"Kiedyś: nie ma wolności bez solidarności. Dziś: nie ma wolności bez prywatności" - Ash na debacie "Gazety"

- Era internetu daje szansę dla wolności słowa, ryzyko dla prywatności - podkreślał prof. Timothy Garton Ash w debacie o tym, co wolno (a czego nie) w internecie. - Nienawiść nie bierze się z internetu, tylko z napięć i procesów społecznych. Trzymanie internetu pod kluczem niczego nie rozwiąże - mówił o problemie mowy nienawiści Michał Boni. - Nienawiść religijna to jeden z najważniejszych problemów w polskim internecie - zwracał uwagę Andrzej Grajewski.

Debata odbyła się w ramach projektu badawczego na temat wolności słowa "Free Speech Debate" , którym kieruje prof. Timothy Garton Ash. - W Polsce, lepiej niż w Anglii, wiecie, jak ważna jest wolność słowa - mówił na początku spotkania. Poza prof. Ashem w debacie wzięli udział minister administracji i cyfryzacji Michał Boni, Andrzej Grajewski z "Gościa Niedzielnego" i Wojciech Orliński z "Gazety Wyborczej".

Oksfordzki projekt Free Speech Debate funkcjonuje w trzynastu najczęściej używanych w internecie językach. Chodzi o dyskusję na temat ogólnych zasad, jakie powinny funkcjonować w internecie.

Szansa dla wolności, ryzyko dla prywatności

Ash wymienił czterech "aktorów", którzy są kluczowi w tworzeniu internetowej rzeczywistości: prawo i organizacje międzynarodowe, państwo, prywatne super mocarstwa (jak Google, Facebook) i wreszcie społeczeństwo, którego zupełnie nową siłę samoorganizacji - dzięki internetowi - można było zobaczyć na przykładzie chociażby arabskiej wiosny.

- Ci czterej aktorzy współdziałają w tworzeniu ery internetu. Ta era niesie ze sobą jednocześnie wielkie ryzyko i wielką szansę. Szansę dla wolności słowa, ryzyko dla prywatności - mówił prof. Ash. - Kiedyś mówiło się, że nie ma wolności bez solidarności. Teraz powiem, że nie ma wolności bez prywatności - podkreślał.

"Nienawiść nie bierze się z internetu"

Wiele czasu w dyskusji zajęła sprawa mowy nienawiści w sieci. Michał Boni nie ma wątpliwości, że problem jest poważny. - Najpierw płoną słowa, a potem ludzie. Tego nas nauczyła historia - mówił.

Zdaniem ministra Boniego, w tej kwestii bardzo wiele zależy od kultury obywatelskiej. - Problem w tym, że internet jest na skalę publiczną, a zachowujemy się, jakby to było w prywatnym otoczeniu. Może powinniśmy na nowo zdefiniować relację między wolnością a odpowiedzialnością - proponował.

Zdaniem Boniego w przypadku, gdy mowa nienawiści może doprowadzić do przemocy, z punktu widzenia państwa kluczowe są cztery zasady: monitorowanie tego rodzaju zdarzeń, natychmiastowe reagowanie, dawanie świadectwa (jako przykład podał zachowanie ministra Sienkiewicza po wydarzeniach w Białymstoku ) oraz edukacja.

Podkreślił jednocześnie: - Nienawiść nie bierze się z internetu, tylko z napięć i procesów społecznych. I o tym trzeba myśleć. Trzymanie internetu pod kluczem niczego nie rozwiąże. Internet skupia pewne procesy, które i tak istnieją.

Grajewski: wobec "katola" to można wszystko

- Kiedy jego ministerstwo wprowadzi program ochrony katolików przed nienawiścią w internecie? - pytał z kolei Boniego Andrzej Grajewski z "Gościa niedzielnego". - Nienawiść religijna to jeden z najważniejszych problemów w polskim internecie. Jeżeli tego zjawiska nie zobaczymy, to znaczy, że patrzymy na jedno oko - przekonywał.

- Owszem, na portalach katolickich są też mało chrześcijańskie wpisy, ale skala temperatury jest nieporównywalna. Chamski antysemityzm jest zwalczany, a antykatolicyzm uchodzi. Mamy radykalnie obniżoną granicę tolerancji. Wobec "katola" to można wszystko - mówił.

Nie zgodził się z nim Wojciech Orliński z "Gazety Wyborczej". - Jako osoba niewierząca bardzo stanowczo protestuję, że obrażanie katolików jest największym problemem. Jako ateista ciągle jestem notorycznie obrażany - mówił dziennikarz

- Nie będę przygotowywał programu ochrony katolików, ale uważam, że potrzebne są różne programy pomagające walczyć z ochroną nienawiści - skomentował Michał Boni.

"Anonimowość jest domyślna, powinno być odwrotnie"

Przy okazji mowy nienawiści i chamstwa w internecie często pojawia się argument, że wszystkiemu winna jest anonimowość w sieci. - Anonimowość jest normą, jest "domyślna". Powinno być odwrotnie - uważa prof. Ash. - Oczywiście, musi być możliwość bycia anonimowym, np. żyjąc w Chinach, jeśli chcę się wypowiedzieć krytycznie albo chcę opowiedzieć o korupcji w firmie, muszę dysponować taką możliwością - zaznaczył prof. Ash.

- Jeżeli anonimowość służy wyłącznie do opluwania, szczucia, wyrzucania z siebie najgorszych frustracji, to ja się na to godzę jako cenę wolności. Nie powiem jednak, że tego nie zauważam i nie krytykuję - mówił Andrzej Grajewski.

- Należy mówić, że obrażanie kogoś anonimowo jest niedopuszczalne - podkreślał Michał Boni. Jednak jego zdaniem prawne usuwanie anonimowości z sieci jest niepotrzebne i nierealne: - Nie zawsze trzeba się podpisywać. Poza tym nikt nie będzie sprawdzał dowodów osobistych. Natomiast warto starać się o powstanie kultury deanonimizacji - uważa.

"Anonimowość jest jak maska wenecka"

Zupełnie inaczej do sprawy podchodzi Wojciech Orliński. Jak podkreślał, zostawiamy w internecie bardzo wiele śladów, więc anonimowość jest ułudą. - Anonimowość w internecie jest karnawałową wenecką maską. Kiedy zachodzi konieczność, że tożsamość musi być ujawniona, to przeważnie nie ma problemów z jej ustaleniem - mówił.

Orliński zwracał uwagę, jak wiele danych gromadzą o nas firmy. - Jeżeli nie będzie możliwości zrobienia czegoś ukradkiem, wpadniemy w despotyzm, o którym się nam nie śniło. A teraz trzeba zostawić tę anonimowość jako maskę, która działa chociaż na chwilę - uważa.

O oszczerstwach - prawo cywilne, nie karne?

Zdaniem Orlińskiego, nie powinno być prawnej możliwości zakazu wypowiadania nawet najgorszych poglądów. Wskazywał na model anglosaski, gdzie sprawą nie zajmują się prokuratorzy, tylko np. komornicy w wyniku wyroków w procesach cywilnych. - Bardzo mi się nie podobają administracyjne zakazy mowy nienawiści. Na przykład, jeśli chodzi o kłamstwo oświęcimskie, był proces Davida Irvinga w Wielkiej Brytanii. Nie proces karny, ale cywilny, w którym wszystkie kłamstwa Irvinga niezwykle szczegółowo obalone. Wolałbym, żeby w taki sposób zwalczano poglądy. Nie, żeby przychodził prokurator, ale komornik albo historyk - podkreślał.

Z kolei Andrzej Grajewski uważa, że współcześnie po raz pierwszy w historii żyjemy w świecie bez tabu. - Wydaje mi się, że zakończy się to dramatycznym przykręceniem śruby - przewiduje.

Co do wolności słowa, dziennikarz "Gościa niedzielnego" zastanawiał się, jaka jest jakość tej wolności? - Ceną tej wolności jest możliwość upadlania i szkalowania. Mówicie, że można iść z tym do sądu, ale człowiek z powiatowego miasteczka, któremu zmarnowano życie, raczej nie pójdzie - mówił. - Z drugiej strony, nie można tego uregulować. Moderato zawsze będzie cenzorem, zawsze będzie subiektywny, zawsze będzie interpretował po swojemu - zaznaczył Grajewski.

Ochrona danych

Dyskusja dotyczyła też sprawy ochrony danych osobowych. - Fundamentem jest ochrona prywatności i ochrona danych osobowych jako prawo ludzkie i obywatelskie. Jeśli chcemy przetwarzać dane, chodzi o to, że trzeba to robić, tylko jeśli uzyska się bardzo wyraźną zgodę - mówił zdecydowanie Michał Boni.

O ile, jego zdaniem, w kwestii wolności i mowy nienawiści potrzebna jest praca edukacyjna, o tyle w kwestii ochrony prywatności konieczne są dobre i przejrzyste regulacje. - Nie wystarczy dobra wolna firm, powinna być reguła prawna. To nie zabije dobrego biznesu, zabije tylko oszustów - przekonywał.

Zdaniem Boniego w kwestii przetwarzania danych osobowych (rozumianych szerzej jako nasze przyzwyczajenia, gusty, poziom finansowy itp.) potrzebne jest uporządkowanie w ramach Światowej Organizacji Handlu.

- Potrzebna jest też nasza świadomość, wartości informacji, które udostępniamy. Są teorie, że to jest nowa waluta. To więc tak, jakbyśmy rozdawali nasze pieniądze, nasze dobro, kawałki tożsamości - tłumaczył Boni.

Więcej o: