Szpitale wypisują chorych w złym stanie, żeby za chwilę znów ich przyjąć. Niektórzy tego nie przeżyli

Małopolskie szpitale wypisały w zeszłym roku do domów 3112 pacjentów w tak złym stanie, że w niedługim czasie wracali na oddziały. Choć to bardzo niepokojące dane, taki schemat postępowania wymuszają zasady rozliczania świadczeń wprowadzone przez NFZ - czytamy w dzisiejszej ?Gazecie Wyborczej?.

Problem z wypisywaniem chorych osób i szybkim ich ponownym przyjmowaniem stał się głośny, gdy "Gazeta Wyborcza" opisała, jak dwie krakowskie rodziny poskarżyły się na postępowanie z ich bliskimi w Szpitalu im. Narutowicza w Krakowie. Pana Jacka D. ku zaskoczeniu jego żony Barbary wypisano ze szpitala "w stanie dobrym" w Wielką Sobotę. Do domu odwiozła go szpitalna karetka. Nad ranem musiała wzywać pogotowie, bo mężczyzna miał kłopoty z oddychaniem. O 7 rano w Niedzielę Wielkanocną ściągnęła do domu lekarza, który uznał stan mężczyzny za bardzo poważny. Stwierdził, że ma wysoką gorączkę - być może jest to zapalenie płuc - i natychmiast odesłał na oddział. Pan Jacek ponownie trafił do Narutowicza, tylko na inny oddział. Zmarł po kilku dniach.

Historia się powtarza... pacjent umiera

Po tym tekście do "Gazety" zadzwonili też inni: - To tak, jakbym czytała historię choroby i umierania mojego taty - opowiada pani Krystyna. Jej ojciec trafił na oddział kardiologiczny. Leżał tam przez kilka tygodni. W piątek 22 marca został wypisany pomimo protestu córki, która uważała, że nadal jest w ciężkim stanie. Do domu odwiozła go karetka, a wezwany lekarz stwierdził zapalanie płuc. W sobotę mężczyzna znów trafił do Narutowicza, tym razem na oddział wewnętrzny. Rokowania były złe, 4 kwietnia zmarł. Obydwa przypadki łączy schemat: leczenie na kardiologii - wypis i odwiezienie karetką do domu - dramatyczne noce rodzin przy łóżkach umierających bliskich - lekarze wzywani do domów stwierdzają zapalenie płuc - chorzy znów trafiają do szpitala, tyle że na oddział wewnętrzny.

Taki schemat postępowania wymuszają też zasady rozliczania świadczeń wprowadzone przez NFZ. Fundusz zapłaci za leczenie na jednym i drugim oddziale pod warunkiem, że na ten drugi chory trafi z innym rozpoznaniem niż przy pierwszym przyjęciu.

Cały tekst w "Gazecie Wyborczej" .

Więcej o: