"Wiecie, co to anafora? Nie wiecie! A po jaką cholerę ma to wiedzieć 325 tys. maturzystów?"

"Wiele osób uważa, że wiedza nie szkodzi. Nie zgadzam się z tym poglądem. Głupia, zbyteczna, niepotrzebna wiedza szkodzi. I to bardzo" - pisze w najnowszym wydaniu tygodnika "Polityka" Jacek Żakowski.

Żakowski w nowym wydaniu "Polityki" wraca do trwających matur i poziomu edukacji w Polsce. Podchodzi jednak do sprawy z innej perspektywy, niż sama jakość nauki - zastanawia się, czego uczniowie w szkołach są nauczani. "Jako podatnik jestem wściekły, że moje podatki są marnowane na zaśmiecanie głów młodego pokolenia zbędnymi informacjami" - pisze dziennikarz.

"Puknijcie się w głowę"

Publicysta podkreśla, że młodym ludziom na egzaminach są zadawane wręcz głupie pytania, a co najgorsze - zdaniem Żakowskiego - same państwo nie rozumie, że te pytania są głupie. "Najgorsze nie jest jednak to, że państwo zmusza młodzież do odpowiadania na głupie pytania. Najgorsze jest to, że duża część młodzieży prawidłowo na nie odpowiada. Bo prawidłowo nie znaczy w tym przypadku - słusznie. Słuszna odpowiedź na pytanie państwa o anaforę brzmi: ,puknijcie się w głowę'" - ocenia dziennikarz "Polityki".

Według Żakowskiego "program szkoły stał się imperium absurdu", a szkoła "wciąż udaje, że prezentuje młodzieży ,stan wiedzy', a w rzeczywistości przedstawia gigantyczny, przeładowany bez opamiętania erudycyjno-kompetencyjny śmietnik". Ale to zarzuty, jakie są recepty? Zdaniem dziennikarza taki system jak obecny to "fabryka młotków i gwoździ". Trzeba to więc zmienić na system pobudzania kreatywności, zarówno tej indywidualnej, jak i grupowej; trzeba zrezygnować z "lat ślęczenia nad podręcznikami" na rzecz kreowania nawyków poznawczych i kooperacyjnych.

Cały obszerny tekst Jacka Żakowskiego w najnowszym numerze tygodnika "Polityka".

Edukacja do niczego?

Ostra krytyka poziomu edukacji w Polsce toczy się już od kilkunastu dni - zaczęła się jeszcze przed maturami. Na TOKFM.pl publikujemy kolejne głosy w tej debacie.

Były szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, prof. Krzysztof Konarzewski odziera ze złudzeń: - Masowe kształcenie to nie przygoda perypatetyków, to nie spotkanie z Sokratesem. To pewna młócka. Trzeba wysiedzieć ileś godzin, wykonać pewne zadania, a potem zdać egzamin. Potem się to zamyka. Ludzie nic lepszego nie wymyślili - przyznał w wywiadzie udzielonym TOK FM.pl.

Z kolei prof. Jan Hartman na łamach "Gazety Wyborczej" postawił chyba najdalej idącą tezę: "Pojęcia, z jakimi wypuszcza się naszą młodzież w świat, mają się tak do współczesnego stanu ducha jak siedemnastowieczne postscholastyczne gimnazja jezuickie do życia umysłowego w kręgach Galileusza i Kartezjusza. Tego się nie da zreformować. To trzeba po prostu zamknąć".

Z prof. Hartmanem połowicznie zgadza się nasz bloger Karl . Przyznaje, że źle się dzieje w szkolnictwie, jednak rozwiązaniem nie jest zniesienie obowiązku szkolnego. "Musimy raz na zawsze zrezygnować z wkuwania na blachę, które jak doskonale widać nie przynosi żadnych efektów. Nowy cel to pokazywanie świata, jego zagrożeń, szans, wspólnej kultury i umiejętności działania razem. To, że edukacja działa źle, nie oznacza, że powinniśmy z niej zrezygnować. Naszym obowiązkiem jest pracować nad tym, aby była mądrzejsza, lepsza i przynosiła pożądane efekty. Wszystkim, a nie wybranym" - pisze.

Więcej o: