Klijnstra: "W Holandii uznawano mnie za lewicowca, w Polsce obwołano mnie prawicowym oszołomem"

"Prawa strona jest na tyle spójna, na tyle pewna siebie, że nie ma problemu z tym, żeby rozbierać na czynniki pierwsze kwestie, które są drażliwe, również dla niej. A ludzie lewicy, palikociarze, którzy mnie otaczają, z jakichś powodów mówią: nie gadamy z tobą, bo ty jesteś PIS-owiec!" - mówi w rozmowie z "Przekrojem" Redbad Klijnstra, aktor, który w TV Republika będzie prowadził swój autorski program o kulturze

Redbad Klijstra w wywiadzie udzielonym "Przekrojowi" odnosi się m.in. do kwestii katastrofy smoleńskiej i swojego podejścia do tego wydarzenia. Podejścia, za które często otrzymuje łatkę prawicowca. Sam uważa jednak, że w tej sprawie jest wiele niewyjaśnionych kwestii. Broni też zadawania pytań o... zamach na samolot prezydencki. "Cieszę się z każdego przejawu rzetelności, która zaczyna się pojawiać. Nie zmienia to faktu, że u mnie, jako obywatela polskiego, w głowie utrzymuje się wielki znak zapytania. Jak to możliwe, że w tak ważnej sprawie najwyższe organy władzy państwowej mogą wykazywać się aż taką ignorancją? To nieco orwellowska historia, w której każdy boi się wypowiedzieć To Słowo" - pyta Klijnstra.

"W Holandii - lewicowiec, a w Polsce..."

Klijnstra dodaje, że - jego zdaniem - w sprawie katastrofy smoleńskiej artyści odeszli od "trzeźwego myślenia". "A przecież artyści , przynajmniej teoretycznie, są najbardziej wrażliwymi jednostkami w społeczeństwie" - mówi i dodaje: "Gdzie podziała się ich wrażliwość po katastrofie smoleńskiej? Pojawiło się kilka sztuk teatralnych, w których katastrofę potraktowano prześmiewczo; ktoś w przedstawieniu wniósł na scenę krzyż z puszek po piwie Lech. A projekt filmu o Smoleńsku Antoniego Krauzego rozpętał medialną histerię. Ten film urasta do rangi jakiejś bestii, a przecież nikt nie wie, jaki jest jego scenariusz. Nikt nie wie, o czym ten film tak naprawdę będzie".

Aktor opowiada, że wczytuje się w historię Polski i gdy coś mu się nie zgadza, zadaje pytania, oczekując "normalnej odpowiedzi". "Dostaję ją na ogół od ludzi, którzy są po tej stronie, jak to się mówi, prawicowej" - podkreśla Klijnstra, zastrzegając, że w naszym kraju podział na lewicę i prawicę jest niejasny. "W Holandii uznawano mnie za lewicowca, w Polsce obwołano mnie prawicowym oszołomem".

"Szufladki są przez cały czas"

Dziennikarka "Przekroju" zapytała Klijnstrę o jego współpracę z nowo powstałą telewizją Republika. "Nie muszę się zgadzać z poglądami wszystkich ludzi, którzy tworzą Telewizję Republika, tak samo jak nie zgadzam się ze wszystkimi twórcami projektów kulturalnych, przy których pracuję" - przestrzega aktor. Zapytany, czy nie boi się szufladkowania, współpracując z tak jasno politycznie określonym środowiskiem, stwierdza, że "szufladki powstają przez cały czas. Co za różnica, w jakiej akurat siedzę?".

Redbad Klijnstra podsumowuje, że w Polsce to prawa strona "jest na tyle spójna, na tyle pewna siebie, że nie ma problemu z tym, żeby rozbierać na czynniki pierwsze kwestie, które są drażliwe, również dla niej". A lewica? "Palikociarze, którzy mnie otaczają, z jakichś powodów mówią: nie gadamy z tobą, bo ty jesteś PIS-owiec!".

Cały wywiad do przeczytania w najnowszym numerze tygodnika "Przekrój".

Więcej o: