Polka odpowiada na tekst "Haaretz": Kiedy izraelskie media skończą ze stereotypami?

"Nie mam przekonania, że masowy festiwal, wielkie PR-owe wydarzenie, jest właściwą formą, by uczcić 70. rocznicę powstania w getcie warszawskim" - napisał dziennikarz izraelskiej gazety "Haaretz", krytykując polskie uroczystości. "Jestem zawiedziona, że relacje z tak ważnego wydarzenia są zdominowane przez stereotypy, a istota obchodów jest przysłonięta opisywaniem wpadek" - odpowiada publicystka i socjolożka.

Dziennikarz "Haaretz" Ofer Aderet jako jeden z wielu dziennikarzy został zaproszony do Polski na obchody 70. rocznicy powstania w getcie warszawskim. - Nie obyło się bez wielu wpadek - ocenia. Dziennikarzom nie zapewniono rezerwacji miejsc podczas koncertu, Muzeum Żydów Polskich było niedokończone - dziennikarze zostali oprowadzeni po pustym budynku i zobaczyli jedynie symulację wystaw, które będą gotowe dopiero w styczniu 2014 - wymieniał Aderet.

No i prezent. "Dostaliśmy m.in. książkę z wierszami Tuwima, ale hebrajski napis na niej był wydrukowany odwrotnie" - podkreśla. Poza tym - jak pisze - można było zwiedzić Warszawę, zapoznać się z niezwykłymi pamiątkami, jakie pozostały po getcie, posłuchać o historii miasta. Dziennikarz podkreślał rozmach i kompleksową opiekę nad dziennikarzami "na koszt polskiego podatnika". I ostatecznie w swojej relacji z Warszawy skrytykował obchody.

"Kto potrzebuje logo?"

"Nie mam przekonania, że masowy festiwal, wielkie ćwiczenie z PR, był odpowiednim sposobem, by uczcić rocznicę powstania w getcie. Nawet logo zaprojektowane z tej okazji - żółty kwiat z numerem 70 - wydaje się nie na miejscu. Kto potrzebuje logo, by upamiętnić takie wydarzenie?" - pisze Aderet.

Jak sugeruje, tegoroczne obchody pokazują "okazjonalność" w polskim upamiętnianiu Żydów. "Czy obecni mieszkańcy ulicy Zielnej - na której wychował się mój dziadek - wiedzą w ogóle, że kiedyś mieszkali tam Żydzi, że było tam getto?" - pyta.

"Dlaczego izraelskie media utrwalają stereotypy?"

"Byłam bardzo zawiedziona, czytając relacje dziennika "Haaretz" z uroczystości w Warszawie. Widać, że autor bardzo chciał utrwalić stereotypy na temat Polski. Nie wykazał woli, by pójść dalej, docenić zmiany, jakie zaszły w ciągu ostatnich lat" - pisze w odpowiedzi na ten tekst socjolożka i dziennikarka z Polski Dominka Blachnicka-Ciacek. Polemikę "Haaretz" także opublikował na swych stronach.

"Może tekst Ofera Adereta nie powinien mnie dziwić. Gdy przegląda się archiwalne teksty o Polsce w izraelskich mediach, wyłania się obraz antysemickiego, barbarzyńskiego niemal kraju" - pisze ze smutkiem Blachnicka-Ciacek.

"Proszę izraelskich dziennikarzy..."

"Nie chcę przekonywać izraelskich wydawców gazet, że Polska stała się całkowicie wolna od antysemityzmu. Niestety tak nie jest. I zarówno polskie, jak i izraelskie media mają prawo zwracać na to uwagę, wypunktować wszelkie naruszenia" - pisze publicystka. "Ale proszę izraelskich dziennikarzy, by zauważyli zmiany w podejściu Polaków do Żydów oraz w tym, jak postrzegają przeszłość, swoje dawne relacje z sąsiadami Żydami" - dodaje.

Jak podkreśla, krzywdzące jest, że wpadka z prezentem staje się jednym z głównych punktów relacji z tak ważnego wydarzenia. Korespondent nie pokazuje "głębokiego i refleksyjnego podejścia" Polaków do tragedii polskich Żydów. "Gdyby izraelskie media wykazały trochę więcej otwartości ws. relacji z Warszawy, mogłyby zauważyć, że w ciągu ostatnich 10 lat Polska zaczęła otwartą dyskusję na temat przerażających pogromów ludności żydowskiej na polskich wsiach tuż po wojnie. A to nie jest łatwa dyskusja. Nie jest łatwo pogodzić się z tym, że choć wśród osób uhonorowanych tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata najwięcej jest Polaków, to jednocześnie było wiele przypadków, gdy Polacy zdradzali żydowskich braci, mordowali żydowskich sąsiadów" - podkreśla socjolożka.

Jak dodaje, szkoda, że izraelskie media nie zauważyły także wielu nowych ciekawych publikacji na temat getta, jakie pojawiły się w polskich mediach przy okazji rocznicy powstania.

Logo? To ważna symbolika

"Logo powstania, które Aderet ośmiesza, ma ważne znaczenie symboliczne: żółty żonkil symbolizuje sposób, w jaki Marek Edelman, legenda powstania w getcie, oddawał hołd ofiarom. To dlatego wielu warszawiaków nosiło naszywki z żonkilem, jako akt pamięci i szacunku. Tuż przed oficjalnymi obchodami warszawiacy wspólnie tworzyli wielki mural na Muranowie, upamiętniając w ten sposób Marka Edelmana i jego przesłanie" - podkreśla Blachnicka-Ciacek.

"Piszę ten tekst jako polska chrześcijanka, myśląc o mojej rodzinie w Izraelu. I boję się, że to, co czytają w izraelskiej prasie, utwierdza ich obawy związane z krajem pochodzenia ich rodziców. Mam nadzieję, że nadejdzie dzień, gdy przeczytają w izraelskich gazetach, że życie jest trochę bardziej skomplikowane, a obraz Polski to nie tylko uproszczone stereotypy i uprzedzenia" - podkreśla dziennikarka.