"Cześć tatusiu. Żyję". Rodzina porwanej w USA pierwszy raz od lat usłyszała jej głos [WZRUSZAJĄCE WIDEO]

Ponad 10 lat po tym, jak słyszeli jej głos, rodzina Amandy Berry doczekała się cudu - informuje CNN. Jest jedną z trzech kobiet, które były przetrzymywane przez Ariela Castro. - Powiedziała: "Cześć, tatusiu. Żyję" - wspomina ojciec porwanej, Johnny Berry. - Po chwili dodała "kocham cię, kocham cię" i oboje zaczęliśmy płakać. Nie uwierzylibyście... Brak mi słów... Powiedziałem jej, że nigdy nie straciłem nadziei - mówił.

Berry i dwie inne kobiety, które były zaginione przez lata, zostały uwolnione. Są całe i zdrowe . Udało się to, gdyż Berry kopała w drzwi i wzywała pomocy w domu w Cleveland w stanie Ohio. Jej krzyki usłyszał sąsiad, który wyważył drzwi i umożliwił porwanej wezwanie policji .

"Wspaniała wiadomość! Zawsze byliśmy blisko"

Chociaż Berry urodziła się i wychowała w Cleveland, ojciec, dziadkowie i kuzyni mieszkają w Elizabethton. Kiedyś większość rodziny mieszkała w Ohio, ale przeniosła się do północno-wschodniej Tennessee ponad dekadę temu - informuje współpracująca z CNN WJHL .

Po latach rodzina wspominała, że Amanda często przyjeżdżała to Elizabethton w wakacje. Rodzina odwiedzała ją również w Ohio. Faktycznie, spotkali się trzy tygodnie przed jej zniknięciem. Berry została porwana w 2003 roku, dzień przed swoimi siedemnastymi urodzinami.

- To wspaniałe - mówił w jednej z telewizji informacyjnych Crystal Milton, kuzyn porwanej. - Byliśmy z Amandą bardzo blisko, jest między nami tylko dwa lata różnicy. Zawsze spędzaliśmy razem wakacje, ja jeździłem do niej, ona przyjeżdżała tutaj. Nie myślałem, że jeszcze kiedyś się spotkamy, bardzo się cieszę - dodał. To było jeszcze, zanim Milton rozmawiał z Amandą przez telefon. Kilka minut później jej siostra zadzwoniła z Ohio i przekazała słuchawkę Amandzie.

"Amanda?" "Tak, babciu, to ja. Jak się czujesz?"

"Halo", spokojny głos odezwał się po drugiej stronie. "Amanda?" zapytała babcia, Fern Gentry. - Tak babciu, to ja - odpowiedziała Berry. - Jak się czujesz? - zapytała. Podczas rozmowy telefonicznej Amanda powiedziała babci, że sama ma sześcioletnią córkę, która urodziła się w święta Bożego Narodzenia. Gentry zdaje sobie sprawę, że przez wszystko, co przeszła, dziewczynka jest odarta z niewinności, ale bardzo się cieszy, że obie żyją.

- Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, przez co one musiały przejść, co przeżyły - mówi babcia porwanej. - To musiało być coś strasznego, niemniej jednak cudownie jest znów usłyszeć jej głos. Brzmi świetnie, dobrze, dzięki Bogu - dodała. Z takiego obrotu sprawy cieszy się również dziadek porwanej. - Tym bardziej że z upływem lat moja nadzieja była coraz słabsza - mówił.

Dziadek: Co za ulga

- Tyle czasu minęło, nie było jej tak długo, ale nie straciłem nadziei do końca. To wielka ulga, jednak cuda się zdarzają - dodał dziadek. Teraz rodzina szykuje się do podróży do Cleveland, by po latach spotkać się z Amandą. Wszyscy nie mogą się tego doczekać. - Jestem gotowy do drogi choćby teraz. To wspaniałe, wspaniałe - podkreśla Milton.

10 lat temu porwano trzy kobiety. Dzięki determinacji Amandy Berry zostały odnalezione w poniedziałek. Jej krzyki usłyszał mężczyzna mieszkający w pobliżu domu, gdzie porwane kobiety były przetrzymywane. Sąsiad zaniepokojony krzykami w pobliskim domu poszedł sprawdzić, co się dzieje i odnalazł tam zaginione. Jedna z nich pożyczyła telefon komórkowy i wezwała służby.

W związku ze sprawą zatrzymano trzech braci. Podejrzani w wieku 50, 52 i 54 lata zostali aresztowani na podstawie informacji podanych śledczym przez odnalezione kobiety. Jeden z nich, 52-latek, mieszkał w domu, gdzie kobiety były przetrzymywane. To były kierowca autobusu szkolnego.

Więcej o: