PiS może wygrać, bo Tusk jest coraz słabszy? [PYTAMY EKSPERTÓW]

Wybory parlamentarne w 2015 r. wygra najprawdopodobniej PiS - uważa prof. Janusz Czapiński. Dlaczego? Bo Donald Tusk popełnia coraz więcej błędów, a jego rząd jest niekomunikatywny i arogancki. Pytamy pięciu obserwatorów życia politycznego o ich scenariusze na kolejne wybory.
embed

Jeżeli frekwencja w wyborach w 2015 r. spadnie poniżej 40 proc., PiS nie tylko je wygra, ale jeszcze będzie mógł rządzić samodzielnie. Takie wnioski zaprezentował prof. Janusz Czapiński na podstawie swojej "Diagnozy społecznej" - badania panelowego polskiego społeczeństwa przeprowadzonego na ponad 15 tys. osób.

To właśnie, jak pisze "Gazeta Wyborcza" , lemingi, czyli wyborcy PO, mogą za dwa lata zagłosować nogami i zostać w domu. Kilku obserwatorom życia politycznego w Polsce zadaliśmy trzy pytania dotyczące obecnej sytuacji, a także tego, jak w 2015 r. może wyglądać polski parlament.

Kto może wygrać wybory parlamentarne w 2015 r. i dlaczego?

Wojciech Jabłoński (specjalista ds. marketingu politycznego) : - Wybory wygra PiS, ale nie da to możliwości skonstruowania rządu. Biorąc pod uwagę nikłą zdolność koalicyjną tej partii i deklarowane żądanie objęcia władzy w całości, PiS nie będzie w stanie rządzić. Frekwencja będzie niska, tu się zgodzę z prof. Czapińskim, ale to zbyt mało, by zapewnić PiS rządzenie.

Paweł Lisicki (red. naczelny "Do rzeczy") : - Wybory może wygrać PO albo PiS. Trudno szukać jakiegoś trzeciego zwycięzcy. Prawdopodobieństwo zwycięstwa PiS jednak ostatnio się zwiększa.

Błażej Poboży (politolog) : - Na dziś bliżej zwycięstwa jest PiS. Platforma jest w sporym kryzysie wewnętrznym. To naturalne, że w sytuacji rządzenia przez drugą kadencję następuje zmęczenie materiału i wyborcy zwracają się w kierunku największej partii opozycyjnej.

Sergiusz Trzeciak (politolog): - Jeżeli PiS uda się z jednej strony zmobilizować własny elektorat, a z drugiej dotrzeć do osób, które są rozczarowane rządami PO, to wtedy partia ta miałaby szanse wygrać te wybory. Ważne też będzie, co zrobią inne ugrupowania. Na ile aktywne będzie SLD. W interesie PiS leży zmarginalizowanie innych ugrupowań na prawicy, tak żeby te głosy się rozbiły.

Jacek Żakowski ("Polityka") : - Największe szanse na wygranie ma ktoś, kogo nie ma. Spodziewam się rekonstrukcji na scenie politycznej, a jeżeliby takiego bytu nie było, to największą partią w Sejmie będzie PiS.

Co złego robi Donald Tusk, że coraz częściej mówi się o jego przegranej?

Wojciech Jabłoński : - Upadł argument pisowskiego straszaka. Nie da się już PiS-em straszyć. Rządy Platformy są tak marne, bo nie dają realnych korzyści obywatelowi, a raczej podnoszą podatki.

Paweł Lisicki : - Pierwszym i naturalnym elementem jest zużycie się władzy po sześciu latach rządzenia. Drugi fakt, to coraz gorsze informacje dotyczące polskiej gospodarki. Nic nie wskazuje na to, żeby rząd miał jakiś pomysł, jak z tego wybrnąć. Po trzecie, wypaliło się antypisowskie paliwo, do którego bardzo często Platforma się odwoływała. Do tego wszystkiego dochodzą wpadki poszczególnych ministrów rządu i daleko posunięta arogancja, jak w przypadku sprawy ministra Nowaka i jego zegarków.

Błażej Poboży : - Pierwszym czynnikiem jest zestawienie deklarowanych obietnic z ich realizacją. Wygląda to zdecydowanie poniżej oczekiwań. Oczywiście nie sposób mówić, że PO nie stawia na inwestycje, ale mogłaby to robić szybciej, lepiej i więcej. Druga kwestia to coś, co dość często pojawia się u rządzących, to polityczna arogancja władzy. Tusk wydaje się od pewnego czasu oderwany od potrzeb obywateli. Trzecim elementem są problemy natury komunikacyjnej.

Sergiusz Trzeciak : - Przede wszystkim na rządy Tuska wpływ ma trudna sytuacja gospodarcza. Widać zwiększenie obciążeń fiskalnych, także niewydolność funkcjonowania administracji, czy szerzej, państwa. Także szereg wpadek wizerunkowych rządu i poszczególnych ministrów. Coraz bardziej krytyczne są opinie mediów, nawet tych do tej pory przychylnych premierowi. Działania PO przeciwko PiS są też coraz mniej skuteczne. Straszenie PiS-em już nie działa. Nawet jeśli premier ruszyłby Tuskobusem, to byłoby tylko powielenie działań. Po prostu brak nowych pomysłów na rządzenie i promocję.

Jacek Żakowski : - Tusk robi, co może, ale ma taką partię, jaką ma i taki rząd, jaki ma. Z nieporadnymi ministrami, zaczynając od rzecznika rządu, przez ministrów edukacji, ministrów zdrowia, czyli od tych spraw, które ludzi najbardziej dotykają. Problemem jest brak polityki prozatrudnieniowej i brak wyraźnego zakorzenienia w kompetencjach. To jest rząd ewidentnie amatorski. Panuje kult amatorszczyzny. Pasywny jest też sam premier, który nie opowiada Polakom, o tym, co się dzieje. Brakuje mu narracji.

Czy jesteśmy skazani na PO i PiS? A może pojawi się jakaś trzecia siła polityczna?

Wojciech Jabłoński : - Jesteśmy skazani na PO albo na PiS przy władzy. To kwestia systemowa. Dopóki będzie istnieć finansowanie partii politycznych z budżetu, dopóty system dwóch partii będzie utrzymany.

Paweł Lisicki : - Jest coraz więcej rozczarowanych, którzy szukają nowej partii, ale czym bliżej wyborów, ta grupa będzie się zmniejszała i ostatecznie zdecyduje się albo na PO, albo na PiS. Od 2005 r. nie pojawiła się żadna nowa siła, która mogłaby zagrozić realnie PO i PiS. Spośród tych, które na razie są w Sejmie, to na przykład PSL po objęciu władzy przez Piechocińskiego, przeżywa rozgoryczenie i frustrację związaną z tym wyborem. Ruch Palikota się zatracił, okazało się, że charakter Palikota zniszczył ten ruch. A SLD? Może być trzecią siłą, ale pod wodzą Millera trudno mi uwierzyć, żeby mogłoby być coś więcej.

Błażej Poboży : - W sytuacji gdyby kolejne sondaże miały pokazywać rosnącą przewagę PiS, w PO zostaną uruchomione procesy dekompozycyjne. Może się ziścić scenariusz rozłamu w PO. Jednak w perspektywie dwuletniej, nawet jeśli na scenie politycznej miałyby się pojawić jakieś nowe podmioty, to możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa postawić tezę, że zwycięży jedna z tych dwóch partii.

Sergiusz Trzeciak : - Układ dwóch dominujących partii raczej się utrzyma. Jedynym wspólnym interesem PO i PiS jest polaryzacja sceny politycznej. Dopóki tak jest, to dla jednej z tych partii ważna jest tylko ta druga. To marginalizuje inne ugrupowania. Do tego można dodać czynnik finansowy i fakt, że najwięcej z tego tortu dostają największe partie. Pozostałe ugrupowania nie mają tylu możliwości na prowadzenie kampanii wyborczych.

Jacek Żakowski : - Była możliwość zbudowania środka przez Kwaśniewskiego, ale Tuskowi udało się zablokować ten proces przez dogadanie się z Millerem. Nie jestem pewien, czy uda się premierowi zablokować powstanie czegoś takiego po prawej stronie i czy z tego nie powstanie koalicjant dla PiS. Z takich marek politycznych jak Gowin, Wipler, Dutkiewicz czy Rokita może się zmaterializować nowa siła.

Więcej o: