Asad w wywiadzie: Moje wojska nadużyły siły? A gdzie zaczyna się "nadużycie"?

Rzadko wypowiadający się dla zagranicznych mediów autorytarny prezydent Syrii Baszar al-Asad udzielił wywiadu argentyńskiej gazecie "Clarin". Stwierdził w nim, że "nigdzie się nie wybiera" i nie zamierza ustąpić. Winą za trwający już trzy lata krwawy konflikt we własnym kraju obarczył obce państwa. Podkreślał też, że to opozycja nie chce pokoju i dialogu.

W wywiadzie, przeprowadzonym, jak opisuje "Guardian" , "przy kanonadzie artylerii, dźwięczącej w murach prezydenckiego pałacu w Damaszku", Baszar al-Asad ostrzegł USA i Rosję, że ich wysiłki zmierzające do posadzenia zwaśnionych stron przy stole negocjacyjnym nie zatrzymają wojny domowej, która niszczy jego kraj. Podkreślił, że nie zamierza ustąpić ze stanowiska.

Asad: To opozycja nie chce dialogu

Asad zaznaczył, że nie ma nic przeciwko dialogowi, ale dodał, że to zachodnie państwa próbują podsycać przemoc w Syrii, zamiast jej przeciwdziałać. W rozmowie z reporterem "Clarin" syryjski prezydent stwierdził, że rozdrobnienie grup opozycyjnych uniemożliwi im dotrzymywanie ewentualnego zawieszenia broni.

- Oni nie są jednością. To różnorodne grupy i bandy, są ich nie dziesiątki, a setki. A każda ma swojego lidera. Kto może zjednoczyć tysiące ludzi? - pyta Asad. Dodał, że siły opozycji są powiązane z zagranicą i nie potrafią same podejmować decyzji. - To oni pokazali, że nie chcą dialogu z państwem - zaznaczył.

"Nadużycie siły? A od kiedy to się zaczyna?"

Za wojnę, której potworny bilans wynosi już - według różnych szacunków - między 70 a 120 tys. zabitych, odpowiedzialne są według Asada obce państwa, próbujące obalić jego władzę niezależnie od liczby ofiar. Za podsycanie powstania obwinił Arabię Saudyjską, Katar i Turcję oraz Izrael. Zwracając się do Johna Kerry'ego, stwierdził, że amerykański sekretarz stanu nie otrzymał od syryjskiego narodu mandatu do decydowania, czy ktoś powinien odejść, czy nie.

- Jakiekolwiek decyzje o reformach w Syrii będą pochodziły od samej Syrii. Ani USA, ani żadne inne państwo nie ma prawa się tu wtrącać - podkreślił syryjski prezydent.

Asad po raz kolejny ostro zaprzeczył, by jego armia użyła broni chemicznej. - Zachód kłamie i fałszuje dowody, by prowokować wojny. Takie ma zwyczaje - powiedział. Odrzucił też oskarżenia, jakoby jego żołnierze "nadużywali siły" w działaniach przeciw opozycji. - Jak się definiuje nadużycie siły? Kto decyduje, od kiedy zaczyna się nadużycie? - pytał.

Krwawy konflikt w Syrii. Półtora miliona uchodźców

Wojna domowa w Syrii trwa już trzeci rok. Konflikt, będący pokłosiem "Arabskiej Wiosny" - serii rewolucji, które zmiotły autorytarne władze m.in. w Libii, Egipcie i Tunezji, szybko przerodził się w krwawą, chaotyczną wojnę domową, w której obie strony dopuszczają się okrucieństw. Syria stała się poligonem dla rozmaitych watażków oraz grup walczących już nie o obalenie Asada, ale o stworzenie po jego obaleniu islamskiego państwa wyznaniowego.

Syryjska Wolna Armia pozostaje nominalnie główną siłą opozycji, jednak jej pozycja osłabła, a lokalni watażkowie urośli w siłę. W targanym wojną kraju rozmnożyły się grupy powiązane z al-Kaidą. Osłabiona centralna władza nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa.

Według ostatnich szacunków liczba uchodźców z Syrii sięgnęła półtora miliona.

Więcej o: