Bangladesz. 19-latka uwięziona pod gruzami przez 16 dni. "Miałam tylko cztery herbatniki"

19-latka z Bangladeszu, która spędziła 16 dni uwięziona pod gruzami zawalonej fabryki odzieży, udzieliła pierwszego wywiadu. Na konferencji prasowej opowiadała o swojej wstrząsającej walce o przetrwanie. - Przez te wszystkie dni miałam tylko cztery herbatniki i odrobinę wody. Nic więcej nie udało mi się znaleźć - mówiła cytowana przez CNN.

24 kwietnia w Bangladeszu doszło do tragedii. Zawalił się budynek fabryki odzieży, w którym pracowało 3,5 tys. osób. Niemal każdego dnia ratownicy wyciągali spod gruzów średnio 100 ciał. W ostatni piątek liczba ofiar przekroczyła 1000, a znalezienie kogokolwiek żywego wydawało się niemożliwe. Nagle służby dostrzegły jednak spod gruzów rękę machająca żelaznym prętem. Chwilę później usłyszeli głos: "Żyję! Proszę, uratujcie mnie!". To była 19-letnia Reshma, która pracowała na trzecim piętrze dziewięciopiętrowej fabryki.

Po zawaleniu się budynku udało jej się doczołgać do piwnicy. Po drodze niektóre z jej ubrań znacznie się podarły, jednak wśród gruzów znalazła nowe. Kiedy kamery rejestrowały wynoszenie dziewczyny na noszach z terenu zawalonej fabryki, miała na sobie różowy szalik i fioletowy top w kwiaty - opisuje CNN.

"Była bardzo wdzięczna mojej drużynie. Płakała ze szczęścia"

Jeden z pracujących na miejscu ratowników relacjonował w rozmowie z agencją Reutera moment odnalezienia przez niego Reshmy: - Nagle zobaczyłem przez dziurę srebrny, ruszający się pręt. Po chwili usłyszałem jej wołanie o pomoc. Natychmiast zadzwoniłem do wojska i straży pożarnej i powiedziałem, że usłyszałem głos. Potem ją zobaczyłem i potwierdziłem, że znalazłem kobietę - powiedział Mohammad Rubel Rana.

Ppłk Moazzem Hossain, który kierował grupą ratowników, relacjonował z kolei: - Powiedziałem jej: Nie bój się, jesteśmy tutaj, aby cię uratować. Chcesz napić się wody? Hossain przyznał, że wyciągnięcie kobiety z miejsca, w którym się znajdowała, było ryzykowne i groziło pożarem. Wszystko jednak się udało. - To był najszczęśliwszy moment. Gdyby pojawił się ogień, operacja byłaby bardzo trudna - powiedział. Jak dodał, dziewczyna w momencie wyciągania z gruzów była spanikowana. Kiedy już leżała na noszach, wybuchła płaczem. - Była bardzo wdzięczna mojej drużynie. Płakała ze szczęścia - zaznaczył szef służb ratowniczych.

Przed tragedią zarabiała w fabryce 60 dolarów miesięcznie

Otwór, w którym znajdowała się 19-latka, był wystarczająco duży, by mogła stać i siedzieć, jednak za mały, aby mogła się położyć. - Przez te wszystkie dni miałam tylko cztery herbatniki i odrobinę wody. Nic więcej nie udało mi się znaleźć - przyznała dziewczyna podczas konferencji prasowej. Jak dodała, w trakcie uwięzienia pod gruzami słyszała krzyczących ludzi, którzy zostali przysypani gruzami. Jak przypuszcza, wszyscy umarli.

19-letnia Reshma zapowiedziała, że nigdy więcej nie zatrudni się w krajowym przemyśle odzieżowym. Przed tragedią zarabiała w fabryce 60 dolarów miesięcznie. Młoda kobieta wraca aktualnie do zdrowia w szpitalu wojskowym w Dhace. Ratownicy wyciągnęli ją spod gruzów w piątek.

1127 ofiar, prawie 2,4 tys. ocalałych

W dziewięciopiętrowym budynku Rana Plaza w mieście Savar, 30 km od Dhaki, pracowało ponad 3,5 tys. osób. Poza pięcioma fabrykami produkującymi odzież dla zachodnich odbiorców, w budynku znajdowały się także sklepy i bank.

Wczoraj wojsko zakończyło przeszukiwanie gruzów fabryki i ogłosiło, że ostateczna liczba ofiar tragedii wynosi 1127 osób. Ocalało zaś 2438 osób.

Wiele było jednak ciężko rannych. Konieczne były m.in. amputacje kończyn. Prowadzący śledztwo uważają, że przyczyną zawalenia się budowli były wibracje wielkich generatorów oraz niska jakość prac budowlanych. Władze twierdzą, że właściciel budynku nielegalnie dobudował trzy piętra i zezwolił na zainstalowanie w pomieszczeniach produkcyjnych ciężkiego sprzętu oraz generatorów.

Były sygnały, że w budynku są pęknięcia

Zanim doszło do katastrofy, robotnicy na próżno sygnalizowali, że w starzejącym się budynku widać pęknięcia. Według świadków katastrofa nastąpiła błyskawicznie, a gmach złożył się jak domek z kart. W ramach śledztwa aresztowano właściciela budynku i kilka innych osób, w tym właścicieli zakładów tekstylnych.

Bangladesz jest jednym z największych światowych eksporterów odzieży. Eksport, głównie do USA i Europy, przyniósł krajowi w 2011 roku ok. 20 miliardów dolarów.

Więcej o: