagłosowałoby 26 proc. Polaków. PO traci do partii Jarosława Kaczyńskiego trzy punkty procentowe. W badaniu TNS Polska PiS prowadzi z PO 34:32. Poparcie PiS nie wzrasta jednak kosztem poparcia Platformy, gdyż ci, którzy z grona wyborców PO, powiększają elektorat wyborców niezdecydowanych.

Gazeta.pl: Według ostatnich sondaży PiS wyprzedziło PO. Partia Donalda Tuska traci wyborców. Partia Kaczyńskiego nic jednak na tych spadkach nie zyskała...

Dr Błażej Poboży, politolog: Obecne sondaże nie są wynikiem żadnych szczególnych zabiegów PiS, ale po prostu odchodzenia wyborców PO. Z punktu widzenia PiS to jest sytuacja komfortowa. Pokazuje względną stabilność podstawowego elektoratu i może stanowić dobrą bazę wypadową w perspektywie podwójnych przyszłorocznych wyborów: europarlamentarnych i samorządowych, a następnie parlamentarnych (w 2015 roku - red.).

Grupa niezdecydowanych wynosi według ostatnich sondaży około 40 proc. Myśli pan, że przed wyborami mogą się oni jednak zmobilizować, pójść do urn i zagłosować znowu na PO?

- Ta grupa nie jest jednorodna. Byli wyborcy Platformy stanowią zresztą jej niewielką część, a i ona jest bardzo podzielona. Są w niej zwolennicy liberalnej frakcji PO, którzy nie widzą dla siebie alternatywy, poza ewentualnym zasileniem elektoratu ugrupowań lewicowych. Są też konserwatywni wyborcy PO, motywowani względami światopoglądowymi, zamieszaniem z Gowinem i nie do końca zrealizowanymi obietnicami na polu gospodarczym. Myślę jednak, że największa grupa tych, którzy deklarują absencję wyborczą, a wcześniej byli wyborcami PO, to osoby, które są rozczarowane ogólną kondycją tej partii, jej podzieleniem, ogromnymi problemami wizerunkowymi. To trzeba podkreślić: coś, co było do tej pory najmocniejszą stroną PO, czyli umiejętność kreowania wizerunku w mediach, ostatnimi czasy nie wygląda najlepiej. Odnoszę wrażenie, że za PR Platformy odpowiada dziś jakiś stażysta, a nie doświadczony specjalista od kreowania wizerunku.

Co powinna zrobić PO, aby odzyskać wyborców? Czy powinna skupić się na załatwieniu ważnych dla społeczeństwa spraw takich jak np. związki partnerskie, czy wystarczy straszenie PiS-em przed wyborami?

- Na pewno tym razem nie wystarczy straszenie PiS-em. Jeśli PO chciałaby odbudować poparcie społeczne, to musi zająć się konkretnymi działaniami i projektami zarówno w sprawach światopoglądowych, jak i przede wszystkim na polu gospodarczym. Widać, że nie będzie to łatwe. Jeśli np. kwestia związków partnerskich miałaby zostać uregulowana przez zwykłe umowy cywilne, to tylko dodatkowo zniechęci lewicowo-liberalnych wyborców, którzy jeszcze przy PO stoją. To muszą być konkretne działania, a nie ponowne ruchy pozorowane.

Druga kwestia, która mogłaby pomóc PO, to rekonstrukcja rządu. Ale pod warunkiem, że nie będzie ona miała charakteru wizerunkowego, jak większość poprzednich, ale będzie pogłębiona i oparta na merytorycznych kryteriach. Obecnie w temacie wymiany ministrów padają nazwiska wcale nie tych, którzy długo działają na szkodę rządu, ale tych, którzy są łatwymi obiektami do medialnego zgrillowania. Np. minister Bartosz Arłukowicz czy minister Joanna Mucha - oni już najgorsze momenty mają za sobą. Warto by się przyjrzeć resortom, których działania przynoszą już i na pewno przyniosą jeszcze negatywne konsekwencje w perspektywie kilku lat, np. Ministerstwu Edukacji Narodowej, Ministerstwu Nauki i Szkolnictwa Wyższego czy resortom gospodarczym. Absolutne minimum w walce o odzyskanie wyborców to poprawa wizerunku. Bo jeśli PO zaczyna tracić na polu, które było dotąd jej domeną, to znaczy, że partia jest naprawdę w poważnych kłopotach.

No dobrze, a co powinien w takim razie zrobić PiS, jeżeli chce zyskać poparcie?

- W zasadzie na takie pytanie można odpowiedzieć jednym zdaniem: PiS przede wszystkim nie powinien dać się sprowokować. Już raz mogliśmy zaobserwować taki mechanizm, kiedy PO została przez PiS wyprzedzona w sondażach, pojawiła się sprawa trotylu na wraku tupolewa, co uruchomiło serię bardzo emocjonalnych wystąpień, w tym samego prezesa.

Poza tym, o ile można zaobserwować utrwalenie się tego twardego elektoratu PiS, o tyle partia ta powinna odważniej powalczyć na prawicy o elektorat już zagospodarowany przez mniejsze partie - czyli o wyborców Solidarnej Polski i PJN. Przejęcie elektoratów tych małych partii jest politycznie mniej kosztowne od walki o wyborców niezdecydowanych. Można to zrobić albo atakując te formacje, albo raz jeszcze wyciągnąć rękę do ich liderów.

Coraz częściej pojawiają się komentarze, że polskie społeczeństwo przesuwa się na prawo. Czy uważa pan, że rzeczywiście jest to prawda i czy ten stan będzie się pogłębiał?

- Polskie społeczeństwo nigdzie się nie przesuwa, jest w większości konserwatywne i od dawna deklaruje sympatie prawicowe. W konsekwencji od 2005 roku mamy do czynienia z hegemonią partii prawicowych, najpierw PiS, a później PO.

Więcej o: