"Męski 'kogucizm' szkodzi polskiej demokracji. Im więcej kobiet, tym wyższa jakość polityki" - dr Labuda dla TOK FM

- Świat polityki wykształca subkulturę, którą nazywam kogucizmem. Przymusza do pokazywania negatywnych cech kojarzonych z testosteronem: kłótliwości, agresji, rzucania się do gardła - mówi w rozmowie z TOK FM dr Barbara Labuda, była posłanka i członkini Kongresu Kobiet. Jest jednak recepta na kogucizm. - Im więcej w polityce kobiet, które nie konkurują, ale budują relacje, tym jej jakość będzie lepsza - mówi Labuda.

Barbara Labuda na początku lat 90. była posłanką Komitetu Obywatelskiego, Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Tworzyła pierwszą Parlamentarną Grupę Kobiet. Dziś zasiada w radzie programowej Kongresu Kobiet. W środę swym wykładem zainaugurowała Akademię Feministyczną Fundacji Feminoteka.

Krzysztof Lepczyński: Można wyróżnić dwie demokracje: męską i kobiecą?

Dr Barbara Labuda: - Kwintesencją świata męskiej demokracji są telewizyjne rozmowy, w których uczestniczą tylko mężczyźni. Ten świat wykształca subkulturę, którą nazywam kogucizmem. Przymusza do pokazywania negatywnych cech kojarzonych z testosteronem: kłótliwości, agresji, rzucania się do gardła, zamiast skupienia się na problemie. To wynika w dużej mierze z braku kobiet w debacie publicznej, braku ich perspektywy. To szkodliwe dla naszej demokracji i czasem jestem wściekła, gdy widzę debatę toczącą się w ten kulawy, amputowany sposób.

Nie chodzi o idealizowanie kobiet, ale w kobiecych skupiskach, które znam, jest więcej szacunku, zaufania i merytoryki niż w środowiskach męskich. To nie wynika z tego, że mężczyźni są z natury źli, to bzdury. Kobiety też mają negatywne cechy.

Przykładanie genderowego wzorca nie jest jednak zbytnim uproszczeniem? Świat polityki został stworzony przez mężczyzn, jego fundamenty to cechy typowo męskie. Kobiety, które do polityki wchodzą, nierzadko same stają się osobnikami alfa. Renata Beger czy Krystyna Pawłowicz w swym kogucizmie mogą zawstydzić wielu mężczyzn.

- Męski świat uprzywilejowuje tego typu cechy u kobiet, rozbudza je, pozwala im rozkwitnąć. Także w negatywnym sensie. Pozytywną "samczynią alfa" jest Margaret Thatcher. Nie wiem jednak, po co rozpętała wojnę o Falklandy. To było typowo męskie zachowanie. Zdominowana przez kogucizm polityka przyciąga kobiety o męskich cechach, pozwala tym cechom się wykształcić. Kobiety ochoczo na to przystają, bo to pomaga przebić się w świecie polityki. Sama byłam w nim wiele lat, sama mam te cechy. Jestem fighterką, wojowniczką. Co nie znaczy, że to lubię.

Walczyła pani o konkretne sprawy, nie pozycję w partii.

- Kiedy mam się bić o słuszne sprawy, o wolność Polski, to jest OK. Ale męskie cechy objawiają się często jako skakanie do gardeł wokół spraw bez znaczenia. Objawów takiego idiotycznego maskulinizmu jest w ostatnich dniach wiele. To jest upokarzające dla mężczyzn, którzy pokazują swoją najgorszą twarz. Jednak gdy pojawiają się prawdziwe problemy, te cechy tak się nie wynaturzają. Skupiamy się na sposobach ich rozwiązania.

Najczęściej tylko w momentach kryzysowych.

- Taki moment się zbliża, bo w Polsce rozpoczął się proces starzenia. W tym momencie jest 6 mln osób w wieku emerytalnym. W 2030 roku będzie ich 10 mln. To bardzo duży skok. Co trzecia osoba będzie w wieku emerytalnym. A dominującą strategią osób starszych jest bierne czekanie na pomoc. Mało kto ma chęć i możliwości bycia użytecznym, włączania się w różne sprawy, korzystania z życia. Bardzo wartościowe jest kontynuowanie kariery zawodowej po emeryturze. A osób, które pracują i jednocześnie biorą emeryturę wg ZUS jest w Polsce 53 tys. Byłam w szoku, że tak mało.

Nie znaczy to, że chcę zagonić emerytów do pracy. Jednak w Polsce istnieje coś takiego jak ageizm, niechęć do osób starszych. One przeszkadzają, są irytujące, sama już jestem starszą osobą i to dostrzegam. Seniorzy są, mówiąc krótko, wykluczeni. To dotyczy zbyt dużej liczby osób, by sobie ten problem odpuścić. Jednak czy ta męska demokracja jest w stanie w ogóle dostrzec ten problem?

Dostrzeże go wtedy, kiedy emeryci staną się liczącym elektoratem.

- To już jest wielka grupa elektoratu. Ona głosuje częściej niż młodzi, ale została trochę odpuszczona. Politycy muszą ją w końcu zauważyć, bo będzie fizycznie i arytmetycznie widoczna.

Na razie jednak klasa polityczna pochłonięta jest samą sobą, zajmuje się kogucimi walkami. Zdaje się separować od rzeczywistych problemów.

- Nie zawsze tak było. Nie chcę idealizować tamtych czasów, ale tuż po upadku komuny do polityki zostało przywołanych wiele wartościowych osób. Prawie wszyscy skupialiśmy się na realnych problemach.

Politycy mogą jeszcze do tego wrócić?

- Wierzę, że tak. Jednak ta genderowa zasada musi być spełniona. Musi być więcej kobiet. Ich obecność sprawi, że kogucizm zostanie ograniczony. Nie wyeliminowany, ale wróci do normy. Im więcej w polityce kobiet, które nie konkurują, ale budują relacje, tym jej jakość będzie lepsza. Bo mężczyźni też potrzebują zaufania, przyjaźni, serdeczności. Mają te same potrzeby, są przecież istotami ludzkimi. Jeśli kobiety są pojedyncze, to polityka zmienia kobiety, a nie kobiety politykę.

Polityka musi więc stać się kobietą?

- W przeciwnym razie będzie tylko powielać negatywne męskie wzorce.

Więcej o: