Zrozpaczona matka oskarża lekarzy w programie Lisa. "Żałuję, że zaufałam"

- Bardzo żałuję, że ufałam tym sześciu lekarzom, bo gdybym nie ufała, to być może mój syn by żył - powiedziała w programie Tomasza Lisa Anna Kęsicka, której 3,5-letni syn Jaś zmarł na zawał serca w wyniku sepsy. Wcześniej była odsyłana od szpitala do szpitala, a kolejni lekarze nie postawili oczywistej, jak się okazało, diagnozy.

O tragedii rodziny Kęsickich rozmawialiśmy na naszych łamach z matką Anną Kęsicką. Temat poruszył w swoim programie także Tomasz Lis. Kęsicka, obecna w studiu z mężem, w emocjonalnych słowach opisywała swoje dramatyczne przejścia z naszą służbą zdrowia. Bliska płaczu oskarżała środowisko lekarskie o kardynalne błędy, bo, jak się okazało, Jasia uratowałby augmentin, najprostszy antybiotyk, który miała w domu. Niestety, żaden z lekarzy nie potrafił postawić właściwej diagnozy.

- Wprawdzie mamy 160 tys. fantastycznych lekarzy, ale mój syn nie żyje. Nie żyje wiele innych dzieci, a inne są kalekami dlatego, że państwa środowisko się nie oczyszcza - oskarżała, kierując te słowa do obecnych w studiu ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza i prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Macieja Hamankiewicza.

- Żaden z tych sześciu lekarzy nie poniósł konsekwencji, bo kara upomnienia w sądzie lekarskim nie jest żadną karą. Jeżeli pan mi powie, że moje dziecko jest statystycznym przypadkiem państwa błędów, to przykro mi bardzo, ale ja nie przyjmuję takiego tłumaczenia. Bo to jest życie mojego syna. Ciekawa jestem, czy gdyby to chodziło o życie pana dziecka, to też by pan tak spokojnie mówił, że to jest statystyczny przypadek - mówiła.

Lekarz o statystykach

Była to reakcja na wypowiedź Macieja Hamankiewicza, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej, który powiedział: - Bardzo pani współczuję, ale jedną z najważniejszych rzeczy dla lekarza jest zaufanie. Jeżeli zniszczymy zaufanie pomiędzy pacjentem a lekarzem, to nie ma szansy dla milionów chorych ludzi w Polsce. - Bardzo żałuję, że ufałam tym sześciu lekarzom, bo gdybym nie ufała, to być może mój syn by żył - powiedziała Kęsicka.

Złość przez łzy wywołała u matki szczególnie wypowiedź Hamankiewicza, który zaczął podawać statystyki. - Śmiertelność okołoporodowa spada. W ciągu ostatnich 20 lat z 20 do półtora przypadków - próbował argumentować.

Przerwał mu Tomasz Lis. - Chce pan zrozpaczonym rodzicom powiedzieć, że my tutaj rujnujemy zaufanie do lekarzy? Nie mówimy tutaj o fantastycznych lekarzach, bo takich znamy. Mówimy o tym, czy nie mamy do czynienia z fałszywą solidarnością zawodową - mówił prowadzący.

Ani Hamankiewicz, ani Arłukowicz nie mieli nic istotnego do powiedzenia w sprawie Kęsickiej. Minister mówił o zmianach systemowych i współczuł matce, dodając jedynie, że sam jest ojcem.

Więcej o: