Świadek koronny "Masa": Chciałem podziękować "Pershingowi" za to, że był charakterny

Prawdziwa mafia to były Wojskowe Służby Informacyjne, stare SB, ludzie, którzy zostali źle zweryfikowani, nie kontynuowali służby i musieli się gdzieś podziać. Lata 90. to było polskie eldorado. Dziś ta mafia ma inny charakter, jest w głębokim podziemiu i zajmuje się szeroko pojętym biznesem - mówi w rozmowie z "Wprost" świadek koronny Jarosław S., ps. "Masa".

Kulisy mafii pruszkowskiej z lat 90. - które dla światka przestępczego miały być eldoradem - odsłania w rozmowie z "Wprost" S., który współpracował z "Pershingiem", czyli Andrzejem Kolikowskim, przywódcą gangu pruszkowskiego. - [My byliśmy mafią] trzepakową, bo prawdziwa mafia to były Wojskowe Służby Informacyjne, stare SB, ludzie, którzy zostali źle zweryfikowani, nie kontynuowali służby i musieli się gdzieś podziać - tłumaczył.

Zapytany o związki "Pershinga" ze Służbą Bezpieczeństwa odpowiedział: - Każdy to wie, tylko że każdy w jakimś tam stopniu się tego wypierał. Po prostu każdy wierzył w zapewnienia "Pershinga" (...). Był gangsterem bardzo pozytywnym (...). Takim charakterniakiem z krwi i kości. Charakterność oznacza, że jeden drugiemu pomaga, jeżeli ten pójdzie do więzienia. Nie możesz być "pizdą karmiony", czyli być alfonsem, nie możesz czerpać korzyści z prostytucji, nie możesz brać narkotyków, nie mówię już o porwaniach dzieci dla okupu i innych rzeczach.

"Masa" opowiedział też, jak stał się człowiekiem "Pershinga". - Chciałem mu swoimi czynami podziękować za to, że jest charakterny... Ciekawym tematem, który mi podsunął "Korek" z Mokotowa, było opodatkowanie wszystkich maszyn do gry wstawianych do lokali. To nam faktycznie przyniosło fortunę dużo większą niż narkotyki... Wtedy żeśmy nieświadomie wdepnęli właśnie w świat polityki - wspominał.

Więcej o: